Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
119 postów 5450 komentarzy

Astra

Astra - Anna Słupianek - Kres jest tak niewidzialny, jak początek. Wszechświat wyłonił się ze słowa i do słowa powraca (..) Nadzy przychodzimy na świat i nadzy wracamy do ziemi, z której zostaliśmy wzięci. /Tryptyk rzymski JPII 2003/

Wyrok na Warszawę zapadł w 1940r

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

a nie w wyniku Powstania Warszawskiego

Wyrok na Warszawę zapadł w 1940r,

a nie, w wyniku Powstania Warszawskiego...

 

 

Czytając historyków - manipulatorów czyli „specy od powstania warszawskiego”, zastanawiam się, nad czym się w ogóle zastanawiają.

W zamyśle obu agresorów, które przypieczętował pakt Ribentropp-Mołotow, Polski miało nie być... miała przestać istnieć.

Państwo to ludność, obszar, ale również stolica. To jego serce. Aby przestało istnieć państwo, trzeba zatrzymać (czytaj zabić) jego serce.

Już po kilku miesiącach od wybuchu wojny, zajęcia stolicy która już wtedy była zniszczona w ponad 10%, Hitler oświadczył ni mniej ni więcej:

Cyt:

Już 15 lipca 1940 Frank oświadczył, iż „w sprawie Warszawy Führer postanowił, że odbudowa tego miasta jako polskiej metropolii jest absolutnie wykluczona. Führer życzy sobie, żeby wraz z ogólnym rozwojem Generalnego Gubernatorstwa Warszawa zeszła do rzędu miasta prowincjonalnego”. Tak zwany „Plan Pabsta” zakładał, iż populacja Warszawy zostanie zmniejszona do poziomu 130 000 mieszkańców, a powierzchnia do 15 kilometrów kwadratowych. „

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zburzenie_Warszawy

 

A co z resztą mieszkańców? Warszawa przed wybuchem wojny liczyła około 1mln 300 tys. mieszkańców. Nie trzeba być orłem z matematyki, aby obliczyć, że ponad milion mieszkańców było „zbędne”. Około 25 tysięcy ludności cywilnej i 6 tys żołnierzy poniosło śmierć w jej obronie... a co z resztą? Co z nimi chcieli zrobić Niemcy? Wysiedlić? Dokąd? Wziąwszy pod uwagę, jak w następnych latach świetnie zutylizowali parę milionów Polaków, odpowiedź jest chyba jasna...

Cyt:

 

W czasie powstania po stronie polskiej zginęło 16 tys. powstańców i około 150 tys. ludności cywilnej. Ogółem podczas wojny, zginęło ok. 700 tys. warszawian. 17 stycznia 1945 zakończyła się okupacja hitlerowska, Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie zajęły lewobrzeżną Warszawę

http://pl.wikipedia.org/wiki/Warszawa

 

Czyli prawie im się udało... 700 tys. po niemiecku, zgodnie z rozkazem !

Można dyskutować na ten temat? Jak ktoś lubi, ale po co, skoro liczby mówią same za siebie.

Twierdzenia, że Powstanie Warszawskie było niepotrzebną rzezią, w żaden sposób nie da się obronić.

Był rozkaz wydany już w 1940r i został on zrealizowany.

Ktoś twierdzi, że te 150 tys. cywili można było ocalić, bo wojna się kończyła?

Twierdzić, zwłaszcza dzisiaj można różne brednie, ale wystarczy przeczytać fakty,

A te „mówią” dalej...

Cyt:

Porażki ponoszone przez III Rzeszę na wszystkich frontach spowodowały, że „Plan Pabsta” nie został wcielony w życie. Adolf Hitler oświadczył więc Frankowi podczas rozmowy w dniu 6 lutego 1944, że „Warszawa musi zostać zburzona, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność”[4]

http://pl.wikipedia.org/wiki/Zburzenie_Warszawy

 

Przypominam, że to ten plan, w którym miało pozostać 130 tys. mieszkańców na

15 km kwadratowych...

Jestem przekonana, że gdyby Powstanie nie wybuchło, nadarzyła by się inna „sposobność”.

Nie przytoczyłam żadnego z cytatów historyków, broniących idei Powstania, ani tym bardziej żadnej antypolskiej bredni, która chciałaby zdezawuować ten naturalny w obliczu unicestwienia odruch obronny mieszkańców.

Istnieją wspomnienia powstańców, w których wyraźnie mówią , że była to walka mająca powstrzymać upodlenie i likwidację Polaków.

Że liczyli na pomoc „śpiących”?? Widocznie po całej tej gehennie polskiej, jeszcze wierzyli, że Rosjanie w ludzkim odruchu, przyjdą na pomoc miastu.

Przecież już wtedy byliśmy spisani na straty, o czym wiedział Stalin, „sojusznicy”,

Ale nie mieli pojęcia Warszawiacy, to było dopiero przed nimi...

Nawet gdyby ocalili miasto, nic już nie stało na przeszkodzie wchłonięcia Polski przez sowiety, już było „pozamiatane”.

Nie powstrzymała tego ponad 200 tysięczna armia polska, biorąca udział w wyzwalaniu zachodniej Europy, a miałoby powstrzymać Powstanie?

Takie twierdzenia uważam, za celowe pomniejszanie naturalnych zachowań Polaków, którzy wiedzeni instynktem walczyli z samym złem.

Pytanie, czy przegrali.. uważam, że nie przegrali.

Uważam również, że ta cyniczna krytyka polega na tym, żeby takie zachowania wykorzenić z Polaków.

Bali się i nadal boją takich właśnie zachowań, walki i honoru polskiego, dzisiejsi wrogowie, gdziekolwiek oni są...

Boją się również obecnie rządzący, kogokolwiek reprezentują...

 



 

 

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • @
    "Adolf Hitler oświadczył więc Frankowi podczas rozmowy w dniu 6 lutego 1944, że „Warszawa musi zostać zburzona, gdy tylko nadarzy się ku temu sposobność”[4]

    No i zdarzyła się taka sposobność. Wybuchło powstanie dające Hitlerowi alibi działania. Hitler nie tylko zrobił co obiecał (zburzyć stolice). Poszedł jeszcze dalej. Mimo już wiadomej przegranej Niemcy dodatkowo wyrżnęli dwie setki tysięcy Polaków. Taki rodzynek na cieście zmniejszający gorycz upadku Rzeszy Niemieckiej. Proszę także pamiętać iż jest to czas gdy Alianci za stawianie oporu, tylko jednym nocnym nalotem potrafili zrównać z ziemia wyznaczone niemieckie miasto. Nie dziwie się ze Hitler naprawdę potrzebował mocnego alibi. Nie chciał za Warszawę tracić swoich niemieckich miast.
  • @Nathanel 18:10:12
    Dlatego właśnie uważam, że to była walka o człowieczeństwo pomimo wszystko...
    Napisałam te notkę, bo niedługo, jak co roku zlecą się mądrale, którzy sami na pewno durniami nie są, ale chca zrobic takimi czytających...
    Będą dyskutować, analizować, mądrować... po prostu szkoda słów.
  • @Stara Baba 18:19:04
    Jestem przekonana, że gdyby nie było powstania... i tak Warszawę by zniszczono, po niemiecku, według instrukcji.
    Sposobność to dla Niemców jest drobnostka.
    Sposobnością był "korytarz" a potem prowokacja gliwicka.... i już byli w Polsce ...
  • @Astra 18:22:25
    Teraz Pani porusza sprawę bardziej ogólną, tyczącą zbrodniczych zachowań Niemców w stosunku do Polski. Ta sprawa jest bardziej prosta niż się wydaje. Wywody niektórych blogerów o knuciu spisków, Wer-wolfie i ogólnej zmowie przeciw Polsce jest tylko zagmatwaniem sprawy.
    Prawda jest jedna, w środkowej Europie nie ma miejsca na dwa silne kraje. Aby Niemcy były silne lub stały się potęga Polska nie może istnieć lub powinna być stłamszona do roli drugorzędnej. Sprawa tyczy się także i vice versa. O tym jednak nie mówimy bo to Niemcy aby się w 1871 roku narodzić musieli zniszczyć Rzeczypospolita. Jeżeli ktoś tego jeszcze nie wie, Rzeczypospolita zniszczyli Germance na spółkę z żydostwem bardzo zręcznie posługując się także idiotami Moskalami!
    Precedens ten trwa i dzisiaj, jednak w formie gospodarczej i politycznej. Gdy Szwaby położą na Ukrainę swoja łapę, Polska nikomu już nie będzie potrzebna a będąca w środku niemieckiego regionu podlegać będzie naturalnej samozagładzie.

    PS: popatrzcie na tego naszego sąsiada. Oni tak naprawdę światu nic
    nie maja do zaoferowania i aby przeżyć muszą dokonywać ekspansji.
  • @Astra
    Brawo Astra!!!++++5!!!!!! Wspaniały jest na ten temat z prof. Kieżunem, powstańcem, obecnie także na znaczku Poczty Polskiej. A tych "mundrych" piejących co by było gdyby... to mam gdzieś. To samo co Ty napisałaś słyszałem z ust brata Dziadka także jak On, Legionisty- bił żydobolszewię do 1923 na Łotwie, oficera WP po Szkole Artylerii w Grudziądzu, żołnierza Września, oficera KEDYWu AK, Powstańca. Pzdr!
  • @Stara Baba 18:44:33
    Zgadzam się z każdym zdaniem
  • @Nathanel 18:45:26
    Tak wynika... jednak mówi o "sposobności" ..
  • @Astra
    Cześć swoich zbrodni na Warszawiakach np. bombardowanie uchodźców w Pruszkowie jako zwycięzcy i "wyzwoliciele"(od czasy, rowerów, rabunków i gwałtów) dopisali Niemcom.
  • @Kula Lis 62 18:46:39
    Dziękuję :)
    Te fakty są ogólnodostępne, co nie przeszkadza wmawiać nam, że to była niepotrzebna rzeź.
    Pytam sie w jakim celu?? Żebyśmy się zmienili na innych Polaków...
    pozdrawiam
  • @Nathanel 18:45:26
    W 1944 roku już tak, tak potrzebował alibi. Ludzie bardzo często zapominają iż w WWII sytuacja była bardzo dynamiczna. Co było prawdą w jednym miesiącu w drugim było już nieaktualne. W takich wojnach nie ma już idiotów, są tylko złe decyzje a taka było by zniszczenie stolicy bez powodu. Jak myślicie dlaczego o samej tragedii cywilów nie jest tak głośno? W świecie dla ludzi z boku patrzących sprawa jest prosta.
    "Zaczęli się więc oberwali". Czy Hitler znalazł alibi? Znalazł!
  • @Kula Lis 62 18:50:11
    No i Ukraińcy... po stronie oprawców..w Pruszkowie
  • @Astra 18:51:59
    Więcej już nie napiszę bo musiałbym bluzgać, na tą parszywą swołocz dezawuującą Powstanie. Oni a raczej Une boją się powtórki. Dlatego rugują historię ze szkół, by mieć posłuszną i powolną sobie bezmózgą masę. Tylko ponowny powrót do Państwa Podziemnego ze swymi strukturami, nauką historii, patriotyzmu, choć to ostatnie wynosi się z domu. O zmianach kartką wyborczą zapomnijmy, bo gdyby wybory mogły coś zmienić to by ich nie organizowano. Pzdr!!!
  • @Nathanel 18:10:12
    Interesująca jest nie tylko Mapa Gomberga, ale także jej pochodzenie.

    "Otóż owa "Mapa Gomberga" (nazwa pochodzi od nazwiska wydaw­cy) nie jest opinią personalną, lecz wynikiem czyichś decyzyj i do dziś oficjalnie nie wiadomo, kto tę mapę opracował i kto decydował o no­wych granicach politycznych prawie wszystkich państw świata, chociaż tekst komentarza owej mapy zaczyna się słowami: "My, Stany Zjednoc­zone we współpracy z naszymi sprzymierzeńcami..." ("We, the USA, in co­operation with our allies..."). A więc, według tekstu tejże mapy, jest ona opracowana i jej komentarz zredagowany przez Stany Zjednoczone i ich sprzymierzeńców (należała do nich wówczas także Rzeczpospolita Pol­ska, reprezentowana przez swój rząd rezydujący w Londynie). Tak więc rząd Stanów Zjednoczonych ponosi za nią odpowiedzialność, za jej redakcję, za jej wydanie i za jej rozpowszechnienie". Nic też nie wiadomo, aby rząd Stanów Zjednoczonych lub jakaś oficjalna instytucja tegoż rządu, czy też któregoś z rządów sprzymierzonych zabrał głos w tej sprawie, a według starej zasady prawa rzymskiego "qui tacet consentire videtur".

    Otóż mapa tego "Nowego Światowego Ładu Moralnego" hojnie od­daje Związkowi Sowieckiemu niemal całą Europę (...)"

    http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&catid=6:wartoprzeczytac&id=2551:mapa-gomberga-i-obecna-realizacja
  • .
    Uważa Pani, że "plan Pabsta" realizowali przywódcy Powstania Warszawskiego?
  • @Lotna 19:44:31
    Wszystko prawda, NWO i mapa Gomberga, tyle, że ta mapa powstała w 1941roku, a więc po tym kiedy Hitler kazał zniszczyć (ograniczyć ludność Warszawy do 130 tys) naszą stolicę ...
    Jak by nie patrzyć, to nawet NWO blednie przy nienawiści Adolfa ...do Polaków, o Stalinie nie wspominając.
    Ten już może wiedział coś w temacie.
  • @lju 19:57:08
    To do mnie pytanie??
    W którym miejscu tak napisałam??
    Wydawało mi się, że i tytuł i treść jest zrozumiała....
  • @Astra 20:02:03
    Czego wymagasz od "wykrztalciucha", leminga jak widać po jego wpisie. Toż oni tylko czytają nagłówek, a rozumieją pismo obrazkowe/komiksy. Pzdr1
  • @LordConqueror 20:29:29
    Chwała im wszystkim, tym dzieciom...
    Tak jak piszesz, wszystko było zaplanowane.
    Specjalnie we wpisie posiłkowałam sie jedynie Wikipedią. Chodziło mi tylko o suche: liczby,daty, cytaty.
    Żadnych cytatów zwolenników i tym bardziej przeciwników nie umieszczałam celowo.
    Żeby tego wszystkiego nie "przemądrować" i co? Wszystko jest, nic nie brakuje... niczego nie idzie obronic, żadnych durnych wypowiedzi, co by było gdyby....
    ale i tak, pojawia sie jak w zeszłym roku mądrale, które wiedzą lepiej.
    Uważam, że są podejrzani, co najmniej :))
  • @Nathanel 20:53:21
    No przeciez napisałam, że juz w 1940r podjęto decyzję, a plan NWO jest z 1941 roku....
    Staram się trzymać faktów. Teorie spiskowe, proszę bardzo :)
    Ale i tak jestem przekonana, że to był "osobisty wkład Niemców"
    pozdr.
  • @LordConqueror 20:49:26
    Wynika, że czasem Szwedzi lepiej czują polskość niestety...
  • Astra to co piszesz zakłada że plany się nie zmieniają i są w 100% realizowane.
    Wtedy w warunkach wojny plany zmieniały się z dnia na dzień, to że wcześniej coś mówił nic nie znaczy.
    A ja po kilkudziesięciu latach życia, gdy byłem pasjonatem nauk ścisłych i determinizmu, coraz mniej w to wierzę. Bo nawet sam nieraz widziałem jak różne wydawałoby się genialne i precyzyjne plany biorą w łeb, nieraz za sprawą jakiejś błahostki.
    Bardziej wierzę że Bóg chciał ukarać Warszawę. Przed wojną w Warszawie było około 20 tysięcy domów publicznych. To chyba Sendecki tutaj podał, powstańcy którzy przechodzili kanałami chodzili po kościach abortowanych dzieci, które to kości masowo zalegały kanały. No i ci co siedzieli w piwnicach nieczęsto się do Pana Boga modlili, za to często robili wróżby czy jak wyskoczą teraz powiedzmy po wodę do studni - to zginął czy nie? Nie wiem gdzie o tym wróżeniu wyczytałem, ale jeżeli to była prawda, to już cały obraz zaczyna nam się układać.
  • @Astra 20:02:03
    "W którym miejscu tak napisałam??"

    Napisała Pani o tym, że Niemcy potrzebowali "sposobności" by zniszczyć Warszawę. Tak to wynika z Pani tekstu i tak to odebrałem. Nie rozumiem zacietrzewienia jakie wywołało moje pytanie.
  • @vortex 21:58:39
    A podobno Jasna Góra została uratowana za sprawą osobistej interwencji Matki Boskiej. Bardzo dziwne zdarzenie gdzieś w sieci opisane, może ktoś odnajdzie opis. Ja nie wiem czy to prawda czy jakaś legenda, ale takie rzeczy czasem się zdarzają, to są zdarzenia cudowne. My ludzie bardzo słabo kontrolujemy otoczenie (choć nam się wydaje inaczej), a tym bardziej nie kontrolujemy przyszłości. To nam się tylko naiwnie wydaje, że jak mamy znakomity plan, to na pewno go zrealizujemy.
  • @lju 21:58:46
    To nie zacietrzewienie, tylko podejrzenie o celowe niezrozumienie..

    //Uważa Pani, że "plan Pabsta" realizowali przywódcy Powstania Warszawskiego?//

    Zacytowałam słowa Hitlera z lutego 1944r.który wyraźnie stwierdził, że"nadarzy sie sposobność" i to ma sie moim zdaniem nijak do opinii, że przywódcy PW realizowali plan Pabsta. Nie byłoby Powstania, byłaby inna "sposobność" wydawało mi sie to wynikające z tekstu...
    pozdr.
  • @vortex 21:58:39
    //Bardziej wierzę że Bóg chciał ukarać Warszawę. //

    Zatkało mnie... lepiej chłopie myśl, żeby Ciebie nie "ukarał" !!
  • @vortex 22:13:11
    Podobno..... nie wiem czy to prawda....
    To jest wpis o Powstaniu i tutaj są fakty, żadne podobno.
  • @Astra 22:21:21
    Żeby była jasność, ksiądz Natanek też o tym mówił od ołtarza. Ale oczywiście mógł paść ofiarą jakiejś dezinformacji. W czasach gdy mnożą nam się jak króliki katolicy udawani, mało kto ma ochotę taką sprawę solidnie wyjaśnić i udokumentować. A zwykły miś jak ja nie ma technicznej możliwości, bo trzeba by uzyskać dostęp do dobrze ukrytych archiwów.
  • @vortex 22:27:35
    Powtórzę, patrz, żeby ciebie nie "ukarał" i to jest wszystko co mam ci do powiedzenia.
  • @LordConqueror 22:26:40
    W sumie masz rację. To chyba ten gość, co sie wypowiadał na temat naszej "antypolskości" juz bez przymiotników cytuję..
  • @LordConqueror 22:35:45
    A tutaj więcej kolegów wortexa :))))
    Nie denerwuj się Lordzie, niech oni sie denerwują :)

    http://www.youtube.com/watch?v=rMZVpTGd7XE
  • @LordConqueror 23:01:25
    To już do speca od "kary Bożej"... ale Chińczycy, jak już ich wchłoną??
    to po co im taki pajac? :))
  • @autor
    No nie jestem do końca przekonany, że inna sposobność na pewno by się znalazła. Nie wydaje mi się, że na takim etapie wojny, w jakim znalazły się Niemcy w 44 roku, to był to najwyższy priorytet do wykonania. A nawet jakby postanowił zniszczyć Warszawę, to nie wiadomo, czy rozmiar klęski i strat byłby taki sam, gdyby tego powstania nie było.... A tak było powstanie, więc niesamowicie dobry pretekst, aby ten plan skrupulatnie wykonać.
  • @grzesiekZ 23:40:06
    Tutaj nie ma nic do "przekonywania" czy "wykonywania"
    Są fakty, daty i cytaty, a one przemawiają jasno...
    Ze swoimi wątpliwościami musisz udać sie na inny blog, nie martw się, niedłudo pojawią sie wpisy, które z tamtych Polaków będą robic idiotów, jak co roku zresztą....
    pozdr.
  • @LordConqueror 23:01:25
    No dobrze, odrąbiemy Putinowi łeb. ( znaczy masz na myśli rozwalenie Rosji) I co dalej? Jaki plan na później? Z pewnością jakieś wyobrażenie o tym co nastąpi masz.
  • mr.vortex 21:58:39
    .
    Siegnij do niemieckich albo angielskich zrödel w sieci , to powinno dla ciebie wystarczyc .Badanie archiwalnych dokumentöw to nie twöj wymiar umyslu , prostak jestes vortex ale serce masz dobre, do przeszczepu.
    Na przyklad to sobie poczytaj :
    Destruction of Warsaw was planned before its final destruction in 1944 and even before the start of World War II. On June 20, 1939 while Adolf Hitler was visiting an architectural bureau in Würzburg am Main, he noticed a project of a future German town – Neue deutsche Stadt Warschau. According to the Pabst Plan, Warsaw was to be turned into a provincial German city of 130,000. Third Reich planners drafted precise drawings outlining a historic "Germanic" core where a select few landmarks would be saved such as the Royal Castle which would serve as Hitler's state residence. The Plan, which was composed of 15 drawings and a miniature architectural model, was named after German army architect Friedrich Pabst who refined the concept of destroying a nation's morale and culture by destroying its physical and architectural manifestations. The design of the actual new German city over the site of Warsaw was devised by Hubert Gross. The project was soon incorporated into Generalplan Ost. The aftermath of the failure of the Warsaw Uprising presented an opportunity for Hitler to begin to realize his pre-war conception.

    A to wersja niemiecka z informacja ,ze nie jest uzupelniona
    Szwaby nie publikuja takich dokumentöw , nawet dla swoich.

    Der Umbau Warschaus unter gleichzeitigem großflächigen Abriss von Teilen der Bausubstanz der polnischen Hauptstadt Warschau wurde auf deutscher Seite bereits vor Beginn des Zweiten Weltkrieges geplant. Als Hitler am 20. Juni 1939 ein Architekturbüro in Würzburg am Main besuchte, galt seine Aufmerksamkeit dem Projekt einer künftigen deutschen Stadtgestaltung – „Neue deutsche Stadt Warschau“.

    Nach dem sogenannten „Pabst-Plan“ sollte Warschau in eine deutsche Provinzstadt verwandelt werden. Unter anderem waren der Abriss ganzer Häuserblöcke mit dem Ziel der Schaffung großer Straßenachsen geplant, ähnlich wie bei den Germania-Konzeptionen für die deutsche Hauptstadt Berlin.
  • @grzesiekZ 23:40:06
    .
    Jestes debilem , genetycznym i tlumaczenie tobie jest zbedne.
    Dziwie sie , ze Feldmarszalek wpuscil cie na pozycje blogera ale skoro nawröcony kapus Jeznach alias Czerwony Dziadek z Cojones , jak orzechy laskowe publikuje watpliwe tlumaczenie zieloona cyrlica to jeden matol wiecej nie stanowi .
  • @lju und vortex und grzesiekZ
    .
    Ilustracja filmowa dla was jako tlumaczenie czy malarz pokojowy o sztywnym prawym lokciu mial pretekst czy nie mial by zamordowac Warszawe po przed i w trakcie Powstania Warszawskiego .

    https://www.youtube.com/watch?v=2h9zNR2NA4U
  • @Stara Baba alias Chuck Norris 18:44:33.CET
    .
    Hi Chuck,
    polozenie geograficzne miedzy szwabami i ruskim mamy juz tak od wieköw czyli chujowe , wiec nie pierdol po koreansku w bambus ze NIC o tym do dzis nie wiedziales miedzy jakimi krajami lezy Polska .
    Zyj sobie gdzies tam w Kanadzie , U$ of A czy Australii a mozne nawet Papui Gwinei , mnie too rybka zlota .I starzej sie grumpy.
    Nie wiesz co bedzie dalej poza tym , ze naturalna smierc zapuka w Twoja czaszke .
    123 lat niewoli i Polska jest , teraz tez sytuacja nie jest wesola ale
    Ja zyje , zyje Polska .
  • @Astra dla tych gdybających co by było...byłoby tak w większym wydaniu.
    Kakolewnica - "Little Katyn" Near Radzyn Podlaski (Pol. "Kakolewnica - podlaski Katyn"): Unsolved Communist Crimes In Poland.
    The Secret of the Kakolewnica Forest http://www.doomedsoldiers.com/kakolewnica-forest-masacre-little-katyn.html Kąkolewnica - podlaski Katyń / część 1
    Tajemnica kąkolewnickich lasów

    Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego zwane jest przez okoliczną ludność Małym Katyniem. W lesie tym w czasie stacjonowania w okolicy II Armii Wojska Polskiego od jesieni 1944 do przełomu stycznia i lutego 1945 roku rozstrzeliwano żołnierzy AK, ale także WiN i BCh, prawdziwych i urojonych dezerterów oraz innych, którzy nie spodobali się nowej władzy. Dotychczas nie jest znana liczba osób tam rozstrzelanych. Najostrożniejsze szacunki mówią o kilkuset ofiarach, ale padają też liczby 1300-1800.
    Wschodnie tereny Polski między Bugiem a Wisłą zostały opuszczone przez niemieckiego okupanta w drugiej połowie lipca 1944 roku. W tym czasie działały tu dobrze zorganizowane i liczne oddziały zbrojne AK. W nowej dla siebie sytuacji oczekiwały na rozwój wydarzeń.

    Wbrew prawu
    Oddziały AK miały nadzieję na porozumienie między rządem emigracyjnym w Londynie a rządem radzieckim i nowopowstałymi władzami w kraju, skupionymi wokół KRN i PKWN. Nie podejmowały więc żadnych akcji przeciwko Armii Radzieckiej czy Armii Polskiej. W omawianym okresie celem AK była walka z okupantem hitlerowskim. Dopiero później niektóre oddziały zaczęły przekształcać się w ugrupowania podejmujące akcje przeciwko władzy państwowej. Była to reakcja na miesiące represji, aresztowań i eksterminacji. Niejednokrotnie chodziło tylko o fizyczne przetrwanie, bowiem po ustaleniu się frontu na wysokości Wisły, nadejściu oddziałów i służb NKWD oraz po zorganizowaniu na wyzwolonych od Niemców terenach administracji PKWN i organów bezpieczeństwa, rozpoczęły się masowe prześladowania i represje w stosunku do członków AK, a także innych osób, których postawa nie podobała się nowym władzom. Oddziały AK otaczano, rozbrajano, a ich dowódców aresztowano. Część z nich zsyłano w głąb ZSRR, innych mordowano na miejscu bez sądu. Tych nielicznych, których sądzono, skazywano pod zarzutem, że są "wrogami ustroju demokratycznego".

    Aby tej masowej działalności represyjnej nadać pozory prawa, 30 października 1944 r. PKWN wydał Dekret o ochronie państwa podpisany przez przewodniczącego KRN Bolesława Bieruta, przewodniczącego PKWN Edwarda Osóbkę-Morawskiego, kierownika Resortu Obrony Narodowej gen. broni Michała Rolę-Żymierskiego i kierownika Resortu Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza. Dekret ten wszedł w życie z dniem ogłoszenia (3 listopada 1944 r.) z mocą obowiązującą od... 15 sierpnia 1944 roku. Tak więc wbrew wszelkim zasadom i tradycjom prawnym wprowadził odpowiedzialność wsteczną za wszelką działalność przeciwko "ustrojowi demokratycznemu". Dokument ten postawił Armię Krajową poza prawem, wprowadził pod karą śmierci obowiązek denuncjacji.

    Aresztowania za "dezercję"
    Jesienią 1944 roku sztab II Armii Wojska Polskiego, Sąd Wojskowy i Informacja Wojskowa II Armii WP ulokowały się w częściowo wysiedlonej wsi Kąkolewnica między Radzyniem Podlaskim a Międzyrzecem Podlaskim. Stacjonowały tu do przełomu stycznia i lutego 1945 roku, czyli do ruszenia frontu na Wiśle. W pobliżu znajdowały się też dwa obozy NKWD, w których przetrzymywano Polaków podejrzanych o "działalność kontrrewolucyjną". Funkcjonowały tam także agendy GRU (sowieckiego wywiadu wojskowego). Do Kąkolewnicy zwożono żołnierzy AK zatrzymanych w okolicy (np. 30 młodych mężczyzn aresztowanych w kościele w Trzebieszowie), żołnierzy oddziałów zza Buga, m.in. 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, ale również członków oddziałów BCh.
    Systematycznie i kolejno aresztowani byli także oficerowie i żołnierze, którzy wstąpili w szeregi Wojska Polskiego. Jednostki II Armii WP były formowane w trudnych warunkach, przy brakach w umundurowaniu i wyżywieniu. Ponadto oficerowie byli w znacznej części niepolskiego pochodzenia, dlatego w szeregach II Armii panowała atmosfera podejrzeń i inwigilacji. Te czynniki powodowały liczne dezercje. O próby ucieczki posądzani byli nawet żołnierze oddalający się z szeregów do pobliskich domów po żywność.

    "Basiu, proś Bozię o twojego tatka"
    Na więzienia przeznaczono część zabudowań gospodarczych, strychy, piwnice oraz wykopane ziemianki. Ustalono, że od września 1944 r. do listopada 1945 r. w Kąkolewnicy przebywało 2500-3000 więźniów. Na otynkowanej ścianie strychu domu Zofii Mazur do dziś zachowały się liczne napisy wydrapane w wapiennej zaprawie z datami od 19 października 1944 do 16 stycznia 1945 r. Można tam zobaczyć nazwiska przetrzymywanych więźniów (m.in. kpt. Gutowski, kpt. Kryszak), a także znaki Polski Walczącej i napis: "Basiu, proś Bozię o twojego tatka".
    Aresztowani przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach: w przepełnionych pomieszczeniach, ziemiankach zalanych wodą. Systematycznie ich głodzono.
    Przesłuchania w toku śledztwa odbywały się w języku rosyjskim. Trwały one zazwyczaj wiele godzin, prowadzone były zwykle w nocy, ze stosowaniem przymusu psychicznego i fizycznego.
    - Bicie było na porządku dziennym. Przetrzymywano nas w ziemiankach po kolana w zimnej wodzie - wspomina Antoni Stolcman, kapral podchorąży ps. "Mewa", dowódca 2. plutonu I Batalionu 35. pułku 9. Podlaskiej Dywizji AK. Został on skazany na 5 lat więzienia przez sąd II Armii WP. Wraz z nim skazano 16 osób, w tym 8 na karę śmierci. Ułaskawiono tylko Jana Motykę, gdyż był kuzynem komunistycznego aparatczyka Lucjana Motyki. - Po ułaskawieniu Motyka siedział przez 2 dni w naszej celi. Nie był w stanie nic powiedzieć, cały czas tylko się modlił - mówi A. Stolcman.

    Skatowany i zastraszony
    Wyobrażenie o tym, jak traktowani byli więźniowie, daje świadectwo mieszkańca pobliskiej Żakowoli - Czesława Pękały (ur. 1927). Podczas okupacji był on łącznikiem oddziału partyzanckiego AK, w którym służył jego starszy brat. Po jego aresztowaniu przez NKWD w grudniu 1944 roku i uwięzieniu w Radzyniu Podlaskim grupa członków AK (w której był również Czesław Pękała) zorganizowała brawurową ucieczkę 17 uwięzionych. Jego brat pod przybranym nazwiskiem wstąpił w Lublinie do Wojska Polskiego.
    Dnia 3 listopada NKWD aresztowało Czesława Pękałę. Miał on wówczas 18 lat. Przez 3 tygodnie przebywał w piwnicy bez łóżka czy nawet stołka do siedzenia. Cementowa podłoga zalana była kilkucentymetrową warstwą wody. Już podczas pierwszego przesłuchania przetrącono mu szczękę, a brutalne kopanie w tył głowy spowodowało wstrząs mózgu. Nieprzytomnego wrzucono na zalaną zimną wodą podłogę, gdzie przez 4 dni leżał bez zmysłów. Na kolejnych przesłuchaniach czuł tylko pierwszy cios, potem tracił przytomność - słyszał jedynie głuche odgłosy kopania i bicia. Budził się w celi z porozbijanymi paznokciami, z powbijanymi za nie drzazgami.
    Dzięki interwencji brata wojsko przysłało prokuratora w celu zbadania sprawy Czesława Pękały. Zwolniono go z więzienia 15 stycznia. W ciągu 2 miesięcy schudł z 68 do 36 kg, przez cztery miesiące nie mógł chodzić.
    Przed zwolnieniem zaciągnięto go na dyżurkę, gdzie został zmuszony do podpisania oświadczenia, że zachowa tajemnicę więzienną. "Jeśli piśniesz słowo, wrócisz tu, ale wtedy już stąd nie wyjdziesz" - zapowiedziano. Nie pisnął ani słowa. Był tak przerażony, że na widok milicjanta trząsł się ze strachu. Dopiero w 1998 roku opowiedział o swych doświadczeniach. Wstąpił też do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, a z warszawskiego oddziału IPN otrzymał zaświadczenie o swym uwięzieniu. Kąkolewnica - podlaski Katyń / część 2
    Prawda ukryta pod mchem
    Z informacji Wojskowego Instytutu Historycznego wynika, że w okresie stacjonowania w Kąkolewnicy od października 1944 do stycznia 1945 r. Sąd Wojskowy II Armii skazał 144 osoby, w tym 61 na śmierć, z czego wykonano 43 wyroki śmierci. Zabitymi byli z reguły żołnierze i oficerowie AK.
    Wyroki wykonywał naczelnik więzienia sierżant Bazyli Rogoziński. Antoni Stolcman tak go wspomina: - Kiedy Rogoziński był pijany od rana, wiadomo było, że będzie w nocy rozstrzeliwał. Aresztowanym powiadał, że zabił już niejednego. Widziałem, jak na ciężarówki ładowano łopaty i kilofy, a później wrzucano na nie jak worki związanych i zakneblowanych żołnierzy Armii Krajowej, moich kolegów z oddziału.
    Egzekucji dokonywano w kąkolewnickich lasach na uroczysku zwanym "Baran". Rozstrzeliwano tam skazanych przez sąd wojskowy, a także tych, którym nie dane było nawet stanąć przed sądem. Do dzisiaj nie wiadomo, ile ciał zamordowanych żołnierzy AK i NSZ tam spoczywa. Z zeznań mieszkańców Kąkolewnicy wynikało, że w czasie stacjonowania sztabu II Armii las był strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy i nikt z cywilów nie mógł tam wejść. Nocami słychać było strzały z tego kierunku, po zapadnięciu zmroku jeździły tam kryte ciężarówki.
    Miejsca egzekucji nie były oznaczane. Po zakopaniu zwłok osób rozstrzelanych teren ponownie wyrównywano, a następnie maskowano mchem i młodymi sadzonkami drzew. Gdy sztab opuścił Kąkolewnicę w styczniu 1945 roku, dokładnie splantowano ziemię, a na wiosnę zasadzono setki młodych drzew. Jeszcze latem 1945 roku Jerzy Sokoliniec ps. "Kruk", dowódca oddziału WiN na tym terenie, znając miejsce egzekucji, zatknął tam brzozowy krzyż. Sam potem wpadł w ręce NKWD. Po latach deszcze zaczęły wypłukiwać kości i czaszki pomordowanych. Dopiero w 1980 roku wykonano symboliczną mogiłę.

    Z wyjątkowym okrucieństwem
    Dnia 8 marca 1990 roku Prokuratura Rejonowa w Radzyniu Podlaskim wszczęła śledztwo w sprawie kąkolewnickiej zbrodni. Od 25 do 27 kwietnia przeprowadzono ekshumację w obrębie istniejącej symbolicznej mogiły. Wydobyte we wskazanym miejscu kości ludzkie były szczątkami 12 mężczyzn w wieku 20-60 lat. Na terenie o powierzchni 10 na 10 m odkryto cztery oddzielne mogiły. Zwłoki zakopane były na głębokości 50-120 cm.
    Stan szczątków i ich usytuowanie w mogiłach świadczyły o wyjątkowej brutalności wykonawców egzekucji i ogromie cierpień ofiar. Jak czytamy w protokole sporządzonym przez Zakład Medycyny Sądowej, skazani mieli ręce i nogi związane kablami metalowymi, ręce wykręcone były do tyłu. W chwili zgonu niektóre ofiary miały złamane kości podudzi i ramion, czaszki nosiły ślady urazów mechanicznych zadanych z dużą siłą tępym i twardym narzędziem. W kościach czaszek biegli stwierdzili obrażenia postrzałowe, świadczące o tym, że ofiary ginęły od strzałów oddawanych w tył lub bok głowy. Jedna spośród odnalezionych czaszek nie była przestrzelona, lecz rozbita.
    Nie zdołano zidentyfikować żadnej z ofiar, ale wydobyte z grobów podczas ekshumacji przedmioty - buty, łańcuszek ze szczątkami szkaplerza, pierścionek z orzełkiem, haftowana polska gwiazdka wojskowa, okładki modlitewnika, dwa wojskowe przedwojenne mosiężne guziki mundurowe, mosiężny wojskowy orzełek - świadczą, że zabici byli żołnierzami AK. W chwili śmierci rozstrzeliwani mieli na sobie grube okrycia wierzchnie lub kożuchy, co wskazuje, że egzekucje były wykonywane późną jesienią lub w zimie.
    W miejscu ekshumacji odnaleziono także dużą liczbę łusek pochodzących od naboi produkcji radzieckiej z roku 1944.
    "Biorąc pod uwagę całokształt ustalonych w śledztwie okoliczności, dotyczących wydarzeń w Kąkolewnicy na przełomie lat 1944/45 należy stwierdzić, że bez wątpienia w lesie 'Baran' znajdują się inne nieznane dotychczas mogiły osób rozstrzelanych w wyniku wykonywania wyroków śmierci orzekanych przez sąd II Armii WP", gdyż "nie jest wykluczone, że w tym lesie, jak i w lasach rejonu Kąkolewnicy dokonywali egzekucji również funkcjonariusze NKWD, zupełnie niezależnie i bez wiedzy sztabu II Armii, według własnego uznania. Wielu bowiem obywateli polskich zginęło w tym czasie bez wieści" - czytamy w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Radzyniu Podlaskim w sprawie zbrodni wojennych rozstrzeliwania żołnierzy AK i innych osób w latach 1944-1945 w Kąkolewnicy.

    Kaci w polskich mundurach
    Według tego dokumentu, w skład Sądu Wojskowego II Armii WP wchodzili: prezes płk Stefan Piekarski - oficer armii bolszewickiej od 1920 roku, kpt. Aleksander Tomaszewski - oficer Armii Czerwonej, Tadeusz Małecki, Maria Bednarska, Władysław Sobiech, Aleksander Zawirski, Michał Frankowski, Marcin Dancyg, Marian Bartoń. Nie ustalono, kim byli i jakie były ich losy powojenne. Prokuratorem wojskowym II Armii WP był Prokopowicz, szefem oddziału śledczego Wydziału Informacji - Czewyczałow, szefem Wydziału Informacji Wozniesienskij, śledztwa - Bołdyrow. "Ich imiona nie są znane. Najprawdopodobniej wszyscy byli oficerami NKWD w polskich mundurach" - czytamy w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa.
    Dochodzenie w sprawie masowego ludobójstwa na Podlasiu jako pierwszy, już w lutym i marcu 1946 roku, podjął inspektor Inspektoratu Północ Biała Podlaska organizacji WiN Jan Szatyński-Szatowski ps. "Wrzos", "Jemioła", "Burian", "Zagończyk", "Dziryt". Na podstawie informacji zawartych w złożonych pod przysięgą relacjach zbiegłych więźniów i żołnierzy LWP ustalił i odnalazł 3 zbiorowe mogiły żołnierzy rozstrzelanych na terenie Kąkolewnicy. Zebrane relacje znalazły się w posiadaniu UB, w czasie gdy ppłk "Wrzos" przebywał w areszcie. Informacje te do tego stopnia zaniepokoiły NKWD i GRU, że przewieziono go z więzienia w Lublinie do Warszawy na ul. Koszykową. Następnego dnia specjalnym samolotem przylecieli z Moskwy pułkownik NKWD i prokurator wojskowy. Podczas przesłuchań stosowali wobec niego najbardziej brutalne metody, a przedmiotem ich zainteresowania była wyłącznie wiedza "Wrzosa" na temat wydarzeń z Kąkolewnicy oraz nazwiska osób, które mogły znać te fakty. Sąd I Instancji skazał Szatyńskiego na 9-krotną karę śmierci. Jeszcze w latach 60. usiłowano go zastrzelić, podejmowano próby podpalenia jego domu.
    Dowody zbrodni dokonywanych przez Informację Wojskową LWP, NKWD i UB zbierał także ks. Lucjan Niedzielak ps. "Głóg", kapelan 35. pułku AK stacjonującego w kąkolewnickich lasach i Polskowoli, dowodzonego przez mjr. Ksawerego Witkowskiego "Millera". Od czerwca 1940 do kwietnia 1943 r. ks. Niedzielak pracował w parafii Huszlew, gdzie znajdowało się gniazdo partyzantki organizowanej przez "Zenona" - Stefana Wyrzykowskiego. Od kwietnia 1943 r. administrował parafią Polskowola, sąsiadującą z parafią Kąkolewnica. Z powodu zainteresowania kąkolewnicką zbrodnią był inwigilowany przez UB, otrzymywał anonimy z pogróżkami. 5 lutego 1947 roku dwóch funkcjonariuszy UB z Radzynia Podlaskiego zamordowało go trzema strzałami w głowę. Ciało kapłana odnaleziono w pobliżu plebańskiej stodoły. 11 lutego jego zwłoki pochowano na cmentarzu w Hadynowie.

    Tajemnica wciąż nieodkryta
    Informacje zdobyte przez ppłk. "Wrzosa" znane były niektórym oficerom WiN z Obwodu Radzyń Podlaski. Jerzy Skoliniec ps. "Kruk" odnalazł kąkolewnickie miejsca straceń i w 1947 r. posadził na grobach małe sosenki, z których część uschła. Szanse na przeprowadzenie wówczas śledztwa były nikłe. Brak było dostępu do oficjalnych informacji na ten temat. Wszyscy, którzy coś o tym wiedzieli, przebywali w więzieniach, sowieckich łagrach albo byli zastraszani lub umierali. Podpułkownik Jan Szatyński-Szatkowski do końca życia (zm. w 1988 r. w Poznaniu) zbierał informacje o zbrodni w Kąkolewnicy. Według jego ustaleń z roku 1946 i z lat 80., w Kąkolewnicy i okolicy rozstrzelano 1500-1800 osób. Większość pogrzebano w lesie "Baran". W czasie wojny w warunkach przyfrontowych mogło się zdarzyć, że grzebano ciała umarłych przy aresztach czy więzieniach.
    Sprawę liczby pogrzebanych w kąkolewnickich lasach mogłyby wyjaśnić badania georadarem, jednakże nie nastąpi to w najbliższej przyszłości z powodu wielości spraw, jakimi zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie. Prowadzący sprawę zbrodni w Kąkolewnicy prokurator Leszek Furman poinformował, że IPN przesłuchał 100 świadków, z których 80 miało dużą wiedzę na temat omawianych zdarzeń. Zwrócił ponadto uwagę na wieloaspektowość sprawy: odnaleziono szczątki 12 osób oraz dokumenty o skazaniu na śmierć 43 osób. Obecność w okolicy dwóch obozów NKWD sugeruje jednak, że ofiar było więcej. W Postanowieniu o umorzeniu śledztwa znajdujemy informacje np. o przypadkach zastrzelenia więźniów w czasie próby ucieczki. Wyjaśnień wymaga też stan prawny wydawanych wyroków, co jest sprawą niezwykle skomplikowaną ze względu na kontekst historyczny, bo należy przy tym uwzględnić prawodawstwo przedwojenne i umocowanie prawne aktów wydawanych przez PKWN.
    Czy tajemnica Uroczyska "Baran" zostanie zatem kiedykolwiek wyjaśniona?

    Anna Wasak, Nasz Dziennik, 2003-06-13
  • @Astra parę wersji
    Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy: Drugi Katyń
    http://www.mmlublin.pl/photo/1459114/Uroczysko+%22Baran%22+w+K%C4%85kolewnicy+Drugi+Katy%C5%84#photoBrowsing
    Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego zwane jest przez okoliczną ludność Małym Katyniem. 10 czerwca w rocznicę okrutnego mordu dokonanego na Polakach w Lesie Baran koło Kąkolewnicy odbyły się uroczystości o charakterze patriotyczno-religijnym. Na obchodach upamiętnienia mordu polskich żołnierzy obecni byli m.in. przedstawiciele Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, a także poseł Jerzy Rębek. Po uroczystej mszy na mogiłach pomordowanych złożono kwiaty i zapalono znicze.

    Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego zwane jest przez okoliczną ludność Małym Katyniem. To tutaj od jesieni 1944 do przełomu stycznia i lutego 1945 roku, w czasie stacjonowania 2 Armii Ludowego Wojska Polskiego, rozstrzeliwano żołnierzy AK, WiNu i BCh, dezerterów oraz ludzi uznanych przez nową władzę za wrogów.

    Nie jest znana dokładna liczba osób rozstrzelanych w tym miejscy. Szacunki mówią o kilkuset ofiarach, ale padają też liczby 1300-1800.

    Do Kąkolewnicy zwożono żołnierzy AK zatrzymanych w okolicy, żołnierzy oddziałów zza Buga, m.in. 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty, ale również członków oddziałów BCh. Aresztowani byli również oficerowie i żołnierze, którzy wstąpili w szeregi Wojska Polskiego. Na więzienia przeznaczono część zabudowań gospodarczych, strychy, piwnice oraz wykopane ziemianki. Ustalono, że od września 1944 r. do listopada 1945 r. w Kąkolewnicy przebywało 2500-3000 więźniów.

    Drugi Katyń

    Sierżant Bazyli Rogoziński wykonywał wyroki jako naczelnik więzienia. Jak relacjonuje Antoni Stolcman: - Kiedy Rogoziński był pijany od rana, wiadomo było, że będzie w nocy rozstrzeliwał. Aresztowanym powiadał, że zabił już niejednego. Widziałem, jak na ciężarówki ładowano łopaty i kilofy, a później wrzucano na nie jak worki związanych i zakneblowanych żołnierzy Armii Krajowej, moich kolegów z oddziału.

    Egzekucji dokonywano w kąkolewnickich lasach na uroczysku zwanym "Baran". Rozstrzeliwano tam skazanych przez sąd wojskowy, a także tych, którym nie dane było nawet stanąć przed sądem. Do dzisiaj nie wiadomo, ile ciał zamordowanych żołnierzy AK i NSZ tam spoczywa. Z zeznań mieszkańców Kąkolewnicy wynika, że w czasie stacjonowania sztabu II Armii las był strzeżony przez uzbrojonych żołnierzy i nikt z cywilów nie mógł tam wejść. Nocami słychać było strzały z tego kierunku, po zapadnięciu zmroku jeździły tam kryte ciężarówki.

    Miejsca egzekucji nie były oznaczane. Po zakopaniu zwłok osób rozstrzelanych teren ponownie wyrównywano, a następnie maskowano mchem i młodymi sadzonkami drzew.

    Obraz okrucieństwa

    Od 25 do 27 kwietnia przeprowadzono ekshumację w obrębie istniejącej symbolicznej mogiły. Wydobyte we wskazanym miejscu kości ludzkie były szczątkami 12 mężczyzn w wieku 20-60 lat. Na terenie o powierzchni 10 na 10 m odkryto cztery oddzielne mogiły. Zwłoki zakopane były na głębokości 50-120 cm.

    Stan szczątków i ich usytuowanie w mogiłach świadczyły o wyjątkowej brutalności wykonawców egzekucji i ogromie cierpień ofiar. Skazani mieli ręce i nogi związane kablami metalowymi, ręce wykręcone były do tyłu. W chwili zgonu niektóre ofiary miały złamane kości podudzi i ramion, czaszki nosiły ślady urazów mechanicznych zadanych z dużą siłą tępym i twardym narzędziem. W kościach czaszek biegli stwierdzili obrażenia postrzałowe, świadczące o tym, że ofiary ginęły od strzałów oddawanych w tył lub bok głowy. Jedna spośród odnalezionych czaszek nie była przestrzelona, lecz rozbita. W chwili śmierci rozstrzeliwani mieli na sobie grube okrycia wierzchnie lub kożuchy, co wskazuje, że egzekucje były wykonywane późną jesienią lub w zimie.

    W miejscu ekshumacji odnaleziono także dużą liczbę łusek pochodzących od naboi produkcji radzieckiej z roku 1944.

    Uroczysko dzisiaj

    Dojazd do miejsca pochówku żołnierzy prowadzi od strony Kąkolewnicy. Drogowskazy poprowadzą nas do uroczyska. Po przejechaniu 3 km skręcamy w prawo i wjeżdżamy do lasu. Po ok. 300 m docieramy do pochówków. Można dojechać pod mogiły bezpośrednio samochodem. Co roku, w czerwcu odbywają się uroczystości z udziałem władz województwa i posłów. Świadomość o historii żołnierzy wyklętych w społeczeństwie ciągle rośnie, co widać po ilości osób uczestniczących w obchodach rocznicowych. Jeżeli będziecie kiedyś w pobliżu, odwiedźcie Uroczysko "Baran" - miejsce pamięci żołnierzy pomordowanych przez NKWD.


    >>> Przy opracowaniu tego materiału wykorzystałem informacje ze strony: http://podziemiezbrojne.blox.pl
  • @Astra Kąkolewnica - podlaski Katyń. Godziemba, śr., 13/11/2013 - 08:03
    Kąkolewnica - podlaski Katyń. Godziemba, śr., 13/11/2013 - 08:03

    II Armia LWP
    Kąkolewnica
    NKWD
    zbrodnie komunistyczne

    Uroczysko "Baran" w Kąkolewnicy koło Radzynia Podlaskiego zwane jest przez okoliczną ludność Małym Katyniem.

    W ciągu trzech miesięcy, od końca października 1944 do stycznia 1945 roku sąd wojskowy II Armii LWP skazał 144 żołnierzy Armii Krajowej oraz Narodowych Sił Zbrojnych.

    Tuż za wkraczającą na ziemie polskie Armią Czerwoną wchodziły oddziały NKWD, zaprowadzające sowieckie porządki. Posługując się siatką donosicieli enkawudziści dokonywali aresztowań żołnierzy AK i NSZ oraz wszelkich innych przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego.

    Na mocy podpisanej w dniu 26 lipca 1944 roku umowy pomiędzy Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego a rządem sowieckim uregulowano właściwości sądów sowieckich i polskich na terenach zajętych przez Armię Czerwoną. W myśl artykułu 7 ww. umowy „wszyscy ci, którzy wchodzą w skład wojsk sowieckich na terytorium Polski, będą podlegać jurysdykcji sowieckiego Wodza Naczelnego. Wszyscy zaś ci, którzy wchodzą w skład Polskich Sił Zbrojnych będą podlegać wojskowym ustawom i regulaminom polskim. Jurysdykcji tej będzie podlegać również ludność cywilna na terytorium Polski, nawet w wypadkach dotyczących przestępstw popełnionych przeciwko wojskom sowieckim, z wyjątkiem przestępstw popełnionych w strefie operacji wojennych, które to przestępstwa podlegają jurysdykcji sowieckiego Wodza Naczelnego”. Przepis ten sankcjonował sowieckie rządy na terenach przyfrontowych, a przecież całe terytorium tzw. Polski lubelskiej na jesieni 1944 roku znajdowało się w strefie operacji wojennych.

    Z kolei 24 września 1944 roku PKWN wydał dekret o ustroju sądów wojskowych i prokuratur wojskowych, a rozkazem z 25 listopada 1944 roku Naczelny Dowódca WP wyraził zgodę, aby osoby cywilne mogły być sądzone przez sądy wojskowe.

    Jednocześnie na mocy dekretu PKWN o ochronie Państwa z 30 października 1944 roku wprowadzono drakońskie kary (spośród 18 artykułów, w 11 przewidywał karę śmierci) za przestępstwa popełnione przeciwko „ustrojowi demokratycznemu”. Największą zbrodnią było dążenie do obalenia „demokratycznego ustroju państwa polskiego”, innymi – przeciwstawianie się reformie rolnej, posiadanie, produkcja i sprzedaż aparatów radiowych, oraz uchylanie się od pomocy dla organów władzy. Dekret wszedł w życie z dniem ogłoszenia (3 listopada 1944 roku) z mocą obowiązującą od 15 sierpnia 1944 roku. Stanowił więc dobitny przykład pogwałcenia rzymskiej zasady stanowiącej fundament cywilizowanego prawodawstwa – lec retro non agit

    Władze tzw. Polski lubelskiej dążyły do rozbudowy sił zbrojnych. Na jesieni 1944 roku zadecydowano o rozpoczęciu formowania II Armii WP, której dowódcą został osławiony gen. „Walter”, morderca i pijak, Karol Świerczewski. Sztab II Armii, sąd wojskowy oraz Informacja Wojskowa II Armii ulokowały się w częściowo wydzielonej ( z której wysiedlono mieszkańców) wsi Kąkolewnica, położonej między Radzyniem Podlaskim a Międzyrzecem Podlaskim. W związku z tym, iż wcześniej stacjonował tam sztab marszałka Rokossowskiego w pobliżu znajdowały się także dwa obozy NKWD, w których przetrzymywano Polaków podejrzewanych o „działalność kontrrewolucyjną”.

    Oddział Informacji Wojskowej II Armii tworzyła sprawdzona ekipa sowieckich „specjalistów” z ppłk. Dmitrijem Wozniesieńskim (późniejszy krwawy szef Głównego Zarządu Informacji Wojskowej) na czele. W skład jego zespołu wchodzi: jego zastępca - ppłk Wasilij Zajcew, mjr Czewiczałow –szef Wydziału Śledczego, oraz oficerowie śledczy – kpt. Bołdyrow, kpt. Frołow, kpt. Jeżkom, kpt. Isakow, kpt. Kiszkin oraz kpt. Krasow.

    Na więzienie Informacji Wojskowej przeznaczono część zabudowań gospodarczych, strychy, piwnice oraz wykopane ziemianki. Aresztowani żołnierze AK, NSZ oraz formowanej II Armii WP przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach, w przepełnionych pomieszczeniach, których cementowa podłoga nieustannie zalana była wodą lub w ziemiankach pozbawionych jakiegokolwiek ogrzewania. Przesłuchania w toku śledztwa odbywały się w języku rosyjskim. Trwały one zazwyczaj wiele godzin, prowadzone były zwykle w nocy, ze stosowaniem przymusu psychicznego i fizycznego. „Bicie było na porządku dziennym. Przetrzymywano nas w ziemiankach po kolana w zimnej wodzie” - wspominał Antoni Stolcman, kapral podchorąży ps. "Mewa", dowódca 2. plutonu I Batalionu 35. pułku 9. Podlaskiej Dywizji AK.

    W skład Sądu Wojskowego II Armii WP wchodzili: prezes sądu płk Stefan Piekarski - oficer armii bolszewickiej od 1920 roku, kpt. Aleksander Tomaszewski - oficer Armii Czerwonej, mjr Aleksander Tomaszewski, ppor. Aleksander Zawirski, ppor. Władysław Sobiech, ppor. Aleksander Zawirski, por. Michał Frankowski, ppor. Marcin Dancyg, ppor. Marian Bartoń. Funkcje prokuratorów pełnili: kpt. dr Gabryel Henner, kpt. Jaropełk Foeller, mjr Prokopowicz, por. Wacław Kozłowski, kpt. Rymkiewicz, por. Oskar Karliner oraz pchor. Marian Nowak.

    Ww. kaci w mundurach skazali 144 żołnierzy AK, NSZ oraz II Armii WP. Spośród nich, 61 skazano na karę śmierci, z których wykonano 43 wyroków. Wszystkie wyroki zostały zatwierdzone przez Świerczewskiego i jego zastępcę gen. Stanisława Popławskiego.

    Egzekucji dokonywano we wsi lub w oddalonym od wsi o 3 km leśnym uroczysku zwanym „Baran”. Miejsca egzekucji nie były oznaczane. Po zakopaniu zwłok osób rozstrzelanych teren ponownie wyrównywano, a następnie maskowano mchem i młodymi sadzonkami drzew. Gdy sztab II Armii opuścił Kąkolewnicę w styczniu 1945 roku, dokładnie splantowano ziemię, a na wiosnę zasadzono setki młodych drzew.

    Wyroki wykonywał naczelnik więzienia sierżant Bazyli Rogoziński. Antoni Stolcman tak go wspomina: „Kiedy Rogoziński był pijany od rana, wiadomo było, że będzie w nocy rozstrzeliwał. Aresztowanym powiadał, że zabił już niejednego. Widziałem, jak na ciężarówki ładowano łopaty i kilofy, a później wrzucano na nie jak worki związanych i zakneblowanych żołnierzy Armii Krajowej, moich kolegów z oddziału”.

    Zamordowani mieli związane nogi i ręce metalowymi kablami, ręce wykręcone do tyłu. W chwili śmierci niektóre ofiary miały połamane kości ramion i podudzi, a czaszki zmasakrowane na skutek uderzeń tępymi narzędziami. „W zakresie kości czaszek – napisano w postanowieniu Prokuratury Rejonowej w Radzyniu Podlaskim - biegli stwierdzili obrażenia postrzałowe, przy czym otwory wlotowe pocisków znajdowały się z tyłu czaszek bądź też z boku”. Ofiary zostały więc zamordowane w identyczny sposób jak polscy oficerowie w Katyniu.

    Oprócz skazanych przez sąd wojskowy II Armii w okolicznych lasach funkcjonariusze NKWD rozstrzelali kilkuset Polaków z Podlasia. Rozmiarów ludobójstwa dokonanego w Kąkolewnicy do dziś nie zdołano jednak oszacować. Częściową ekshumację udało się przeprowadzić dopiero w kwietniu 1990 roku, dzięki staraniom m.in. Mirosława Barczyńskiego oraz Jana Kołkowicza, historyka i publicysty związanego z ruchem niepodległościowym.

    Wybrana literatura:

    A. Stolcman – Kąkolewnica 1944 rok – podlaski Katyń
    K. Szwagrzyk – Zbrodnie w majestacie prawa 1944-1956
    http://podziemiezbrojne.blox.pl/2006/03/Kakolewnica-podlaski-Katyn-czesc...
  • @Kula Lis 62 10:30:27
    Dziękuję Kulo Lisie za te szczegółowe informacje.
    Sam widzisz jak wobec tego ogromu zbrodni, za przyzwoleniem "sojuszników", ma się krytyka a czasem wręcz nienawiść do tamterjszych władz i przywódców polskich, nie mówiąc już o ciągłym poniżaniu ofiar tamtejszych potwornych wydarzeń.
    Kiedy dzisiaj czytam, jak jakieś czerwone łajno nazywa to wszystko nieodpowiedzialnością, a ofiary porównuje do terrorystów... to myślę, że tacy goście, wtedy usłyszeli by wyrok AK... " W imieniu Rzeczpospolitej.........." i chyba potraktowano by ich odpowiednio
  • @Astra 10:49:58
    "Kiedy dzisiaj czytam, jak jakieś czerwone łajno nazywa to wszystko nieodpowiedzialnością,"

    Przecież w tej sytuacji ujawnianie wcześniej tajnych oddziałów było zbrodnią zasługującą na kulę w łeb. Bo to była istota pomysłu na Powstanie w Warszawie - oni (akowcy) mieli się oficjalnie ujawnić i przystąpić do rozmów z radzieckim sojusznikiem (gdy to sojusznik już nie był, bo stosunki dyplomatyczne z powodu zbrodni w Katyniu zostały zerwane i był jawny stan wrogości).
    A że była możliwa inna polityka, to ja wiem. NSZ nie karmił się iluzjami ( i bardziej był uważny jak chodzi o agenturę). Mój ojciec działał w NSZ (choć nie w oddziale leśnym, tylko w komórce miejskiej). Gdy nadchodziła Armia Czerwona oni zrobili coś co nazwali "ewakuacja". Po prostu znikamy, nie było nas nie było żadnej komórki NSZ, nikt nic nie wie. Być może dlatego ojciec robił studia we Wrocławiu, a nie rodzinnym Krakowie. A tych z NZS oni rozstrzeliwali z punktu (akowcy byli zazwyczaj lepiej traktowani), o ile ich namierzyli. A oni z tej komórki przeżyli, zniknęli, wtopili się w tło.
  • @Astra 10:49:58
    .
    W niektörych miejscowych przypadkach w zupelnosci wystarczylo by ogolenie glowy do golej sköry.Wizyta pacyfisty pastora austryjackiego Gastona von Glocka 22C z sakramentami swietymi po rozpatrzeniu .
    Nie rozumiem dlaczego Opara toleruje takich ludzi , wiec jak ma byc w Polsce dobrze Astrus..
    Möj Boze , przeciez to kiedys nie do pomyslenia.
  • @Max von Stirlitz 11:35:52
    A ja nie rozumie jak to jest że Opara toleruje takich ludzi jak ty. Małych tandetnych, cwaniackich podszczuwaczy, co mają za wzór tych co wywołali Powstanie Warszawskie . Ja przypomnę że żaden winny podjęcia decyzji o powstaniu nie zginął podczas walk, wszyscy przetrwali w znakomitej formie i zdrowiu. Nikomu z nich nawet nie przyszło do głowy pójść na jedną z ostatnich barykad (dla przykładu na Czerniakowie) i walczyć do końca, i zginąć z honorem. Wy ewidentnie bierzecie z nich przykład. Ktoś kto sam ma ginąć, bardzo waży swoje kroki i wypowiedzi. Ktoś kto ma na myśli tylko wysyłanie innych do walki (podpuszczanie innych) często wazy mniej.
  • mr.vortex 11:31:21
    .
    czleczyno czerwona , ty widzisz co piszesz ?
    jaki NSZ , wroclaw , kraköw , moze opole i kolobrzeg .
    a nie zielona göra ?
    zapytaj swoich o dokladniejsze dane w instrukcji bo twöj pusty leb nie trawi instrukcji oficera prowadzacego,
    podaj jeden z symboli NSZ jak dziedziczysz geny po ojcu
    ?
    czekam
  • @Max von Stirlitz 11:47:55
    To ty mieszasz coraz bardziej jawnie. Akurat w południowej Polsce NSZ był bardzo silny. Ta komórka działała w Krakowie. Ojciec studiował we Wrocławiu już po wojnie. Wielu patriotów tam się wtedy schowało na tym dzikim zachodzie. Ale inni jak rodzice Kaczyńskiego jakoś nie musieli się chować i robili piękne kariery w samym warszawskim centrum bolszewii. Są losy polskie prawdziwe i są losy podrabiane.
    Coś taki nerwowy dziwnie, i wy wszyscy? Bardzo się plujecie. Co chcecie Polaków na nową rzeź wysłać, a sami czmychniecie natychmiast, to stare numery.
  • @LordConqueror 11:54:46
    No to pogadajmy o wodzusiu (patriocie nieposzlakowanym podobno), co to jego rodzina dostała od komuny tuż po wojnie apartament w zrujnowanej Warszawie na 120 m2. Dostać wtedy taki apartament oznaczało że są w pierwszym tysiącu najbardziej wpływowych aparatczyków komuny.
  • @Max von Stirlitz 11:35:52
    Masz rację Max.. trochę się zagalopowałam, ogolenie łbów by wystarczyło w większości :)
    No, fakt, że tutaj troszku jest tego plugastwa. Ja ich rozpoznaję, kiedy się zapomną i wymsknie im się " Wy Polacy..." albo " w tym kraju" - dalej już tylko same obelgi.
    Żaden Polak nie wypowie się o nas w drugiej osobie, żaden....
    Opara nie to, że ich toleruje, tylko ma ambicje żeby to był wolny portal.
    No to jest, a że zbiegło się tutaj trochę śmieci??
    Zupełnie jak w całej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej....zwłaszcza przez ostatnie lata :(
    Damy radę, nie stresuj się... Polska jest wieczna :)))
  • @vortex 12:02:20
    .
    gosciu nie pierdol bzdur z zajebistego siwi tylko miales podac slowo, symbol a nie pruc sie jak sweterek babci na welenke .
    analiza czasowa , minelo 14 minut od pytania do bzdury odpowiedzi
    plus
    braki w wyksztalceniu swoich .
    poza tym ta forma liczby mnogiej
    doucz sie bo znowu zjebke dostaniesz i powiedz by nie przysylali takich debili tylko kogos powaznego .
    jednoznacznie
    jestes niedouczona kurwa sowiecka z awansu spolecznego
    göwnojad w Akwarium
  • @vortex 12:06:12
    Ostrzegam Cię wortex, że trollujesz !
    To nie jest temat o Kaczyńskich!
    Na temat Powstania już się wypowiedziałeś, łeb to już na pewno masz łysy, nie trzeba golić...
    Wypad mi stąd !!
  • To ja na tym zakończę dyskusję.
    Żadnej poważnej dyskusji, plujecie się jak ubecy którzy za Stalina rzucali w Polaków wyzwiskami, wymyślonymi oskarżeniami i wbijali im szpilki pod paznokcie - okrutni, brutalni, prymitywni. Po raz kolejny się przekonałem, czym jest środowisko tzw. patriotów z okolic PiS. Już dawno nie miałem złudzeń że to stara żydokomuna oparta na wzorcach stalinowskich (tylko nieco przefarbowana), teraz dostałem kolejne potwierdzenie.
  • @vortex 12:17:43
    .
    Spierdalaj gnoju !
  • @Max von Stirlitz 11:47:55
    Jeden tylko?
    Może być ?? :)

    postimage.org/][img]http://s11.postimg.org/uy3bxmtoj/nsz_logo.jpg
  • @vortex 12:17:43
    Zostawię ten komentarz, do celów szkoleniowych pt.
    Jak rozpoznać ubeka :))))))
  • @Astra 12:23:12
    .
    Mniej wiesz kröcej bedziesz przesluchiwana .
    8-))))
    Astrus a po co Tobie to wiedziec , przeciez tutaj nie fotki chodzi.
    Bardzo dobra notka the best ze wszystkich .
    Korci mnie jednak slowo pruskiego oficera zobowiazuje .
  • @fan-wolności 12:45:20
    -----a w AKCIE ZGONU był wpis -UDAR SERCA -
  • @Astra
    KL Warschau prawdziwą przyczyną Powstania Warszawskiego. Niemcy byli przygotowani do eksterminacji mieszkańców Warszawy, jedynym ratunkiem była ucieczka albo powstanie. http://www.info-pc.home.pl/Whatfor/baza/aa2/kl-napis-12.jpg Zanim wybuchło powstanie ludność Warszawy była masowo mordowana. Szczególnie inteligencja. Powstało po to takie coś jak KL Warschau (…) Niemcy i Rosjanie przed wkroczeniem do Polski mieli dokładne listy osób, do mordowania w pierwszej kolejności. Te spisy uzgadniali między sobą.

    To jest wielka manipulacja. Taka sama jak rola pani “Prostynos” czy Lejby Kohne w strajkach gdańskich. Zanim wybuchło powstanie ludność Warszawy była masowo mordowana. Szczególnie inteligencja. Powstało po to takie coś jak KL Warschau. Niemcy mieli w planie wymordowanie całej ludności Warszawy przed przybyciem Rosjan. Powstanie temu zapobiegło.

    Informacje o istnieniu KL Warschau były skrzętnie utajniane po wojnie aż do czasów końca PRL. Było by dalej tajemnicą gdyby nie to że Niemcy w trakcie inwentaryzacji obozów koncentracyjnych z czasów wojny zwrócili się do Polski z prośbą o udostępnienie danych z tego obozu.
    Polska nie chciała się przyznać do tego że taki obóz w ogóle istniał. Dlaczego? Ponieważ ten obóz istniał dalej. Po wojnie nie został zlikwidowany. Zmienili się tylko zarządzający – z Niemców na Rosjan.
    I w tym obozie mordowano dalej przez długie lata po nastaniu nowej rosyjskiej niepodległości po 1945 roku polskich patriotów i inteligencję. Można to znaleźć m.in. w publikacjach prof. Nowaka oraz na google hasło “KL Warschau”. http://wirtualnapolonia.files.wordpress.com/2014/07/94489-imagesg.jpg “Dość kłamstw o Powstaniu Warszawskim.
    Ogłupionym przez kryminalne media Polakom, można tylko polecić książkę wydaną z okazji 65 -lecia Powstania …”

    Maria Trzcińska – KL – Warschau. Obóz zagłady w centrum Warszawy

    Tutaj jest uzupełnienie obrazu sytuacji którą opisuję

    http://kl-warschau.blogspot.com/2011/05/pan-doktor-jan-zaryn-pusci-baka-w.html

    Za: http://abelikain.blogspot.se/2013/08/kl-warschau-prawdziwa-przyczyna.html
  • @Max von Stirlitz 08:48:24
    "polozenie geograficzne miedzy szwabami i ruskim mamy juz tak od wieköw czyli chujowe , wiec nie pierdol po koreansku w bambus ze NIC o tym do dzis nie wiedziales miedzy jakimi krajami lezy Polska ."

    Czytaj uważniej co się pisze. Gdy Szwaby położą ręce na Ukrainę będzie to szwabska a nie ruska kraina. Polska w środku Szwabów znaczy zagłada. Ja wiem ze (tak jak mówiłeś) w Niemczech żyjesz i za brata ich masz a krytyki o nich nie znosisz, jednak mnie to po dzyndzlu lata ze na szwabski kraj pracujesz a Unia wbrew gadce to twoja ojczyzna. Każdy swój krzyż nosi.
    Powiem ci jednak w zaufaniu iż czytam twoje posty na NE i co zaobserwowałem to to ze bystry jesteś ale inaczej. Obycie twoje jak i sposób reagowania względem innych blogerów jest niczym innym jak zachowaniem ignoranta i szowinisty. Ty, jak się może niektórym wydaje, nie jesteś błyskotliwym człowiekiem. Po zachowaniu do innych widać ze ty zwykłym chamem jesteś. Tacy nic oprócz szowinizmu i niesmacznych
    komentarzy do dyskusji nie wnoszą. Co więcej, za twoje tępe chamstwo
    do innych blogerów już dawno powinieneś być zbanowany gdyż poczucie kultury zaniżasz.
    Nadajesz się tylko do brukowców a nie wśród zwykłych Polaków komentować. Twoje zachowanie jest jak..... tasteless jokes.

    Takie jest moje o tobie zdanie "my friend Pedro".
  • @Kula Lis 62 14:25:48
    // Niemcy i Rosjanie przed wkroczeniem do Polski mieli dokładne listy osób, do mordowania w pierwszej kolejności. Te spisy uzgadniali między sobą.//

    Czytałam o KL Warschau, nie chciałam o tym obozie wpominać, bo zależało mi przede wszystkim na udowodnieniu, że taka decyzje podjął Hitler i nic by tego nie zmieniło,
    Tak, ci kolesie mieli listy osób, a Warszawiacy byli likwidowani wg planu jeszcze z lutego 1940r, no wiesz te 130 tys, które miało pozostać.
    Jest to kolejny dowód, że wszystko było zaplanowane.
    Ciekawe, kiedy nasi "sąsiedzi " sporządzą nowe listy ?
  • @Astra 14:45:03
    Niemiecki obóz zagłady dla Polaków KL Warschau . KL Warschau – warsztat naukowy profesora Kopki
    W każdej zbrodni - wojennej czy pospolitej - można wyróżnić kilka etapów, takich jak: zamiar, przygotowanie, realizacja i zacieranie śladów zbrodni. A zatem fałszowanie historii – związane z zacieraniem śladów - jest współudziałem w zbrodni – ciążącym zawsze spowrotem ku zbrodni, jeśli nie została ona ukarana i napiętnowana. Odpowiednio - udziałem - jest również publikowanie fałszywych historycznie treści.

    Tymczasem w portalu „wPolityce.pl, a następnie w „Rebelija.pl” pojawił się artykuł pt. „Likwidacja warszawskiego getta i powstanie KL Warschau” (3), autorstwa dr Bogumiła Kopki – profesora Politechniki Warszawskiej. Autor zajmuje się w nim głównie przedmową napisaną przez dr. Andrzeja Żbikowskiego do raportu Stroopa - „Żydowska dzielnica w Warszawie już nie istnieje (1)” – wydanego w 2009 r. przez Instytut Pamięci Narodowej wspólnie z Żydowskim Instytutem Historycznym w 70 rocznicę likwidacji Getta Warszawskiego.

    Intencją Bogumiła Kopki było złagodzenie rozbieżności merytorycznych, pomiędzy treścią w jego książce „Konzentrationslager Warschau” z 2007 r., a wstępem Żbikowskiego do raportu Stroopa - wydanym dwa lata później. Tymczasem, ów zamiar spowodował jedynie skompromitowanie prof. Żbikowskiego – poprzez naprowadzenie na rozbieżności pomiędzy przytaczaną przez niego treścią niemieckiego rozkazu Himlera a orginałem, a jednocześnie ośmieszenie samego Kopki, poprzez odsłonięcie jego „naukowego” kanonu.
    Fałszerstwo u źródła

    Pan Kopka stwierdza, że prof. Żbikowski w przedmowie do raportu wielokrotnie przytacza rozkazy niemieckich nazistów mówiące o konieczności przeniesienia z getta na Lubelszczyznę zakładów i załóg, tymczasem „przytoczony” jest właściwie fragment jednego rozkazu, a dwa inne omówione są w okrojonej formie.
    Z wstępu Żbikowskiego dowiadujemy sie zatem, że w styczniu 1943 r.: „Himler zdecydował się przenieść na Lubelszczyznę wszystkie zakłady zbrojeniowe działające w getcie” (1. 12). Jest więc czytelnikowi przedłożony zamiar Himlera dotyczący przeniesienia zakładów, ale już z pominięciem wcześniejszego rozkazu Himlera z 9 października 1942 r. dotyczącego zatrudnionych tam Żydów: „Wydałem rozkazy aby wszyscy tak zwani pracownicy zbrojeniowi (...) zostali zgrupowani w najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych, tzn. w Warszawie, Lublinie ” (2. 134). Ten pominięty przez autora rozkaz jest ważny również dla KL Warschau, ponieważ w nim jako w niemieckim dokumencie wojennym – po raz pierwszy pojawia się informacja o jego istnieniu.

    Profesor Żbikowski omawia inny rozkaz Himlera: „osobnym rozkazem z 11 czerwca 1943 r. Himler nakazał całkowicie rozebrać ruiny getta i na jego miejsce założyć park” (1. 15). W omówieniu tym zostaje pominięty fragment początkowy rozkazu - dotyczący ważnego miejsca w getcie. Oto on: „Zarządzam, aby Dzielna – więzienie w dawnym Getto Warszawskie – przekształcona została w obóz koncentracyjny.” (2. 142)
    W przedmowie Żbikowskiego „przytoczony” jest w formie cytatu właściwie jeden tylko rozkaz Himlera z 16 lutego 1943 r.: „Ze względów bezpieczeństwa zarządzam zburzenie getta warszawskiego po przeniesieniu stamtąd na inne miejsce obozu koncentracyjnego (...) Zburzenie getta i przeniesiene obozu jest niezbędne”(1. 15).

    Dla porównania tenże cytat za tłumaczem przysięgłym Sądu Wojewódzkiego w Warszawie mgr. D. Kazimierczakiem: „Ze względów bezpieczeństwa zarządzam aby Getto Warszawskie, po przeniesieniu tu Obozu Koncentracyjnego, zostało zburzone (...) Zburzenie Getta i założenie Obozu Koncentracyjnego jest konieczne” (2. 139)
    Aż trudno uwierzyć, że ten sam rozkaz Himlera zawierać może różne znaczeniowo treści. Tymczasem przekład z niemieckiego na polski Kazimierczaka potwierdza również przekład z niemieckiego na angielski, jego przekład na polski – tłumacza przysięgłego A. M. Kawalca - potwierdzony dodatkowo przez eksperta obu języków - niemieckiego i angielskiego - Evelin J. Gray (2. 135), a nawet wersja przytoczona w książce Kopki.

    Można by pomyśleć, że badacz holokaustu pomylił się, lub ktoś mu podsunął gotową fałszywkę rozkazu Himlera – co nie może być usprawiedliwieniem dla profesora. A przy tym dobór rozkazów wskazuje wyraźnie, że unikał on z premedytacją – jak diabeł święconej wody - wszelkich śladów prowadzących do obozu zagłady dla Polaków - KL Warschau i faktu rozwijania przez Niemcy przestrzeni zagłady dla nich, po dokonanej zagładzie Żydów, zgodnie z General Plan Ost, który przewidywał wymordowanie wszystkich Żydów i 85 % Polaków. W przypadku Warszawy określał to plan Pabsta przewidujący „zmiejszenie” liczby jej mieszkańców do kilkudziesięciu tysięcy - jako siły niewolniczej dla obsługi prowincjonalnego niemieckiego miasta jakim miała zostać Warszawa.

    Pewną wskazówką co do intencji Żbikowskiego, może być fakt, że nie pada we wstępie nazwisko Marka Edelmana, lecz prof. Baumana – jako jedyne – a w dodatku merytorycznie nie związane z żydowskim powstaniem, lecz za to współodpowiedzialnego za wyniszczanie Polaków w tymże obozie jeszcze przez lat dziesięć PRLu.
    Pikanterii sprawie dodaje fakt, że dokonano fałszerstwa pod skrzydłem polskiego IPN przez pracownika Żydowskiego Instytutu Historycznego.

    Jak się wejdzie między wrony...
    Kopka w swoim artykule cieszy się, że raport Stroopa oprócz wydania książkowego jest w internecie. Ma natomiast pretensję do Żbikowskiego, że przedmowę do niego pisał na kolanie, że nieuważnie zapoznał się z jego książką wydaną wcześniej i nie dał do niej odsyłaczy. A więc można by po takim oświadczeniu spodziewać się, że na błędach starszego kolegi sam będzie piął się do góry...

    Nic bardziej mylnego. Topi się razem - dopasowując swoją teorię do sfałszowanego raportu: „dziwi fakt pozostawienia bez wyjaśnienia cytatu z listu Himlera do Krugera z 16 lutego 1943 r. o zburzeniu warszawskiego getta i przeniesieniu nieistniejącego (!) warszawskiego kacetu do Lublina:”.
    Tutaj, trzeba się nieco zatrzymać aby przytoczyć wersję z książki Kopki: „Zburzenie getta i umieszczenie [w getcie – B.K.] obozu koncentracyjnego są konieczne,” (4). Jak widać wersja Kopki jest zbieżna z tłumaczami przysięgłymi i inna niż Żbikowkiego, a mimo to podtrzymuje on fałszerstwo dokonane przez Żbikowskiego na rozkazie niemieckiego oprawcy, mające za zadanie ukrycie wcześniejszego istnienia KL Warschau. Lecz na tym nie koniec. Kopka sam zmienia swoją wersję o KL Warschau, dopasowując ją do fałszywego rozkazu. Zastanawia się więc, czy to możliwe, żeby podwładni szefa niemieckiej policji i SS oszukiwali swojego szefa w sprawie KL Warschau i dochodzi do wniosku, że tak, że to możliwe, że: „szef niemieckiej policji i SS nie wiedział dokładnie, co się dzieje w okupowanej stolicy Polski, że podwładni wprowadzali szefa celowo w błąd” (3).

    Śmiać się czy płakać? Przecież Warszawa była oczkiem w głowie samego Hitlera i wystarczy coś niecoś wiedzieć o pruskiej dyscyplinie jako cywilizacyjnym dziedzictwie tego wojska, a już o niemieckiej abwehrze można nic nie wiedzieć by ustrzec się od takich bredni!

    Brednie to jednak specjalność dr. Kopki: „Decyzję o założeniu w Warszawie obozu koncentracyjnego Himler podjął 9 października 1942 r.”(3) To wyjątkowo ciekawe bo nikt o tym oprócz Kopki nie wie, a on sam nie zdradza tajemnicy jak do tego doszedł. W piśmie Himlera – datowanym na ten dzień - nie ma bowiem mowy o założeniu obozu, lecz o wydanym rozkazie zgrupowania pracowników zbrojeniowych w: „najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych, tzn. w Warszawie, Lublinie” (2). A więc obozów już istniejących.

    Rozkaz przeniesienia ludzi do istniejącego obozu, przeinacza Kopka - na zasadzie absurdu - jako decyzję o założeniu w Warszawie obozu koncentracyjnego, tymczasem 9 pażdziernik 1942 r. to data, kiedy to po raz pierwszy jest mowa o istniejącym w Warszawie obozie koncentracyjnym w archiwalnych dokumentach niemieckich – przyjęta za Procesem Norymberskim, umownie jako data powstania obozu, który de facto już istniał.

    Przyczynę „nie powstania” wtedy KL Warschau Kopka określa jako: “silny opór lokalnych dowódców SS i policji GG przed ograniczaniem ich kompetencji przez centralę w Berlinie... (3)"
    Trudno jest polemizować z przyczyną „nie powstania” obozu, który już istniał.

    Dyspozycyjność w stosunku do niemiecko-żydowskich kół roszczeniowych jako warsztat naukowy

    Na próżno sędzia Maria Trzcińska – wieloletni pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce – dopominała się o odniesienie Kopki do 88 - pominiętych przez niego - dokumentów dotyczących KL Warschau, jakie zgromadziła w śledztwie. Nie doczekała się.

    Tymczasem niewielkie opracowanie Żydowskiego Instytutu Historycznego powoduje, że Kopka dorabia wersję historyczną do sfałszowanego niemieckiego rozkazu. A więc na kłamstwo u źródła nakłada inne kłamstwa i pozbawione logiki interpretacje – jak np. decyzję „założenia” obozu z 9 października 1942 r., której wtedy nie było. No i uzyskuje pożądany rezultatat.

    A oto cały naukowy kanon dr Kopki zawarty w jednym jego zdaniu: „Wydaje się, że przedstawiona analiza jest jedną z możliwych różnych wersji interpretacyjnych” (3). Tak panie Kopka, bo fixum dyrdum mieści się właśnie w świecie możliwych różnych wersji interpretacyjnych. Tylko, że pan nie rozumie, że pan ośmiesza nie tylko siebie, ale również Żydowski Instytut Historyczny swoją dyspozycyjnością w stosunku do niego.

    Owa dyspozycyjność, to cały pański warsztat - robienia z siebie przysłowiowego idioty - zarówno na potrzeby niemieckich kół roszczeniowych jak i żydowskich.

    „Patriotyczne” media

    Artykuł Kopki wywołał oburzenie pośród blogerów „Rebelya.pl”, lecz wówczas z odsieczą Kopce przyszła redakcja (5), oświadczając, że czytała książkę Kopki i się z nią zgadza. Czy redakcja czytała również książkę sędzi Marii Trzcińskiej? Nie wiadomo, ale wiadomo, że zgadzać się muszą z kwint esencją kopkowej książki, która nie tylko fałszuje historię obozu zagłady KL Warschau, ale zaprzecza w ogóle polskiej martyrologii w czasie II WŚ: „nazistowski aparat terroru nie był w stanie realizować planu równoczesnej zagłady fizycznej dwóch narodów – Polaków i Żydów (...) odkładając tym samym na czas nieokreślony decyzję co do przyszłego losu Słowian, w tym Polaków.” (131) (sic!)

    Inne „patriotyczne” miejsca gdzie ukazują się po śmierci Marii Trzcińskiej artykuły Kopki zakłamujące jej ustalenia to „Sieci” i „wPolityce.pl” - gdzie w nagłówku - robią z czytelników przygłupków: „Zawsze po stronie prawdy, zawsze po stronie Polski”.

    Tymczasem w artykułach Kopka zaprzecza, że KL Warschau był obozem dla Polaków, chociaż prochy w nim znalezione za czasów Jakuba Bermana - a więc wtedy, kiedy pamięć o tym obozie była jeszcze żywa - zostały pochowane na polskim katolickim cmentarzu, w odróżnieniu od żydowskich, które były wówczas chowane na żydowskim. Zaprzecza, że był obozem zagłady, chociaż na mapie przy Warszawie - ręką Rudolfa Hessa - narysowany jest krzyż, a w legendzie wyjaśnienie, że oznacza on Vernichtungslager – natychmiastowej zagłady. Zaprzecza innym lagrom niż Gęsiówka, chociaż na tejże mapie Hessa są trzy trójkąty przy Warszawie, a zeznania w Norymberdze księgowego obozu mówią o 35 tys. więźniów. Tymczasem pojemność Gęsiówki wynosiła 15 tys.. Również przewodniczący komisji ekshumacyjnej B. Świderski w 1945 r. – nie znając nazwy obozu i lagrów - dał świadectwo istnienia „innych” obozów na terenie Warszawy. Zaprzecza komorom gazowym, chociaż do tej pory, można było oglądać hermetyczne urządzenia nawiewowo-wyciągowe z maszynownią, likwidującą przepustowość sąsiedniego tunelu, a sugestie, że stanowiły jego powojenną wentylację, są absurdem, bo było by to novum nie występujące nigdzie na świecie - porównywalne do przypadku gdy mając dwupokojowe mieszkanie i chcąc mieć wentylację – zamiast zaainstalowania wentylatora np. w oknie, zrezygnowalibyśmy z jednego pokoju urzadzajac w nim monstrualną i kosztowną maszynownię, Itd., Itd... Ale to już materiał na osobny artykuł.

    Według profesora Kopki, liczba ofiar w KL Warschau, jest dzięsięciokrotnie mniejsza niż według sędzi Marii Trzcińskiej. Problem leży w tym, że akurat jego liczba jest nie do podważenia z prostej przyczyny. On nie przedkłada żadnej kalkulacji. Podobnie sprawa wygląda z innymi zawziętymi krytykantami...
    *** *** ***
    Pan dr Kopka stwierdza w swoim artykule, który jest niejako aneksem do jego książki, że: „zadaniem KL Warschau była ekonomiczna eksploatacja majątku pozostałego po deportowanych Żydach” (3). No cóż, analogicznie niektórzy twierdzą, że KL Auschwitz był obozem pracy. Problem tylko w tym, że jedni podlegają restrykcjom kłamstwa oświęcimskiego, a drudzy restrykcjom kłamstwa warszawskiego – pojęcia, którego jeszcze nikt nie wymyślił.
    W całej tej smutnej rzeczywistości, najśmieszniejszym jest jednak to, że w obozie dla Polaków sędzi Marii Trzcińskiej zginęło tyle samo Żydów co i w Kopkowym, który jest żydowski. A więc nie o Żydów tu chodzi, tylko o Polaków.

    Wojciech Kozłowski

    Przypisy:
    Podkreślenia w tekście pochodzą od WK.
    1. Jurgen Stroop - Żydowska dzielnica w Warszawie już nie istnieje http://pamiec.pl/ftp/ilustracje/Raport_STROOPA.pdf
    2. Maria Trzcińska – Obóz Zagłady w centrum Warszawy (Polwen 2002)
    3. B. Kopka: Likwidacja warszawskiego getta i powstanie KL Warschau http://rebelya.pl/post/3927/kopka-likwidacja-warszawskiego-getta-i-powstani
    4. B. Kopka – Konzentrationslager Warschau – historia i następstwa
    5. http://rebelya.pl/post/1567/rebelyapl-oto-nasz-zespo-oto-nasi-wspopracownic
  • @Astra 14:45:03
    Dlaczego śp. sędzia Maria Trzcińska przez 3 miesiące nie mogła być pochowana? data:28 marca 2012 Redaktor: AlicjaS http://solidarni2010.pl/luba/zdjecie.php?img=obrazy/prok-maria-trzcinska.jpg&maxW=270&maxH=203&s=2 Historia odejścia Sędzi Marii Trzcińskiej jest wstrząsająca. W grudniu 2011 roku w jej warszawskim mieszkaniu zostało znalezione ciało kobiety, które wstępnie rozpoznano jako należące do właścicielki lokalu, ale w związku z wątpliwościami co do tożsamości, ciało Pani Sędzi było przetrzymywane do końca marca w Instytucie Medycyny Sądowej na Oczki w Warszawie!


    Dlaczego? Co było rzeczywistym powodem odciągania decyzji o pochówku? Przecież ustalenie tożsamości tak znanej osoby jak Pani Sędzia Trzcińska na pewno nie powinno zająć aż trzech miesięcy!

    Przedłużające się oczekiwanie na godziwy pochówek wzbudziło szereg zapytań wśród polskich patriotów. Okazuje się, że rzeczywistym powodem zwlekania z pogrzebem była "dyskusja" na temat formy pochówku. Czy ma być to honorowy pogrzeb państwowy, czy też nie.

    Sędzia Maria Trzcińska, urodzona 22 marca 1931 roku, ponad 30 lat pracowała na rzecz upamiętnienia największego ludobójstwa dokonanego w Warszawie przez Niemców. Najpierw badała tę zbrodnię jako pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce w Instytucie Pamięci Narodowej, po przejściu na emeryturę z wielką determinacją kontynuowała badanie i popularyzację tej zbrodni do ostatnich dni swego życia.

    Początkowo prowadziła śledztwa w sprawie egzekucji ulicznych dokonywanych przez Niemców w Warszawie i te badania naprowadziły Ją na ślad KL-Warschau. Spisy straconych tam ludzi nie istniały. Maria Trzcińska w badaniach wychodziła od danych, które podał w czasie powojennego procesu dowódca SS i policji w Warszawie Otto Paul Geibl. Powiedział on, że w KL-Warschau tracono około 400 więźniów na dobę, prawie wyłącznie Polaków, gdyż Żydów po likwidacji getta było niewielu.

    Sędzia Maria Trzcińska przyjęła, że w ciągu dwóch lat ludobójczego działania obozu w KL-Warschau Niemcy wymordowali przynajmniej 200 tys. Polaków. Obliczenia te były i są podważane, choć oficjalne statystyki potwierdzają, że właśnie tylu warszawiaków zaginęło bez śladu w czasie okupacji.

    Maria Trzcińska miała wiele oryginalnych dokumentów, które dowodziły, że Polacy byli poddawani masowej zagładzie. Wyniki swoich badań przekazała w 1995 r. do niemieckiej prokuratury w Monachium. Wydała też książkę "Obóz zagłady w CENTRUM WARSZAWY KL Warschau", w której opublikowała te dokumenty.

    Z wielkim zaangażowaniem Pani Maria domagała się od polskich władz upamiętnienia KL Warschau pomnikiem, jednak pomnik ten do dziś nie powstał. Choć w 2001 roku Sejm RP przyjął uchwałę w sprawie upamiętnienia tej wielkiej zbrodni na narodzie polskim właśnie postawieniem w Warszawie pomnika.

    Sędzia Maria Trzcińska próbowała przełamać zmowę milczenia na temat KL Warschau.

    http://solidarni2010.pl/images/ibrowser/kl_01.jpg Mimo, że pomagał jej w tym dziele śp. ksiądz Zdzisław Peszkowski kapelan "Rodzin Katyńskich" i wielu historyków, m.in ks. prof. dr hab. Waldemar Chrostowski, prof. Ryszard Bender, prof Jan Żaryn ? pomnika do dziś nie ma, a temat obozu zagłady Polaków w Warszawie jest tematem tabuw oficjalnych mediach.

    Dlaczego tak się dzieje? Zapewne dlatego, że nie chcą ujawnienia prawdy Niemcy, Izrael i Rosja. Niemcy nie chcą wracać do swej niechlubnej historii, Izrael chce mieć monopol na Holokaust, zaś Rosjanie dlatego, że w barakach obozu, po "wyzwoleniu" Warszawy więzili przeciwników nowej władzy komunistycznej, a więc jest to kolejna niewygodna dla nich prawda. http://solidarni2010.pl/images/ibrowser/2pomnik_550_01.jpg "Spontaniczny" pomnik poświęcony pamięci Ofiar KL-Warschau

    foto: kl-warschau.blogspot.com http://solidarni2010.pl/images/ibrowser/pomnikwars_01.jpg foto: wars-sawa.waw.pl

    Przedstawiciele środowisk patriotycznych uważają, że miejscem pochówku powinna być Aleja Zasłużonych na Powązkach Wojskowych w Warszawie, że na pogrzebie powinna być kompania honorowa Wojska Polskiego i warszawskiej straży miejskiej. Jednak władza uważa inaczej. Zmarła przed świętami Bożego Narodzenia, pochowana zostanie przed Świętami Wielkiej Nocy na Cmentarzu Bródnowskim.

    W lutym tego roku, gdy ciało pani Marii przebywało w lodówce na Oczki, na Zamku Królewskim miała miejsce wyjątkowa celebracja urodzin W. Bartoszewskiego, której motto brzmiało Warto być przyzwoitym. Tak zwany profesor Bartoszewski, który dla wielu nieświadomych Polaków jest autorytetem moralnym, przez lata zajmował się z wielką pasją niszczeniem Sędzi Trzcińskiej i jej dzieła. Nie znajdując rzeczowych argumentów, zarzucał jej na łamach "Rzeczypospolitej" chorobę psychiczną. Możemy być pewni, że ten "profesor", któremu już bliżej niż dalej do Wrót Pańskich, na pewno zostanie pochowany z wielkimi fanfarami w Alei Zasłużonych.

    Zaś Pani Maria, mimo swych wielkich zasług dla polskiej historii, niezłomna badaczka i popularyzatorka zatajanego tematu obozu koncentracyjnego w Warszawie, znajdzie swe miejsce spoczynku na Bródnie.

    29 III 2012 roku, w czwartek, o godz. 11.30 zostanie odprawiona Msza Święta Pogrzebowa w kościele Św. Katarzyny na Służewie, ul. Fosa 1, po czym autokarami żałobnicy pojadą na Cmentarz Bródnowski, gdzie o godz. 14.00 odbędzie się pogrzeb w kwaterze F 50, rząd III, grób 26.

    Jak w świetle powyższych informacji można interpretować fakt przetrzymywania ciała Pani Marii w Instytucie Medycyny Sądowej na Oczki przez tyle miesięcy? Jest to działanie nieludzkie, niechrześcijańskie! Może jest to rodzaj przestrogi dla tych, którzy interesują się tematem KL Warschau?

    Hanna Mierzejewska

    Źródło:

    http://info-horyzont.pl/dlaczego-sp-sedzia-maria-trzcinska-przez-3-miesiace-nie-mogla-byc-pochowana.html
  • @Astra 14:45:03 Trzcińska została zamordowana/uciszona przez poubecki pomiot.
    Obóz zagłady w centrum Warszawy - KL Warshau
    Autor: Maria Trzcińska Opis książki

    Niniejsze opracowanie dotyczy obozu koncentracyjnego, którego istnienie świadomie ukrywano przez ponad 50 lat. Chodzi Konzentrationslager Warschau ( w skrócie: KL Warschau), obóz koncentracyjny w Warszawie.
    Dlaczego trzymano w tajemnicy prawdę o wymordowaniu 200 tys. osób ? Autorka - sędzia Maria Trzcińska, daje na to odpowiedź: "Już w 1945 r. w obiektach pohitlerowskiego KL Warschau zorganizowano obóz pracy NKWD, który był miejscem izolacji i eksterminacji żołnierzy AK i polskiej inteligencji, sprzeciwiających się sowietyzacji Polski (...). Przyjęto więc kierunek stopniowego wyciszania KL Warschau, aż do całkowitego zanegowania jego istnienia. Zaś ofiary tego obozu, około 100 tys. osób wliczono do strat Powstania Warszawskiego, a drugie 100 tys. łączono z gettem (...)".!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



    źródło opisu: http://www.polwen.pl/idk-27/oboz_zaglady_w_centrum...(?)

    źródło okładki: http://www.polwen.pl/idk-27/oboz_zaglady_w_centrum...»
  • @Astra 14:45:03
    Tematyka ważna jak myślę dla każdego Polaka, a już na pewno Warszawiaka. Sędzia Maria Trzcińska otwiera czytelnikowi oczy na przemilczaną prawdę o obozie zagłady KL Warschau. Książka może być oceniana jedynie pod względem poprawności faktograficznej i wartości historycznej. Liczby brakujących ciał ofiar mieszkańców Warszawy w bilansie II wojny światowej oraz ekspertyzy dotyczące konstrukcji wentylacji tuneli koło Dworca Zachodniego wydają się być bardzo przekonujące i jednoznaczne. Pytanie tylko dlaczego Instytut Pamięci Narodowej przeczy faktom i zataja przechowywaną u siebie dokumentację dotyczącą istnienia i funkcjonowania KL Warschau? Pierwsza z dwóch prac M. Trzcińskiej, w której prezentuje materiały na temat Konzetrationslager Warschau, zebrane w toku jej 30 letniego śledztwa. Warto poznać tę nieznaną część historii naszego narodu. Wiedzieliście, że w ciągu ulicy Bema najprawdopodobniej gazowano ludzi? Mieliście świadomość tego, że obóz w centrum Warszawy w Niemczech uznany został za jeden z dwudziestu trzech obozów głównych (Hauptlager)? Byli więźniowie pobierali rentę u naszego zachodniego sąsiada, z tytułu uszczerbków na zdrowiu poniesionych w KL Warschau, a w RP nikt nawet o nim nie słyszał. I pewnie długo nie usłyszy, bo Hania Gronkiewicz-Waltz po raz drugi zablokowała budowę pomnika. Osobiście odsyłam do drugiej książki pani sędzi - "KL Warschau w świetle dokumentów. Raport dla Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, na potrzeby szkół i budowy Pomnika Ofiar Obozu KL Warschau", która została uzupełniona o dodatkowe materiały i jest ładniej wydana.
  • @Astra 14:45:03
    Powstanie Warszawskie przerwało ludobójczą działalność całego kompleksu Obozu Koncentracyjnego w Warszawie na pół roku przed wkroczeniem Armii Czerwonej do stolicy. Na tym również polegało jego historyczne znaczenie. Z tego punktu widzenia Powstanie Warszawskie było polskim aktem zorganizowanej samoobrony, koniecznej wobec planów ostatecznej zagłady miasta, co nobilituje je nie tylko w historii, ale także współcześnie (Maria Trzcińska).
  • @Stara Baba 14:28:42
    .
    Hi Chuck,
    wreszcie przypomnialem tobie , ze nosisz jaja w mosznie . To dobrze , ze starasz sie wniesc nowe cechy Maxa do profilu .
    Nie mysle bys mieszkal gdzies tam co wymienilem ale skoro juz jestes to okey. Niech miejscowi martwia sie o ciebie.
    Widocznie na miejsce vortexa przyslali kogos madrzejszego .
    Gratuluje Chuck !
    To w jakim stopniu jestes , bo nie wiem ? wal smialo , badz mezczyzna .
  • @Astra 14:45:03
    Maria Trzcińska KL Warschau w świetle dokumentów

    Książka arcyważna. Sędzia Maria Trzcińska w osamotnieniu prowadziła walkę o odsłonięcie prawdy o KL Warschau. Zgromadziła czterdzieści tomów dokumentów, które obalają tezy o "rzekomym" istnieniu obozu, o liczbie i narodowości zgładzonych. Rozbudzała pamięć o tragicznych losach warszawiaków poddawanych zaplanowanej, konsekwentnej eksterminacji. Warszawa ciągle krwawi.

    Garść faktów.
    KL Warschau działał przez dwa lata: od października 1942 roku, tj. od głównej likwidacji getta, do sierpnia 1944 roku, czyli do Powstania Warszawskiego, które przerwało ludobójcze działanie obozu i zmusiło Niemców do ewakuacji obozowego kompleksu. Rozpoczęcie działalności wiąże się z rozkazem Himmlera z dnia 9 października 1942 r., a 16 lutego 1943 roku pada kolejny rozkaz, by zmniejszyć obszar Warszawy i jej mieszkańców o 500 tys. W lagrach rozmieszczonych na obszarze trzech dzielnic Warszawy - na Kole, w okolicach Dworca PKP Warszawa Zachodnia oraz w byłym getcie - łącznie przez zagazowanie i rozstrzeliwanie Niemcy wymordowali ok. 200 tysięcy Polaków w ramach planu zagłady Stolicy oraz kilka tysięcy więźniów innych narodowości. KL Warschau był obozem zagłady, bo realizował plan eksterminacji miasta w zakresie ludzkim i urbanistycznym; posiadał urządzenia masowej zagłady, tj. komory gazowe i krematoria; posiadał specjalne komanda do ich obsługi; mordy przeprowadzano w sposób masowy, według kontyngentu po ok. 400 Polaków na dobę.

    Począwszy od łapanek i obław na mieście, poprzez "transporty niewiadome", egzekucje uliczne, rozstrzeliwania obozowe, zabijanie w komorach gazowych, spalanie zwłok w krematoriach, a kończąc na zacieraniu śladów tych zbrodni poprzez rozsiewanie prochów ofiar na rozległych gruntach podmiejskich, to były systemowe działania KL Warschau jako ośrodka planowej, zorganizowanej eksterminacji biologicznej miasta.(...) Zagłada inteligencji polskiej oraz Stolicy jako centrum dyspozycyjno - kierowniczego miały - według planów niemieckich - pozbawić Naród Polski "mózgu", bez którego już nigdy więcej nie będzie w stanie się odrodzić. [s.232-233]

    Dlaczego panuje powszechna niewiedza o świadomie i cynicznie przemilczanych dziejach KL Warschau?
    Sięgnijmy do roku 1945, gdy śledztwo zostało zamknięte, bo obóz był wykorzystywany przez NKWD do więzienia i likwidacji polskich patriotów, zwłaszcza z AK. Na IV Procesie Norymberskim obóz występuje obok Majdanka i Oświęcimia, ale strona polska nie przeprowadziła śledztwa i nie dostarczyła wymaganych dokumentów. Gdy w 1973 roku niemiecka Prokuratura w Monachium zwróciła się do Polski o pomoc prawną w związku z wszczęciem śledztwa, sprawą zajęła się sędzia Maria Trzcińska, a strona polska w 1976 roku zawiesiła postępowanie! O kolejnych poszukiwaniach, gromadzeniu dokumentów (np. zdjęcia lotnicze, zeznania świadków, znaczek niemiecki z KL Warschau, raporty niemieckiego dowództwa...) można przeczytać w książce będącej jednocześnie raportem dla Prezesa IPN. Do dzisiaj trwają świadome zwłoki w śledztwie, zaginięcia akt, niszczenie dowodów... Przez wiele lat w oficjalnych przekazach obozu wcale nie było (!), a gdy materiał dowodowy podważył tę opinię, czynniki oficjalne skłaniają się do przyjęcia tezy, że KL Warschau istniał, ale w imię politycznej poprawności zaniża się liczbę ofiar albo wprost sugeruje, że to nie Polacy ulegli tej hekatombie. Do takich wyników przychyla się praca pana B. Kopki, który podważa dowody niepodważalne. Zachęcam do samodzielnej lektury zgromadzonych przez Marię Trzcińską dokumentów.

    Do dziś nie powstał żaden znak pamięci związany z tą zbrodnią. Jedynie na maleńkim Skwerze Alojzego Pawełka stoi krzyż usytuowany w kopcu z kamieni. Polegli czekają na pomnik.
  • @Kula Lis 62 15:14:10
    O nich też się trzeba upomnieć, nagłaśniać i żądać, a nie prosić o godne miejsce pamięci.
    Mimo wszystko wierzę, że nie zostana zapomniani.
    Dzięki Kulo Lisie za Twoje komenty.
    Wielu o tym nie wie, a dzięki Tobie przeczyta.
  • @LordConqueror 11:17:55
    jak zagwarantujesz, że po zdarciu skóry z niedźwiedzia pozostaniemy przy życiu, a nasza państwowość się ostanie, to jestem za.
  • @Max von Stirlitz 15:12:54
    Max ... mam nadzieję, że u Ciebie pełen spokój :)))
  • @zadziwiony 15:23:47
    Nie znasz Lorda, on ci to zagwarantuje na bank ! :)))))
  • @Max von Stirlitz 15:12:54
    "To w jakim stopniu jestes , bo nie wiem?"

    W stopniu starca, który na świat już z boku patrzy a z tej pozycji inaczej
    to widać. Nie lam się, każdy na starość swoje poglądy weryfikuje. Inne spojrzenie na świat, przez przeżycia i doświadczenie. Zycie człowieka zaczyna mieć inna cenę. :-)
  • @Astra 14:45:03
    http://4.bp.blogspot.com/-T0sDINfbWK4/UfJ_muy7qnI/AAAAAAAABGo/1HAaYvL7EHU/s1600/DSC04010.JPG KL Warschau. Historia obozu zagłady w Warszawie Aldony Zaorskiej.
    Autorka dedykuje swoją książkę niezłomnej bojowniczce prawdy sędzi Marii Trzcińskiej. Główne tezy są podobne. Popularno-naukowy charakter pracy pozwala przystępnie, aczkolwiek dokładnie zapoznać się z funkcjonowaniem warszawskich lagrów. Padają tu też nazwiska współczesnych historyków, którzy wypowiadali się na ten temat. Zaorska podaje swoją interpretację ciszy panującej wokół obozu. Przechowanie pamięci o KL Warschau jest zasługą garstki osób, które za wszelką cenę postanowiły nie dopuścić do zapomnienia obozu. Ignorowani, czasem wręcz wyśmiewani, traktowani jak dziwacy, od lat wciąż uparcie walczą o prawdę.

    Pani sędzia zmarła samotnie w swoim domu w grudniu 2011 r.

    ponieśmy tę pamięć... nic jej nie zabije...
    żadna zmowa milczenia... układy na górze...
    trzeba nad kłamstwo podnieść dziś wysoko głowę
    nie będą nam historii wciąż pisali tchórze...
  • @Astra 12:23:12
    Bóg, Honor i Ojczyzna! Narodowe Siły Zbrojne - NSZ!
    Honor mężczyzny - zginąć dla Ojczyzny!...
  • @Astra 15:23:55
    .
    Widzisz z jakim chamem , ignorantem , myslacym inaczej etc. zadajesz sie Astrus , szwabem pracujacym dla EU .
    Zostalem zdemaskowany , nawet tajna ksywa " PEDRO " zostala ujawniona.
    Karraambaaa .
    Ale jak szybko chlopaki dzialaja ..
    Noo..!
    8-))))
  • @Stara Baba 15:32:58
    .
    Chuck , ktöra u ciebie jest teraz godzina ?
  • @Astra
    KL Warschau
    autor: Maria Trzcińska

    23 sierpnia 1939 roku został podpisany "pakt przyjaźni" – Pakt Ribbentrop-Mołotow pomiędzy hitlerowskimi Niemcami a bolszewicką Rosją, na podstawie którego Polska miała przestać istnieć. Dwie cywilizacje śmierci chciały unicestwić naród polski, bezwzględnie próbując doprowadzić nasz kraj do zagłady. Warszawa i jej mieszkańcy w pierwszej kolejności miała zostać zgładzona. Rozkazem Himmlera na terenie Warszawy powstał obóz zagłady KL Warschau, który pochłonął dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Nasza Warszawa ciągle krwawi. Do dziś dnia nie powstał na tej umęczonej ziemi żaden znak pamięci upamiętniający tę potworną zbrodnię. ... Niech w tej naszej doczesnej drodze będzie nam dane złożyć dowody pamięci pod Pomnikiem upamiętniającym ich ofiarę.

    ks. Zdzisław Peszkowski
  • @Max von Stirlitz 15:39:19
    7:43 AM jeżeli już musisz na mapę patrzyć. :-)
  • @Astra
    Na papierach pomordowanych polskich rodzin na Wołyniu, etc.. poprzyjeżdżali na ziemie odzyskane banderowcy(Halickie, Arłukowicze, etc....), tak na pomordowanych w KL Warschau papierach funkcjonują do dziś pomioty enkawudzistów, smierszowców, ubeków, folksdojczy także w Warszawie. Stąd mamy co mamy. Najgorszy ukryty wróg wewnętrzny: Józef Piłsudski/marszałek. Pzdr!
  • @Stara Baba 15:44:13
    .
    Okey Chuck,
    to ile masz teraz na liczniku , pytam bo nie wiem ?
    To w jakim kraju jestes ?
    Koment powiem tobie uczciwie byl zamierzony by wkurwic cie do bialosci i prosze , efekt jest .Tekst o naturalnym puknieciu smierci w czölko , zapewne, myle sie ?
    Adrenalina czyli gul ci skoczyl konkretnie . Co do szwaböw na Ukrainie i panstwa niemieckiego jest to mozliwie patrzac na tradycje szwaböw z banderowcami .
    Ja mysle jednak , ze calosc lyknie pulkownik Trüpin .
    Nie wymagaj ode mnie bym zachowywal sie stosownie zachowujac kindersztube wsröd sielanki intelektu kasyna_Leon23 , wiesz Stasio Lem sie nie mylil .
  • @Max von Stirlitz 15:36:11
    Zaryzykuję tą znajomość :))
    Och te wywiady... aż gęsto się tutaj od nich zrobiło :)))
  • @Kula Lis 62 15:46:57
    Siedliskiem tych pomiotów jest Wrocław, a w nim aparat sądowniczo prokuratorski, i wierchuszka POlicji, stąd takie wyroki i prześladowania Polaków, tu całe enklawy żydowskie, stąd pieszczenie baumanów, a Wrocławiem rządzi niemiecki konsul, "dutkiewicz" jest tylko wykonawcą jego poleceń, także Zielonogórskie, Pomorze Zachodnie, o Rzeszowszczyźnie już nie wspominam. Na Opolszczyźnie i Opolu nie lepiej, tu folksdojcze prym wiodą.
  • @Kula Lis 62 15:40:28
    Wszyscy oni będą mieć miejsca pamięci, nie tylko w sercach, to za mało.
    To zabijanie pamięci, to jest taki powtórny mord na ofiarach i na nas niestety też ...
  • @Astra 15:57:58
    Maria Trzcińska - sędzia - przez 30 lat pracowała w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce w Instytucie Pamięci Narodowej. Prowadziła badania dotyczące eksperymentów pseudomedycznych, dokonywanych przez hitlerowskich lekarzy w obozach koncentracyjnych, i przesłuchiwała ofiary tych eksperymentów. Następnie prowadziła śledztwo w sprawie egzekucji ulicznych w Warszawie, które naprowadziły ją na ślad Konzentrationslager Warschau, bowiem, jak się okazało, egzekucje te były częścią mordów owego obozu. Kiedy w 1973 r. wszczęła śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa w KL-Warschau, natrafiła w Archiwum IPN na szczątkowe dokumenty, z których wynikało, że śledztwo w sprawie tego obozu było już wstępnie prowadzone w 1945 r., lecz od razu w tymże roku zostało przerwane, ponieważ w obiektach pohitlerowskiego KL-Warschau zorganizowano powojenny obóz pracy NKWD. Akta powojennego śledztwa wrzucono do Archiwum IPN "na wieczne zapomnienie", które trwało aż do 1973 r. Śledztwo w sprawie KL-Warschau, wznowione i prowadzone przez sędziego Marię Trzcińską w latach 1973-1994, było "dzieckiem w IPN niechcianym". Przerywano je, utrudniano czynności tak, że mogłaby na ten temat powstać oddzielna publikacja. W tej sytuacji śledztwo w sprawie KL-Warschau zostało przeprowadzone jedynie dlatego, że Prokuratura Niemiecka w Monachium, która niezależnie prowadziła na terenie Niemiec własne śledztwo w sprawie KL-Warschau, zwróciła się do strony polskiej o przekazanie jej dokumentacji dowodowej w sprawie warszawskiego obozu koncentracyjnego. W 1995 r. przekazany został z polskiego śledztwa do Prokuratury Niemieckiej poważny materiał dowodowy, którego wykaz samych tytułów wynosił łącznie 11 stron maszynopisu. Niniejsza publikacja jest syntezą tego śledztwa.

    Fragmenty książki

    PRZEDMOWA

    KONZENTRAITONSLAGER WARSCHAU - OBÓZ KONCENTRACYJNY WARSZAWA

    Wstrząsający dokument realizacji planów zagłady wielkiego, pełnego heroicznej historii miasta - Warszawy; dokument ujawniający systematyczną ludobójczą działalność, zmierzającą do wyniszczenia j ego mieszkańców. Wydano wyrok na miasto, które dla nas jest "Niezłomnym Sercem Polski", dla wrogów zaś było tylko "Banditenstadt" - "miasto bandytów". Nazwa ta, mając poniżyć naszą Stolicą, odniosła odwrotny skutek - stała się świadectwem strachu okupanta przed wielkością i niezłomnością Warszawy, miasta, które wolało zostać rozstrzelanym na powstańczych barykadach, niż shańbić się i znikczemnieć. Wielkość i niezłomność okupiła jednak Stolica ogromnymi ofiarami. Ginęły setki tysięcy jej mieszkańców, legło w gruzach miasto. Zagłada miasta była zaplanowana wcześniej, jako część hitlerowskiego Generalnego Planu Wschód (Generalplan Ost), którego realizacja miała doprowadzić do zdobycia i zgermanizowania dla niemieckiej "rasy panów" należnej im rzekomo "przestrzeni życiowej". Nowa "Wielkogermańska Rzesza" miała powstać na ziemiach "oczyszczonych" z prawowitych mieszkańców. Aby tego dokonać, już od początku wojny prowadzono ludobójcze operacje, takie jak: Untemehmen Tannenberg (od VIII 1939 do X 1939 - zagłada polskiej inteligencji z "listy gończej": Sonderfahndungsbuch), akcje przeciwinteligenckie - Intelligenzaktionen: Pommern, Posen, Masowien, Schlesien, Litzmannstadt, akcje specjalne - Sondemaktionen: Krakau (I i II), Lublin (I i II), Tschenstochau i Burgerbraukeller (od XI 1939 do IV 1940), AB-Akcja - Ausserordentliche Befriedungsaktion (V-VII 1940), "Generalny Plan Przesiedleńczy" (Generalsiedlungsplan, w tym Nahplane od IX 1939), "Plan Odbudowy Wschodu" (Planung und Aufbau im Osten - od jesieni 1941), "Program SS Budowy Pokoju" (SS-Friedensbauprogramm, od XII 1941). Temu ostatniemu podporządkowany był Konzentrationslager Warschau - Obóz Koncentracyjny Warszawa, będący jednym z 23 głównych obozów koncentracyjnych. Praca Pani Sędzi Marii Trzcińskiej dotyczy przede wszystkim okresu istnienia obozu, kiedy miał on oficjalny status koncentracyjnego, tj. od 9 X 1942 r. do 28 VII 1944 r. (do ewakuacji obozu). Aby jednak lepiej zrozumieć ogrom tragedii, trzeba tu przypomnieć mało znany fakt, iż wśród hitlerowskich obozów jenieckich istniały dwa zasadnicze rodzaje:

    a) obozy, w których częściowo przestrzegano praw jenieckich, przynajmniej w stosunku do jeńców z państw zachodnich; były to stalagi (Soldatenlager) i oflagi (Offizierslager). W niektórych z nich jeńcy mieli szansę przeżycia wojny w znośnych warunkach, w innych, mimo formalnego statusu obozu jenieckiego, dokonywano na jeńcach masowych mordów. Przykładem tego był m.in. utworzony we wrześniu 1939 r. dla jeńców polskich z bitwy nad Bzurą, a potem zapełniany jeńcami 18 narodowości, Stalag 314 Lamsdorf. Straciło w nim życie w nieludzkich warunkach około 100 000 jeńców, przeważnie radzieckich;

    b) obozy, o eufemistycznej nazwie Kriegsgefangenenlager (obóz jeniecki), mające być z założenia miejscem masowej zagłady jeńców. Największymi z tych obozów były: Kriegsgefangenenlager Majdanek (założony w październiku 1941 r., przekształcony w obóz koncentracyjny wiosną 1943) i Kriegsgefangenenlager Birkenau-Auschwitz II (założony w październiku 1941 r., przekształcony w obóz koncentracyjny dopiero w marcu 1944).

    Kriegsgefangenenlager Warschau został założony w październiku 1939 r., a w październiku 1942 r. przekształcono go na osobisty rozkaz H. Himmlera w obóz koncentracyjny. Co działo się z jeńcami tego obozu w latach 1939-1942? Jaki był ich los? Czy znajdzie się ktoś na miarę Pani Sędzi Marii Trzcińskiej, kto zajmie się wyjaśnieniem tej kolejnej krwawej plamy w naszej ojczystej historii? Następne pytanie dotyczy okresu powojennego. Otóż w latach 1945-1954 w miejscu dawnego KL Warschau istniał obóz NKWD przeznaczony do likwidacji polskiego elementu narodowego, czyli "Żołnierzy II Konspiracji" -"Żołnierzy Wyklętych". Na temat tego obozu nadal istnieje zmowa milczenia; giną w tajemniczy sposób dokumenty lub są wywożone za granicę, znikają świadkowie, badacze tego problemu otrzymują pogróżki fizycznej rozprawy, a reakcje władz i instytucji odpowiedzialnych za Narodową Pamięć są wręcz histeryczne, gdy ktoś się zgłasza z prośbą o wyjaśnienie spraw z nim związanych. Niech mi wolno będzie tą drogą złożyć wyrazy najwyższego szacunku Pani Sędzi Marii Trzcińskiej za jej wielkie poświęcenie i ofiarność w walce o prawdę i podziękować za kilkanaście lat życia ofiarowanych przywracaniu Pamięci Ofiar KL Warschau.

    Andrzej Leszek Szczesniak



    GENEZA

    Założenie Obozu Koncentracyjnego w Warszawie nie było dziełem przypadku. Trybunał Norymberski podczas procesu w sprawie głównych zbrodniarzy wojennych zaliczył w poczet materiału dowodowego: "Tajną ekspertyzę policji niemieckiej ze stycznia 1940 r. o podstawach prawnych i aspektach demograficznych polityki niemieckiej w Polsce, wskazującą jako ostateczny cel likwidację substancji Narodu Polskiego" (Dokument Norymberski NO 661 - PS; Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, akta MTW, sygn. 325, t. 26, s. 206-242). Jak wykażą dalsze dokumenty, przez "substancję Narodu" rozumiano nic tylko inteligencję i kierowniczą elitę, ale także jego stolicę jako centrum dyspozycyjno-kierownicze. Generalny Gubernator Hans Frank w swoim Dzienniku napisał: "Mamy w tym kraju punkt, z którego rozchodzi się całe zło: Jest nim Warszawa. Gdybyśmy w Generalnym Gubernatorstwie nie mieli Warszawy, nie mielibyśmy 4/5 trudności, z którymi musimy walczyć" (AIPN, Okupacja! Ruch Oporu w Dzienniku Hansa Franka, zapis 14X111943 r.). W dokumencie konspiracji (raport nr 237 Wydziału Bezpieczeństwa Oddział Informacyjno-Polityczny) czytamy: "Władze niemieckie stwierdzają, że Warszawa jest mózgiem polskiego ruchu niepodległościowego, tu właśnie skoncentrowany jest najbardziej aktywny i niebezpieczny z punktu widzenia interesów niemieckich element. To też władze te domagają się zastosowania w stosunku do Warszawy środków radykalnych, takich środków, przy pomoc których zostałby usunięty aktywny element polski" (AAN, Delegatura Rządu RP na Kraj, sygn. 202/II-21, raport z 20 XII 1943 r.). Takie były motywy założenia Obozu Koncentracyjnego w Warszawie.

    ROZKAZY I DOKUMENTY NIEMIECKIE DOTYCZĄCE ZAŁOŻENIA

    I FUNKCJONOWANIA OBOZU KONCENTRACYJNEGO W WARSZAWIE

    1. Tzw. Plan Pabsta z 6 lutego 1940 r.

    Już na początku 1940 r. przedłożono Hansowi Frankowi plan urbanistów z Wurzburga, tzw. Plan Pabsta, przewidujący in fine zlikwidowanie Warszawy jako stolicy Polski ze zmniejszeniem jej mieszkańców do 500 tys. i zbudowanie na jej miejscu: "Nowego niemieckiego miasta Warszawy (Die neue deutsche Stadt Warschau)".

    2. Dyrektywy Himmlera z 9 października 1942 r.

    Na przełomie 1939/1940 został urządzony obóz jeniecki w Warszawie na Kole - przeznaczony dla żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, który na podstawie wcześniejszego rozkazu (powołanego w tych dyrektywach) przekształcono w 1942 r. w obóz koncentracyjny, oraz zbudowano dwa Lagry w Warszawie Zachodniej. W dyrektywach z 9 października 1942 r., przekazanych do Pohla, Krugera, Globocnika, Wolfa oraz Reichssicherheitshauptamt w kwestii żydowskiej, Himmler stwierdził: "Wydałem rozkazy, aby wszyscy tak zwani pracownicy zbrojeniowi, którzy pracują jedynie w pracowniach krawieckich, kuśnierskich i szewskich, zostali zgrupowani w najbliżej znajdujących się obozach koncentracyjnych tzn. w Warszawie i Lublinie (...)" (Dokument Norymberski NO - 1611). I choć dyrektywy te w odniesieniu do ludności żydowskiej z getta warszawskiego nie zostały wykonane, to KL Warschau w dacie ich wydania w pełni funkcjonował, więziono w nim bowiem Polaków. Faktyczne działanie Obozu Koncentracyjnego w Warszawie od października 1942 r. potwierdzone też zostało na IV Procesie Norymberskim (ATW IV PP 33 7978).

    3. Specjalny rozkaz Himmlera ("Sonderbefehl!") z 31 lipca 1942 r. Zakazywał on używania nazwy "partyzanci" i nakazywał zastąpienie jej nazwą "bandyci" (AIPN, Kolekcja fotokopii DC, sygn. 547). Rozkaz ten miał szczególne znaczenie przy traceniu w KL Warschau członków ruchu oporu oraz żołnierzy AK w czasie Powstania Warszawskiego, którym odmówiono uznania za kombatantów.

    4. Rozkaz Himmlera z 16 lutego 1943 r.

    Był skierowany do wyższego dowódcy SS i policji w Generalnej Guberni SS-Obergruppenfuhrera Krugera. Dotyczył dalszej rozbudowy KL Warschau i przeniesienia go także do dzielnicy getta: "Ze względu na bezpieczeństwo zarządzam, aby getto warszawskie po przeniesieniu tu obozu koncentracyjnego zostało zburzone (...). Zburzenie getta i zainstalowanie Obozu Koncentracyjnego jest konieczne, gdyż inaczej nigdy nie osiągniemy spokoju w Warszawie, a działalność przestępcza nie będzie wykorzeniona, jak długo będzie istniało getto (...). W każdym razie należy spowodować, aby miejsce zamieszkania 500 000 podludzi, które nigdy nie będzie nadawało się dla Niemców, znikło z horyzontu i aby obszar miasta Warszawy z jego milionem mieszkańców, będący zawsze niebezpiecznym centrum destrukcji i powstania, został zredukowany w wielkości" (Dokument Norymberski NO - 2494). W rozkazie tym Himmler wyznaczył do wykonania przez KL Warschau dwa zadania: kompletne wyburzenie resztek warszawskiego getta oraz zmniejszenie obszaru miasta Warszawy i liczby jej mieszkańców do 500 tys. Według spisu ludności na dzień 31 marca 1943 r. Warszawa liczyła l 005 tys. mieszkańców, w tym około 60 tys. Żydów- rejestrowanych i nie rejestrowanych łącznie (AAN, Delegatura Rządu na Kraj, sygn. 203/III/8; E. Ringelblum. Kronika Getta Warszawskiego). W tym stanie plan zmniejszenia milionowego wówczas miasta Warszawy do 500 tys. nie mógł dotyczyć wyłącznie Żydów, skoro po wielkich deportacjach do Treblinki i innych miejsc zagłady przebywało ich w Warszawie (w Rest-Ghetto - w getcie szczątkowym) już tylko około 60 tys. Tym razem był to plan eksterminacji polskiej populacji Warszawy. Rozkaz Himmlera z 16 lutego 1943 r. wyraźnie koresponduje z wcześniej wymienionym Planem Pabsta.

    5. Rozkaz Himmlera z czerwca 1943 r. Nakazywał przekształcenie więzienia Pawiak przy ul. Dzielnej w byłym warszawskim getcie w obóz koncentracyjny. Rozkaz został skierowany do: "Szefa Głównego Urzędu Gospodarki i Administracji SS (WVHA), Szefa Sicherheitspolizei i SD, Wyższego Dowódcy SS i Policji na Wschód oraz Dowódcy SS i Policji w Warszawie". Według tego rozkazu przy pomocy więźniów należy zebrać i zachować miliony kamienia budowlanego, odpadki żelaza i inne materiały z byłego getta. Dzielnica getta ma być całkowicie zrównana z ziemią. Po zakończeniu tych prac należy nanieść ziemi i założyć duży park.

    6. Meldunek Obergruppenfuhrera generała Waffen-SS Oswalda Pohla z 23 lipca 1943 r.

    Zawiadamia Himmlera o wykonaniu rozkazu z czerwca 1943 r. i urządzeniu w byłym getcie obozu koncentracyjnego. Miał on dwa Lagry: jeden wzdłuż ul. Gęsiej uruchomiony 19 lipca 1943 r., drugi przy ul. Bonifraterskiej uruchomiony 15 sierpnia 1943 r. (Dokument Norymberski NO - 2516, NO -2496).

    7. Zarządzenie administracyjne dla władz policyjnych dystryktów, starostw i dla miejscowych władz policyjnych w Generalnym Gubernatorstwie z dnia 8 lipca 1943 r.

    Zarządzenie podpisane zostało przez Sekretarza Stanu Josefa Buhlera i wyższego dowódcę SS i policji Friedricha Wilhelma Krugera. Zarządzeniem tym postanowiono, że, odmiennie niż we wszystkich dystryktach Generalnej Guberni, policja niemiecka w Warszawie wydzielona została ze struktur administracji cywilnej gubernatora w autonomiczną strukturę policyjną pod kierownictwem dowódcy SS i policji w Warszawie, której opracowywane zadania i przeprowadzane działania nie podlegały kontroli ze strony gubernatora. Dyrektyw w zakresie działania mógł udzielać policji w Warszawie jedynie wyższy dowódca SS i policji oraz Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (Dziennik Rozporządzeń dla Generalnego Gubernatorstwa Nr 52, z 15 lipca 1943 r.). W takim trybie policja niemiecka w Warszawie otrzymała pełnomocnictwa wyjątkowe, dające jej uprawnienia de facto do nieograniczonego działania w stolicy Polski. Będzie ona miała kolosalny wpływ na sytuację w KL Warschau, na losy jego więźniów, zwłaszcza po wydanym tydzień później (16 lipca 1943 r.) rozkazie Rudolfa Franza Ferdinanda Hossa, SS-Obersturmbannfuhrera, którym ustalono siedzibę urzędowania komendanta obozu w siedzibie urzędowania dowódcy SS i policji w Warszawie.

    8. Rozkaz garnizonowy Hossa Nr 26/43) z dnia 16 lipca 1943 r.

    Rozkaz podpisał dowódca garnizonu SS Hoss, SS-Obersturmbannfuhrer. W rozkazie tym w punkcie 9. Hoss powiadamia odnośne organy policji państwowej, SS i SD, że na rozkaz Reichsfuhrera, szefa policji niemieckiej, utworzony został Konzentrationslager Warschau, którego adres brzmi: "Komendantura Konzentrationslager Warschau w Warszawie poprzez Dowódcę SS i Policji Dystryktu Warszawa w Warszawie". Telefaksy i telefony będą odbierane również najpierw przez szefa SS i policji Dystryktu Warszawa. Zaznaczono, że Konzentrationslager Warschau nie będzie obozem przesyłkowym. Dlaczego doszło do takiego rozkazu? W Warszawie znajdowała się centrala niepodległościowej konspiracji, tu też funkcjonowało Podziemne Państwo Polskie. W tej sytuacji Komendantura obozu nie była w stanie sama realizować zaplanowanej eksterminacji miasta. Konieczna była pomoc miejscowej policji, która wyposażona w pełnomocnictwa wyjątkowe, miała możliwość przeprowadzać przy pomocy swoich formacji militarnych wszelkie akcje na mieście, w tym łapanki ludzi, których dostarczała do obozu. Wyznaczając siedzibę urzędowania komendanta KL Warschau w siedzibie urzędowania dowódcy SS i policji, doprowadzono do połączenia działań formacji obozowych z formacjami policyjnymi pozostającymi w strukturze dowódcy SS i policji, co zapewniło temuż dowódcy pełną kontrolę nad urzędowaniem komendanta obozu oraz działaniem całego obozu, a w szczególności nad wykonywaniem jego ludobójczych funkcji.

    CHARAKTER OBOZU

    Obóz Koncentracyjny w Warszawie, w oryginalnej terminologii niemieckiej i norymberskiej: Konzentrationslager Warschau (w skrócie: KL Warschau), założony na rozkaz Himmlera, był obozem koncentracyjnym głównym i jako taki występuje w aktach IV Procesu Norymberskiego oraz na alianckiej liście hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Ostatnio Niemcy opublikowali mapę obozów koncentracyjnych głównych na terenie Rzeszy i w krajach okupowanych. Jest ich 23. Wśród nich znajduje się KL Warschau. Ponadto na charakter i miejsce KL Warschau wskazuje jego traktowanie przez najwyższe organy Rzeszy oraz zadania, jakie mu wyznaczono.

    - KL Warschau od chwili jego utworzenia został podwójnie podporządkowany:

    a) przede wszystkim Głównemu Urzędowi Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA), tj. policji i SS

    b) Głównemu Urzędowi Gospodarki i Administracji SS (WVHA)

    - Konzentrationslager Warschau miał wyznaczone dwojakie funkcje:

    a) funkcje gospodarcze, tj. rozbiórkę zrujnowanej zabudowy byłego getta oraz rozbudowę z odzyskanych materiałów obiektów KL Warschau. W pzyszłości na terenie zniwelowanego getta miał być urządzony duży park dla SS.

    b) funkcje l u d o b ó j c z e, tj. zaprogramowane zmniejszenie liczby mieszkaców Warszawy do 500 tys. I to był jego cel główny o charakterze strategicznym, bo według niemieckich planów Warszawa jako stolica Polski miała być zniesiona.

    Stąd właśnie zastrzeżenie Himmlera, przekazane w wymienionym wyżej rozkazie przez Rudolfa F.F.Hossa, że KL Warschau nie będzie obozem przesyłkowym, bowiem miał on wyznaczone do wykonania na miejscu ludobójcze zadanie.

    KONZENTRATIONSLAGER WARSCHAU -STRUKTURA I OKRES DZIAŁANIA

    Do urzeczywistnienia zaprogramowanej eksterminacji miasta konieczny był zorganizowany system zagłady. I taki system stworzono. Powstały Konzentrationslager Warschau w swej strukturze posiadał pięć Lagrów, był wyposażony w urządzenia masowego zabijania, tj. komory gazowe i krematoria, a ludobójczy plan wykonywały w nim współdziałające ze sobą formacje policyjno-obozowe, w tym także ukraińskie i łotewskie. Lagry KL Warschau rozlokowano w trzech dzielnicach Warszawy:

    - w Warszawie na osiedlu Koło, za miejscowym laskiem, stworzono jeden Lager

    - w Warszawie Zachodniej za Dworcem PKP powstały dwa Lagry

    - na terenie zlikwidowanego getta utworzono dwa Lagry: wzdłuż ul. Gęsiej i przy ul. Bonifraterskiej.

    Wymienione Lagry rozbudowywano i uruchamiano sukcesywnie, przy czym wszystkie zostały połączone między sobą bezpośrednią obwodnicą kolejową, tworząc zwarty kompleks organizacyjny i funkcjonalny pod jedną Komendanturą. KL Warschau działał przez dwa lata: od października 1942 r., tj. od głównej likwidacji getta, do sierpnia 1944 r., tj. do Powstania Warszawskiego, kiedy to obóz został ewakuowany.

    LAGER NA KOLE

    Najwcześniej powstał obóz w osiedlu Warszawa-Koło. Stało się to już na przełomie 1939/1940, tj. w tym samym czasie, kiedy opracowano Plan Pabsta dotyczący likwidacji Warszawy jako stolicy Polski. Lager na Kole był położony w sprzyjających dla utajnienia warunkach naturalnych. Wybudowany został na terenie niezasiedlonym za miejscowym laskiem, w bezpośrednim sąsiedztwie strzeżonych niemieckich zakładów zbrojeniowych w Forcie Bema, za którymi nieco dalej znajdowało się niemieckie lotnisko Bemowo. Lager na Kole nie od razu był obozem koncentracyjnym. Najpierw, podobnie jak Majdanek, pełnił funkcje obozu jenieckiego (Kriegsgefangenenlager), w którym internowano część oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego z kampanii wrześniowej. Przebywający w Lagrze wojskowi byli zmuszeni pracować przy wznoszeniu urządzeń fortyfikacyjnych, w hangarach oraz przy budowie licznych na tym terenie bunkrów i schronów. Z dyrektyw Himmlera z 9 października 1942 r. wynika, iż już na podstawie wcześniejszego rozkazu Lager na Kole przekształcony został w obóz koncentracyjny. Po przekształceniu obozu w koncentracyjny więziono w nim głównie cywilnych mieszkańców Warszawy. Ze zdjęć lotniczych wykonanych nad Warszawą w 1947 r., przekazanych dla śledztwa przez Sztab Generalny Wojska Polskiego, wynika, że Lager na Kole zajmował powierzchnię ponad 20 ha, na której stało 55 baraków. W głębi lasku, gdzie były rozlokowane baraki dla więźniów, usytuowano obiekt, widoczny na wymienionych zdjęciach, w kształcie dużej litery "T". Po obiekcie tym zachowały się do dnia dzisiejszego fundamenty, na podstawie których można było odtworzyć prawdopodobną całość tego "obiektu śmierci" (Szczegółowy opis znajduje się w "Protokole sądowych oględzin z 9 i 12 X 1990 r." oraz na szkicach kartograficznych terenu obozu i tego obiektu, zamieszczonych w rozdziale: "Wykaz dokumentów".). Był on wieloczęściowy i miał obok budynki towarzyszące. W zachowanej konstrukcji budowli biegły stwierdził wybetonowany ścianami prostokątny dół o wymiarach 5 x 12 m oraz wewnątrz budowli obudowany ścianami cementowymi wykop pod piecowisko. Do obiektu tego, jak podawali świadkowie, Niemcy doprowadzali wewnętrznymi drogami leśnymi więźniów z Lagru, nieraz także i osoby z zewnątrz, i w tym obiekcie ich "likwidowali" (świadkowie: A. Satora, Z. Augustyniak). W 1942 r. dowódca SS i policji w Dystrykcie Warszawskim na interwencję Wehrmachtu domagającego się aresztowań zakładników, by przeciwdziałać sabotażom w przemyśle zbrojeniowym, stwierdził, że to nie ma sensu, bo i tak odbywają się egzekucje (APW, Amt des Distrikts Warschau, sygn. 883). W dniu 27 września 1943 r. na konferencji policyjnej, dotyczącej stanu bezpieczeństwa w Generalnej Guberni, SS-Oberfuhrer Walther Bierkamp stwierdził, że w Warszawie ukrywa się 25 tys. byłych polskich oficerów, których należy uznać za członków grup terrorystycznych i rozstrzelać. Więźniowie Lagru na Kole likwidowani byli nie tylko w miejscowym "obiekcie śmierci". Świadek Maria Cygan i świadek Marian Cygan, którzy w czasie okupacji zamieszkiwali na Kole, podali, że "Niemcy wywozili więźniów z baraków ciężarowymi samochodami "budami". Ludzie ci znikali i nie wiadomo, co Niemcy z nimi robili. Po dwóch, trzech dniach opróżnione baraki Niemcy zapełniali nowymi transportami więźniów, którzy następnie również byli wywożeni i bez śladu znikali. I to się powtarzało". Wbrew twierdzeniom niektórych polemistów, nie mogły to być wywózki na roboty przymusowe, gdyż takowe nie odbywały się przecież "co dwa, trzy dni"! Mogło to dotyczyć jedynie części z nich. Świadek naoczny Adela K., która w czasie okupacji zamieszkiwała w Warszawie Zachodniej w odległości około 300 m od tamtejszego tunelu w ciągu ul. Bema, zeznała, że "samochody niemieckie, zakryte, wyglądające jak wojskowe, prowadzone przez SS-manów, 3-4 razy w tygodniu wjeżdżały od strony Woli (Koło leży w dzielnicy Wola - MT) do tunelu, w którym Niemcy urządzili kaźń, w której gazowali ludzi". Lager na Kole był pierwszym obozem, jaki realizował Plan Pabsta, przewidujący zmniejszenie obszaru miasta Warszawy i jej mieszkańców do 500 tys. Zbudowany w pierwszych miesiącach okupacji, działał zbrodniczo aż do Powstania Warszawskiego.

    LAGRY W WARSZAWIE ZACHODNIEJ

    Jesienią 1942 r. Niemcy przystąpili do budowy dwóch Lagrów w Warszawie Zachodniej, w okolicach Dworca Kolejowego. W meldunku Delegatury Rządu Rzeczypospolitej na Kraj z 3 grudnia 1942 r. czytamy: "Na terenach przyłączonych ostatnio do Obozu przebywa 10 tysięcy Żydów z Grecji. Są oni zatrudnieni przy budowie powstającego Obozu dla Polaków mającego pomieścić około 40 tys. osób" (AAN, Delegatura RP na Kraj, sygn. 202/II-44). Większość baraków została wybudowana już do grudnia 1942 r. i bezpośrednio oddana do użytku. Całkowite zakończenie budowy obydwu Lagrów nastąpiło na przełomie 1942/1943. Formalne stwierdzenie uruchomienia nastąpiło w Zarządzeniu wykonawczym Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy z 16 marca 1943 r. Teren obozowy rozciągał się po obu stronach tunelu w ciągu ul. Bema. Jeden z Lagrów ("Lager II") rozmieszczony był na powierzchni około 30 ha, pomiędzy ulicami: Mszczonowską, Armatnią i Bema. Posiadał on 20 baraków. Po przeciwnej stronie tunelu przy ul. Skalmierzyckiej, w okolicy gdzie obecnie znajduje się Dworzec PKS, usytuowano następny Lager ("Lager III"). Zajmował on powierzchnię około 20 ha, na jakiej znajdowało się 12 baraków dla więźniów. Obydwa Lagry ogrodzone były drutem kolczastym w dwóch rzędach; zasiek miał wysokość 3 m. Przy ogrodzeniach umieszczono wieże strażnicze obsadzone przez SS-manów. Ponadto pomiędzy ogrodzeniami chodzili SS-mani z psami (zeznania świadków, pracowników służb kolejowych, m.in. Feliksa Jedynaka - maszynisty, i Antoniego Walczaka - kierownika pociągu gospodarczego). Istnienie terenów obozowych w Warszawie Zachodniej potwierdzone zostało zdjęciami lotniczymi WP, wykonanymi nad Warszawą w 1945 r. W opisie kartograficznym tych zdjęć, opracowanym w Urzędzie Geodezji i Kartografii w Warszawie, stwierdzono, że "Lager II" położony był w odległości około 25 m od tunelu w ciągu ul. Bema. Posiadał bramy wjazdowe od ul. Armatniej i bramę główną od ul. Bema. Także "Lager III" posiadał bramę główną wychodzącą na tunel przy ul. Bema. Takie usytuowanie obu Lagrów po obu stronach tunelu nic było przypadkowe juk się później okaże, w tunelu znajdowały się komory gazowe, w których tracono więźniów. Na zdjęciach są widoczne murów otaczających "Lager II". Lagry w Warszawie Zachodniej były połączone obwodnicą i bocznicą kolejową z Lagrami w getcie.

    LAGRY NA TERENIE BYŁEGO GETTA

    Polecenie przeniesienia obozu koncentracyjnego także na teren getta warszawskiego zawarte było już w rozkazie Himmlera z 16 lutego 1943 r. Wykonując ten rozkaz, bezpośrednio po zdławieniu powstania w getcie w kwietniu 1943 r. przystąpiono do urządzania obozu koncentracyjnego w części dawnego więzienia wojskowego przy ul. Gęsiej, gdzie od jesieni 1942 r. mieścił się już tzw. wychowawczy obóz pracy. Funkcjonowanie obozu koncentracyjnego w byłym getcie od wiosny 1943 r. relacjonują liczni więźniowie Pawiaka, jacy od maja 1943 r. byli przetransportowywani do obozu pracy i zatrudniani m.in. na terenie obozu koncentracyjnego. Potwierdza to także Felicjan Loth, który był lekarzem więziennym na Pawiaku i w nowo powstałym obozie koncentracyjnym (Zob. Pamiętniki lekarzy - Obóz na Gęsiej, Warszawa 1964). Jednak pomieszczenia dawnego więzienia wojskowego na potrzeby obozu koncentracyjnego okazały się niewystarczające. Wobec tego włączono do niego więzienie Pawiak, rozbudowując jednocześnie nowe obiekty i baraki obozowe. Świadek Henryk Wasser wspomina: "(...) po 19 kwietnia 1943 r. przebudowano i zabudowano bloki i place na omawianym odcinku ul. Gęsiej, tak że wszystkie budynki stanowiły jeden wielki kompleks obozu koncentracyjnego 'Gęsiówka' ". Dowódca SS i policji w Dystrykcie Warszawskim, SS-Brigadefuhrer Jurgen Stroop, w raporcie z 16 maja 1943 r. o ostatecznej likwidacji powstania w getcie warszawskim zaproponował przekształcenie więzienia Pawiak przy ul. Dzielnej w tym getcie w obóz koncentracyjny. W niecały miesiąc po tym w dniu 11 czerwca 1943 r. Himmler skierował rozkaz do Szefa Głównego Urzędu Gospodarki i Administracji SS Oswalda Pohla polecający przekształcenie więzienia Pawiak w obóz koncentracyjny. Rozkaz został wykonany. Pohl w meldunku z 23 lipca 1943 r. zawiadomił Himmlera o utworzeniu w byłym getcie nowego obozu koncentracyjnego. Utworzono dwa Lagry:

    - jeden Lager zbudowano pomiędzy ulicami: Wołyńską, Ostrowską, Glinianą i Zamenhofa wzdłuż ul. Gęsiej. Rozpoczął on funkcjonowanie z dniem 19 lipca 1943 r.

    - drugi Lager zainstalowano przy ul. Bonifraterskiej. Uruchomiono go z dniem 15 sierpnia 1943 r.

    Po tej dacie w dalszym ciągu trwała rozbudowa obiektów obozowych. Technicznym budowniczym obozu w byłym getcie był SS-Gruppenfuhrer inżynier Kammler z Głównego Urzędu Gospodarki i Administracji SS. Z raportów opracowywanych przez niego i przekazywanych przez Obergruppenfuhrera Oswalda Pohla do sztabu Himmlera, w sprawie prac rozbiórkowych byłego getta i budowy obozu, wiadomo, że pod obóz w getcie przeznaczono teren o powierzchni 50 ha. Siłę fizyczną przy budowie obozu stanowili więźniowie obcokrajowcy (w tym Żydzi), dostarczeni przez Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS z obozów koncentracyjnych spoza Warszawy. W opisie kartograficznym opracowanym przez Przedsiębiorstwo Geodezyjno-Kartograficzne w Warszawie na podstawie zdjęć lotniczych wykonanych w 1945 r. stwierdzono, że na terenie części zamkniętego getta zbudowano tzw. "obóz ś c i s ł y". "Obóz ścisły" został otoczony murem z umieszczonymi nad nim wieżami strażniczymi. Mury okalające obóz zostały w górnej części ogrodzone drutem kolczastym umocowanym na izolatorach. Z uwagi na to, że w obozie poza Polakami znajdowały się inne narodowości na murach zamieszczone były tablice ostrzegawcze w języku polskim, francuskim, greckim, węgierskim (zeznania świadków: Józefa Marchela, Tadeusza Trepki, Henryka Łagodzkiego i innych). Na "Szkicu orientacyjnym terenu Obozu Koncentracyjnego przy ul. Gęsiej w Warszawie z 20 maja 1946 r.", sporządzonym przez V Komisariat Milicji Obywatelskiej w Warszawie dla Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie, utrwalono istniejące jeszcze wówczas 24 baraki obozowe. Strażacy polscy, wykonując przed Powstaniem Warszawskim ćwiczenia rutynowe na dachu fabryki Pfeufra przy ul. Glinianej naprzeciwko zabudowań obozowych, sporządzili zdjęcia tych baraków. "Obóz ścisły" posiadał bramy:

    - przy ul. Zamenhofa 19

    - przy ul. Gęsiej 24

    - przy ul. Okopowej z wylotem na miejsce straceń na boisku "Skry"

    - przy ul. Glinianej przy torowisku obozowej kolejki wąskotorowej

    - wjazdową do podobozu dla Żydów od strony ul. Nowolipki 29

    - wjazdowe do więzienia Pawiak przy ul. Dzielnej i przy ul. Pawiej.

    Poza dwoma Lagrami przy ul. Gęsiej i przy ul. Bonifraterskiej do obozu koncentracyjnego w getcie wchodziły:

    a) Więzienie Pawiak przy ul. Dzielnej w getcie, włączone do KL Warschau wymienionym rozkazem Himmlera źli czerwca 1943 r. Po włączeniu więzienia Pawiak do KL Warschau "codzienne egzekucje więźniów Pawiaka przeprowadzane są w Obozie przy ul. Gęsiej. Zwłoki palone są na podwórzu od strony ul. Zamenhofa 19" (AAN, sygn. 202/III, t. 7, "Informacja Bieżąca" nr 26/99, z dnia 7 VII 1943 r. oraz zeznania świadków: St. Kociecki, Ewa Królikiewiczowa, Stefan Konopka, Tadeusz Trepka i inni).

    b) Podobóz dla Żydów między ulicami Nowolipie i Nowolipia Zakwaterowani w nim byli więźniowie cudzoziemcy (Żydzi i inne narodowości), przywiezieni z innych obozów koncentracyjnych jako siła robocza do budowy KL Warschau. Istnienie podobozu dla Żydów zostało stwierdzone już w śledztwie w sprawie L. Hahna, w aktach którego znajduje się dokładny szkic tego podobozu. Potwierdzili je także więźniowie L. Piekarski, H. Świątkiewicz i technik budowlany M. Bielewicz.

    c) Dawne więzienie wojskowe przy ul. Gęsiej róg Zamenhofa. Od jesieni 1942 r. w części tego więzienia był umieszczony tzw. wychowawczy obóz pracy policji bezpieczeństwa. Od nazwy ul. Gęsiej, przy której był położony, nazywano go "Gęsiówką". Urzędowa nazwa niemiecka brzmiała: "Arbeitserziehungslager der Sicherheitspolizei Warschau". Na przełomie listopada i grudnia 1943 r. obóz pracy został przeniesiony na ul. Litewską, a jego pomieszczenia w całości wraz z nazwą "Gęsiówką" przejął "ścisły obóz" koncentracyjny, co będzie powodem częstego mylenia obu tych obozów (Dokument niemiecki: "Geschaftsverteilungsplan der Abteilung u. Recht Kommandeur der Sicherheitspolizei und des SD-KdSW" z 15 X 1942 n).

    KONZENTRATIONSIAGER WARSCHAU - FUNKCJONOWANIE KOMPLEKSU

    Fakt, że KL Warschau nie składał się tylko z Lagru w byłym getcie (jak sugerują niektórzy), lecz że był strukturą wielolagrową i wieloobiektową, potwierdzają zgodnie źródła polskie i niemieckie. W sprawozdaniu z dnia 20 lipca 1945 r. Sekretarz Komisji dla Zbadania Zbrodni Niemieckich Bronisław Świderski stwierdził, że "obóz zagłady "Gęsiówka" stanowił jeden z kilku obozów zagłady znajdujących się w Warszawie". Także Centrala w Ludwigsburgu w odezwie z 1973 r. podała, że KL Warschau składał się z dwóch kompleksów obozowych pod jedną Komendanturą: "starego kompleksu obozowego i nowego kompleksu obozowego". Jak wskazuje chronologia tworzenia poszczególnych Lagrów, "stary kompleks obozowy" stanowił Lager na Kole i Lagry w Warszawie Zachodniej, które zostały uruchomione w tym samym okresie jesienią 1942 r., zaś "nowy kompleks obozowy" stanowiły Lagry w byłym getcie, uruchomione latem 1943 r. Pomiędzy dwoma Lagrami w Warszawie Zachodniej w tunelu w ciągu ul. Bema działały komory gazowe. Na terenie Lagru w getcie działały krematoria do spalania zwłok zamordowanych więźniów. Cały kompleks obozowy KL Warschau połączony był ze sobą bezpośrednią obwodnicą kolejową. Do obozu koncentracyjnego doprowadzono bocznicę kolejową, prowadzącą od obwodnicy kolejowej z dworca w Warszawie Zachodniej do Dworca Gdańskiego. Odczyt zdjęć lotniczych oraz plan kompleksu KL Warschau wykazały, że obwodnica wychodziła z terenu Lagru w getcie od ul. Stawki, gdzie było rozgałęzienie bocznicy, do Lagru na Kole i do Lagrów w Warszawie Zachodniej. Przy Warszawie Zachodniej obwodnica wjeżdżała wprost nad tunele mieszczące komory gazowe. Wjazd kolejowy do "Lagru II" prowadził od ul. Mszczonowskiej, natomiast "Lager III" sąsiadował z bocznicą kolejową od strony stacji kolejowej Warszawa Zachodnia. Na terenie Lagru w getcie od torowiska przy ul. Stawki biegły tory w pobliżu "obozu ścisłego". Przecinając ul. Gęsią, prowadziły w kierunku Pawiaka. W śledztwie nie udało się ustalić, ile przez te przeszło ogółem więźniów w trybie rotacyjnym, bowiem transporty z łapanek do obozu były tak częste i tak liczne, że organizacje konspiracyjne przestały je rejestrować. Świadek Józef Maszewski, który pracując jako toromistrz w Warszawie Zachodniej, widział osobiście transporty eskortowane przez Niemów do obozu, zeznał, że transporty takie odbywały się po kilka razy w tygodniu przez cały okres od powstania w getcie do Powstania Warszawskiego. Nie udało się ustalić dokładnie, ilu więźniów ogółem przeszło przez KL Warschau, ale ujawniona została skala tego zjawiska, które jeszcze szerzej ukazują tzw. "transporty niewiadome".

    ZALUDNIENIE KL WARSCHAU

    Zaludnienie w Lagrze na Kole

    Zdjęcia lotnicze Wojska Polskiego z 1947 r. wykazały na terenie Lagru na Kole fundamenty po rozebranych 55 barakach, które mieszcząc po 200 więźniów każdy, mogły pomieścić łącznie do 11 tyś. więźniów jednorazowo. Świadek Zbigniew Augustyniak, płk WP, który opracowywał reprodukcje zdjęć dla śledztwa, w czasie okupacji przechodził wielokrotnie koło Lagru na Kole. Widywał jego obiekty i więźniów. Byli to głównie cywilni Polacy. Jednak z uwagi na to, że Lager na Kole był pierwotnie obozem jenieckim dla żołnierzy i oficerów WP z kampanii wrześniowej, po przekształceniu go w 1942 r. w obóz koncentracyjny w dalszym ciągu częściowo przebywali w nim obok cywilnych więźniów "niewolnicy w mundurach", zmuszani przez Niemców do prac przy fortyfikacjach. Po wybuchu w 1941 r. wojny niemiecko-bolszewickiej w Lagrze tym przebywali także okresowo Białorusini, przywożeni przez Niemców z nadgranicznych terenów wschodniej Polski. Ludności żydowskiej w Lagrze na Kole w zasadzie nie było, ponieważ rozkaz Himmlera (omówiony wcześniej) z 9 października 1942 r., dotyczący zgrupowania rzemieślników żydowskich z getta warszawskiego w KL Warschau, nie został wykonany. Pozostali oni nadal na miejscu w warszawskim getcie. A w Lagrze umieszczano w dalszym ciągu mieszkańców Warszawy (świadkowie: Alojzy Satora, Mada i Marian Cyganowie).

    Zaludnienie Lagrów w Warszawie Zachodniej

    Na podstawie zdjęć lotniczych terenów obozowych i ich odczytu w Urzędzie Geodezji i Kartografii, a także zeznań świadków wiadomo, że Lagry w Warszawie Zachodniej składały się z 32 baraków ("Lager II" 20 baraków, "Lager III" 12 baraków). Wszystkie baraki liczyły co najmniej po 600 miejsc, z wyjątkiem czterech baraków mniejszych po 300 miejsc, które mieściły łącznie jednorazowo nie mniej jak 18 tys. więźniów. Byli to więźniowie polscy i greccy, wśród nich Żydzi greccy. Zamiast planowanych 10 tys. cudzoziemców przybyło ich do Warszawy 3 tys., dostarczonych przez Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS do budowy obozu. Było to jesienią 1942 r. Po zakończeniu budowy Lagrów więźniowie byli dowożeni do pracy: do Fabryki Karabinów w Warszawie przy ul. Dworskiej (zw. "Gerlach") oraz do Fabryki Philipsa w Warszawie przy ul. Karolkowej. Pracowali też przy rozładunku wagonów. Świadek Jerzy Wojciech Lipka, profesor Politechniki Warszawskiej, który w czasie okupacji pracował przymusowo w Fabryce Karabinów przy ul. Dworskiej, podał, że na przełomie zimy i wiosny 1943 r. przez ponad tydzień dowożono na teren tej fabryki grupę kilkudziesięciu więźniów w pasiakach. Według rozeznania przyfabrycznej organizacji "Sierp i Młot", do jakiej świadek należał, więźniowie ci byli pochodzenia greckiego i dowożono ich z obozu koncentracyjnego w Warszawie Zachodniej. Niemcy zatrudniali ich przy wyładowywaniu koksu i węgla na wewnętrznym terenie fabryki przy kolejkowej rampie fabrycznej, której tory podłączone były do torów bocznicy obozowej. Świadek Feliks Jedynak, maszynista kolejowy, zeznał: "Przejeżdżając koło Obozu, widywałem więźniów na apelach. Byli oni ubrani po cywilnemu, a część z gwiazdą na rękawach. Czasem dochodziły od więźniów głosy proszące o chleb czy coś do jedzenia w języku polskim. Były też głosy podające adresy zamieszkania rodzin w Warszawie. Bywało, że więźniów doprowadzano do rozładunku wagonów. Wtedy można było bezpośrednio porozumieć się. Więźniowie wtedy prosili o powiadomienie rodzin na Woli czy w innej dzielnicy, gdyż byli wśród nich wzięci w łapankach i rodziny nie mogły wiedzieć, gdzie się znajdują. Ale wśród więźniów polskich, którzy stanowili podstawową masę w tych obozach, znajdowali się też częściowo Żydzi i cudzoziemcy z południowej Europy. Cudzoziemcy ci byli nieliczni. Natomiast więźniowie Żydzi byli tylko w pierwszym okresie Obozu, a później już ich w Obozach w Warszawie Zachodniej nie było". Od wiosny 1943 r. w Lagrach w Warszawie Zachodniej przebywali w zasadzie tylko Polacy, w większości z łapanek ulicznych w Warszawie. Świadek Józef Maszewski, toromistrz kolejowy, którego terenem pracy w czasie okupacji była Warszawa Zachodnia, zeznał: "Torowiska kolei osobowej przebiegały nad tunelem. Tory towarowe przebiegały obok tunelu. (...) przy ul. Armatniej znajdowały się baraki (...) w odległości ok. 200-250 m od tunelu przy ul. Bema. Widziałem, do baraków więźniowie byli przypędzani pieszo i dowożeni samochodami. Transporty dowozili umundurowani i uzbrojeni Niemcy. Transporty widziałem w okresie między Powstaniem w Getcie a Powstaniem Warszawskim. Transporty takie odbywały się kilka razy w tygodniu (podkr. - MT)". Tak, systematyczne, cotygodniowe transporty coraz to nowych więź-w zapewniały w trybie rotacyjnym pełne zaludnienie Lagrów opróżnionych po wcześniejszych transportach, zapewniały utrzymywanie odpowiednich kontyngentów ludzkich dla wykonywania planów eksterminacji miasta.

    Zaludnienie Lagrów w byłym getcie

    Jak ustalono w odczycie kartograficznym zdjęć lotniczych z 1945 r. oraz na policyjnym szkicu (z natury) obozu koncentracyjnego przy ul. Gęsiej z maja 1946 r., posiadał on 24 baraki, wszystkie liczące po 600 miejsc, z wyjątkiem 6 baraków o pojemności 200 miejsc. Łącznie mogły one pomieścić do 12 tys.więźniów. Więźniami jego byli Polacy oraz cudzoziemcy z krajów południowej Europy: Grecy, Włosi, Węgrzy, Rumuni i Żydzi oraz 300 Niemców, pełniących według świadków) funkcje kapo. Więźniowie cudzoziemcy pochodzili z innych obozów koncentracyjnych (Buchenwald, Oświęcim), zostali odtransportowani do Warszawy przez Główny Urząd Gospodarki i Administracji SS dla z góry określonego celu: do prac wyburzeniowych zlikwidowanego getta oraz do budowy na jego terenie obozu koncentracyjnego. Więźniowie cudzoziemcy przeznaczeni do wykonania tego zadania zostali zakwaterowani w wydzielonym podobozie dla Żydów. Inżynier Kammler w raporcie-sprawozdaniu z dnia 29 października 1943 r. wymienia liczbę zatrudnionych: 1500 więźniów. W sprawozdaniu-raporcie z dnia 19 lutego 1944 r. określa liczbę zatrudnionych na 2040. Z raportu z dnia 19 kwietnia 1944 r. wynika, że przy budowie obozu zatrudnionych było 5 tys. więźniów. W raporcie tym w punkcie 5. podano:

    "Budowa K.L.

    Odcinek budowy I jest w 95% wykonany.

    Odcinek budowy II jest w 60% wykonany.

    Z budowy odcinka III zrezygnowano, gdyż zamiast 10.000 więźniów- zostało zaangażowanych 5.000 (...)".

    I to jest największa liczba więźniów cudzoziemców, jaką inż. Kammler podaje przy prowadzonych przez niego pracach. Również z zeznań świadków nie wynika, aby była ona inna. Świadek Józef Marchel przebywał w obozie pracy "Gęsiówka" od 8 maja 1943 r. do 25 sierpnia 1943 r. i osobiście widział kilka transportów przywiezionych do obozu koncentracyjnego. Każdy transport liczył co najmniej 500 osób. Byli wśród nich więźniowie z innych obozów ubrani już w pasiaki oraz osoby cywilne złapane w Warszawie. Transporty ludzi dowożone do obozu koncentracyjnego były wprowadzane tą samą bramą co i jego grupa, a brama znajdowała się 30 m od baraku, w którym mieszkał. Transporty te wprowadzano następnie w głąb obozu koncentracyjnego. Więźniowie cudzoziemcy z krajów południowej Europy w surowszym klimacie polskim oraz na skutek głodu, chorób i epidemii, a także ciężkiej pracy w obozie licznie wymierali. Polacy zajmowali w obozie w getcie około 7 tys. miejsc, przez które przechodziły w trybie rotacyjnym coraz to nowe grupy i transporty, tak samo jak w Warszawie Zachodniej. Skąd pochodzili więźniowie polscy osadzani w obozie koncentracyjnym w byłym getcie? Odpowiedź na to pytanie dają dokumenty konspiracji, m.in. S1KL.W. z 26 X 1943 r. i St.K.W. z 5 XI 1943 r. (AAN, sygn. 202/1I-17): "W dniach 13 i 14 października 1943 r. rozpoczęły się masowe łapanki uliczne, które po okresowej przerwie rozpoczęły się znów dnia 19-go i trwają bez przerwy do dnia dzisiejszego". "Ludzie z łapanek byli przewożeni częściowo na Pawiak, a w większości wypadków na ul. Gęsią 24. Na Pawiaku było przepełnienie do tego stopnia, że ludzie siedzieli na podwórzu pomiędzy budynkami i w korytarzach Pawiaka (z podniesionymi do góry rękami). Na ul. Gęsiej są wybudowane przez Żydów drewniane baraki i tam osadzają złapanych ludzi (podkr. - MT). Tak samo jak w Warszawie Zachodniej". Zeznawali też na ten temat więźniowie, wśród nich świadek Zdzisław Siemaszko. Zatrzymany w marcu 1943 r. na terenie getta i osadzony w Befehlstelle przy ul. Żelaznej 106, po dwóch tygodniach wraz z grupą około 27 Polaków został przetransportowany do obozu pracy na "Gęsiówce". Przebywał od 2 lub 3 kwietnia 1943 r. w celi dawnego więzienia wojskowego. Na całym korytarzu były cele z Polakami. Do czasu powstania w getcie na parterze przebywali Żydzi. Po powstaniu i likwidacji getta Niemcy zwozili do obozu koncentracyjnego ludność z łapanek oraz więźniów Pawiaka. Osadzano ich w celach dawnego więzienia wojskowego i w nowo wybudowanych barakach obozowych. Prawie codziennie rozstrzeliwano po kilkadziesiąt osób przy ul. Smoczej, w miejscu odległym około 200 m od ul. Gęsiej. Wśród ofiar świadek widział zwłoki mężczyzn, kobiet i dzieci. Taki los ludzi z łapanek przedstawiło w śledztwie jeszcze kilkudziesięciu świadków. Z danych, jakie posiada Muzeum Więzienia Pawiak, zaludnienie tego więzienia oraz liczba więźniów, którzy przez nie przeszli w czasie całej okupacji, kształtują się następująco:

    77 425 mężczyzn-Polaków

    4 920 mężczyzn-Żydów

    14 869 kobiet-Polek

    920 kobiet-Żydówek

    W tym miejscu dla przypomnienia należy dodać, że więzienie Pawiak od lipca 1943 r. do lipca 1944 r., tj. przez rok, przynależało do kompleksu Konzentrationslager Warschau. W świetle powyższego sugerowanie przez niektórych polemistów, że KL Warschau w getcie był obozem wyłącznie dla Żydów obcokrajowców, rozmija się z faktami i powołaną dokumentacją. Nie był też obozem wyłącznie dla Żydów z getta warszawskiego, jako że założony został i działał po zagładzie tego getta. Nie znajduje też uzasadnienia w dowodach twierdzenie odwrotne, że w KL Warschau więźniów żydowskich w ogóle nie było, ponieważ obóz ten działał w warunkach nie istniejącego już getta. Na podstawie przeprowadzonych dowodów jest bezsporne, że przez KL Warschau przeszło kilka tysięcy Żydów obcokrajowców i część Żydów z getta warszawskiego, co wykazała przedstawiona w niniejszym rozdziale dokumentacja.

    Podsumowanie kwestii wielkości KL Warschau i jego zaludnienia

    W meldunku Delegatury Rządu RP na Kraj z 3 grudnia 1942 r. podano, iż na terenach ostatnio przyłączonych do obozu Niemcy budują obóz dla Polaków, mający pomieścić łącznie około 40 tys. osób. KL Warschau, zbudowany w trzech dzielnicach Warszawy jako pięciolagrowy kompleks, taką liczbę osiągnął. Zajmował tereny o powierzchni około 120 ha, na których wzniesiono 119 baraków o pojemności łącznej do 41 tys. miejsc. Zbliżoną pojemność potwierdził też w swych zeznaniach, przesłuchany przez Amerykanów w Dachau w dniu 4 października 1945 r., urzędnik niemiecki, księgowy kuchni obozu warszawskiego, Michael Fleischer, stwierdzając, iż na początku obóz liczył tylko 1800 osób, zaś po jego rozbudowie mieścił jednorazowo 35-40 tys. więźniów, których żywił.

    (...)

    POLITYCZNY KLINCZ WOKÓŁ ŚLEDZTWA

    Przez prawie pół wieku zawyżano straty Powstania Warszawskiego do 250 tys., a nawet do 280 tys. ludzi, podczas gdy wynosiły one 150 tys. Jak do tego doszło i w jakim celu to robiono? Już w 1945 r. w obiektach pohitlerowskiego KL Warschau zorganizowano obóz pracy NKWD, który był miejscem izolacji i eksterminacji żołnierzy AK i polskiej inteligencji, sprzeciwiających się sowietyzacji Polski. Z tej przyczyny badania nad KL Warschau zostały przerwane, bowiem ich kontynuowanie ujawniałoby niejako automatycznie wymienioną działalność powojennego obozu, a takowej ujawniać nie chciano. Przyjęto więc kierunek stopniowego wyciszania KL Warschau, aż do całkowitego zanegowania jego istnienia. Zaś ofiary tego obozu wliczono do strat Powstania Warszawskiego - około 100 tys., a drugie 100 tys. łączono z gettem, gdzie straty stałych mieszkańców historycy podawali razem ze stratami Żydów obcokrajowców przesiedlonych do getta warszawskiego z terenów Rzeszy, Protektoratu Czech i Moraw i obszarów dystryktu (Straty omawiane w niniejszej publikacji dotyczą wyłącznie stałych mieszkańców Warszawy. Nie obejmują polskiej ludności napływowej ani Żydów z innych terenów, przesiedlonych do getta.). W ten sposób KL Warschau, który był ewidentnym miejscem ludobójstwa na mieszkańcach Warszawy, został "skasowany", a jego ofiary "rozpłynęły się" wśród ofiar powstania i getta. Kształtowanie przez prawie pół wieku obrazu okupacyjnej Warszawy bez KL Warschau i obarczanie odpowiedzialnością AK za wyrządzone przez powstanie straty ludzkie większe od faktycznych, było ówczesnym czynnikom politycznym potrzebne i było po ich "linii". Stan taki utrwalali więc w swych publikacjach niektórzy historycy, a także funkcjonariusze Instytutu Pamięci Narodowej (IPN).

    (...)

    Kwestia powojennego obozu pracy w Warszawie

    Kiedy próba zatarcia istnienia KL Warschau nie powiodła się, wówczas grupa skupiona wokół dyrektora Ryszarda Walczaka podjęła forsowanie wersji, jakoby to Polacy dokonali zbrodni na Niemcach i po wojnie w obiektach KL Warschau założyli obóz dla Niemców. Jest to nonsens! W rzeczywistości ( obóz pracy, utworzony przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wspólnie z NKWD w obiektach pohitlerowskiego obozu koncentracyjnego, założony został jako miejsce izolacji i eksterminacji polskiej opozycji oraz żołnierzy polskiej konspiracji AK i innych osób sprzeciwiających się sowietyzacji Polski. Już 14 lipca 1944 r. Stalin, w wydanej dyrektywie nr 37 dotyczącej "rozbrojenia polskich zbrojnych oddziałów uważających się za podlegające Emigracyjnemu Rządowi Polskiemu", nakazywał: "(...) p. l. Niezwłocznie po ujawnieniu składu osobowego tych oddziałów rozbroić i odstawić do specjalnie zorganizowanych punktów dla wyjaśnienia". Obóz pracy w Warszawie organizowany był wiosną 1945 r. i przez pierwsze trzy miesiące budowali go hitlerowscy jeńcy, zatrzymani tuż po zakończeniu działań wojennych. Było ich kilkuset (świadkowie: B. Świderski, J. Żelezowska, W. Rott, S. Mazurek). Polskie "uregulowanie" obozów pracy nastąpiło, "Dekretem z dnia 16 listopada 1945 r. o Komisji Specjalnej do walki z nadużyciami i szkodnictwem gospodarczym", który w art. 10 wprowadził "kierowanie sprawcy do pracy przymusowej". Obóz pracy w Warszawie działał od 1945 r. do marca 1955 r., czyli przez 10 lat, jako twór pozakonstytucyjny i pozakodeksowy. Zgodnie z dyrektywą Stalina najwcześniejszymi jego więźniami byli żołnierze polskiej konspiracji. W ciągu 10 lat przeszły przez niego tysiące Polaków "opornych" wobec wprowadzanego nowego ustroju politycznego i gospodarczego. Miał wiec on charakter systemowy. Podobnie jak "Dekret o Komisji Specjalnej" do walki z nadużyciami nie był drugim dekretem "sierpniowym" o karze dla faszystowskich zbrodniarzy, tak obóz pracy działający na podstawie "Dekretu o Komisji Specjalnej" nie był obozem dla jeńców niemieckich. Wrażenie, że Niemców w obozie było więcej, brało się stąd, że polskich patriotów więzionych tutaj przebierano w niemieckie mundury w celu zmylenia opinii publicznej i skierowania na nich nienawiści takiej, jaką pół wieku temu kierowała do Niemców obolała i urażona w swej godności Warszawa. Dla patriotów polskich był to straszliwy cios moralny. Na systemowy charakter powojennego obozu pracy wskazywał w swym przemówieniu premier Stanisław Mikołajczyk na posiedzeniu Rządu Jedności Narodowej w dniu 14 kwietnia 1946 r., mówiąc: "(...) nie każdy jest szabrownikiem, bo poszedł do obozu na dwa lata ze względów politycznych". Tak jak poprzednio próbowano wmawiać społeczeństwu, że KL Warschau był obozem dla Żydów, tak ostatnio w/w funkcjonariusze IPN usiłują wmawiać społeczeństwu, że powojenny obóz pracy w Warszawie był obozem dla Niemców. W ten sposób IPN gdzieś po drodze zagubił Polaków.

    Kwestia upamiętnienia ofiar KL Warschau

    W latach 1995-1997 Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Zarząd Dróg Miejskich w Warszawie zwrócili się pisemnie do Głównej Komisji Badania Zbrodni hitlerowskich - IPN o przekazanie właściwych informacji dotyczących faktografii KL Warschau, potrzebnych do podjęcia stosownych kroków zmierzających do upamiętnienia ofiar tego Obozu. Wówczas prokuratorzy S. Kaniewski i K. Smardzewska przekazali tym urzędom następującą odpowiedź, zaakceptowaną przez dyrektora Ryszarda Walczaka:

    "Główna Komisja informuje, że:

    1) Nie posiada dokumentacji świadczącej o lokalizacji KL Warschau I, II, III w tunelu pod Dworcem Zachodnim,

    2) Nie dysponuje materiałami mogącymi potwierdzić przypuszczenie, że tunel ów użytkowany był jako komora gazowa w celu ludobójczym".

    Funkcjonariusze IPN udzielili takiego wyjaśnienia w czasie, kiedy w IPN znajdowało się 41 tomów akt dokumentacji dotyczącej KL Warschau, z których przekazane już zostały materiały dowodowe do Niemieckiej Prokuratury w Monachium, potwierdzające oficjalne stanowisko IPN co do faktu istnienia i ludobójczej działalności KL Warschau w stolicy. W ten sposób funkcjonariusze IPN uniemożliwili upamiętnienie ofiar KL Warschau. O hańbo!

    Gdy patrzy się na moralny aspekt tej sprawy, coś chwyta za gardło. Ofiary KL Warschau były jednymi z nas. Zamordowane w komorach gazowych i spalone w krematoriach w ramach zagłady ich miasta. Ich prochów nie kryją mogiły. Ich prochy zostały rozsiane na gruntach miejskich i upłynnione j do Wisły. A IPN odmówił Im choćby skromnego Pomnika, który byłby symbolicznie Ich wspólną mogiłą. IPN w swej działalności znowu zagubił Polaków. Odmowa przez ówczesny IPN upamiętnienia ofiar KL Warschau zbiegła się niemal w czasie z inicjatywami podejmowanymi przez pewne środowiska niemieckie, które wystąpiły do władz polskich o zbudowanie we Wrocławiu wielkiego muzeum, jakie upamiętniałoby i kontestowało kwestie przesiedlenia po wojnie Niemców z Polski. Zestawienie tych faktów nie daje się skomentować. Powstało natomiast zasadnicze pytanie dotyczące IPN: Instytut Pamięci czy Niepamięci Narodowej?

    Kwestia ludobójstwa na Polakach

    Sprawa KL Warschau i ludobójstwa na Warszawie jest częścią zagadnienia szerszego: ludobójstwa na Polakach. Do Encyklopedii Powszechnej PWN z lat 60. ówczesny dyrektor ówczesnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Janusz Gumkowski, naniósł zapis, z którego wynika, że ludobójstwo hitlerowskie dokonywane było wyłącznie na ludności żydowskiej, natomiast wobec Polaków ludobójstwa rzekomo nie przeprowadzono. W 1993 r. wspomniany wyżej Stanisław Biemacki, który upowszechniał negowanie KL Warschau, na konferencji historyków w Brukseli obniżył straty biologiczne poniesione w czasie drugiej wojny światowej przez Polskę z 6 mln do 3 mln jej obywateli. Tymczasem - wg ogłoszonego w 1947 r. przez Biuro Odszkodowań Wojennych przy Prezydium Rady Ministrów "Sprawozdania w przedmiocie strat i szkód wojennych Polski w latach 1939-1945" utraciło życie 6 028 000 obywateli polskich, w tym wskutek bezpośrednich działań wojennych - 644 000 (straty wojska - 123 000, straty ludności cywilnej - 521 000), wskutek terroru okupanta - 5 384 000 (Encyklopedia II wojny światowej. Warszawa 1975, s. 399). Historia Polski w liczbach. Ludność. Terytorium (Warszawa 1994, s. 197), ujmuje to następująco:

    "ogółem straty: 6 milionów obywateli polskich

    w tym Polaków 3,1 miliona

    Żydów 2,3 miliona

    innych 0,1 miliona".

    Przypominamy przy tym, iż przez niemal dwa lata wojny ludobójcze plany niemieckie i bolszewickie istniały tylko w odniesieniu do Narodu Polskiego i były to: Unternehmen Tannenberg, Intelligenzaktionen: Pommern, Posen, Masowien, Litzmannstadt, Schlesien, Sonderaktionen: Krakau, Tschenstochau, Lublin, Blirgerbraukeller, Ausserordentliche Befriedungsaktion (AB-Akcja) i inne. Bolszewicy zaznaczyli swe dążenia mordami masowymi i deportacjami, czego symbolem stał się mord na oficerach i inteligencji polskiej z obozów Kozielsk, Starobielsk i Ostaszków. Więc czymże to było, jak nie ludobójstwem przede wszystkim na Polakach? Z tą różnicą, że o ile ludność żydowską tracono z przyczyn rasowych, to Polaków niszczono głównie z przyczyn narodowych i narodowościowych. Żołnierze i członkowie konspiracji, osądzani przez Standgerichty (policyjne sądy doraźne), traceni byli w egzekucjach ulicznych, wbrew prawu międzynarodowemu, za walkę o odzyskanie niepodległości zagarniętej bezprawnie przez agresora. Natomiast ludności cywilnej, łowionej w obławach i łapankach, nie było za co sądzić, zabijana była w obozie w ramach z góry na zimno podjętego planu zagłady Warszawy. Mieszkańcy Warszawy byli likwidowani dlatego, że likwidowano ich miasto, likwidowano stolicę kraju. Przy zagładzie mieszkańców w ramach realizowanego planu ilościowego zmniejszenia ludności Warszawy pozory sądzenia (jakie odbywały się dla celów spektakularnych przed Standgerichtami), selekcje "winien-niewinien" były bezprzedmiotowe, a nawet niebezpieczne, aby okrutny proceder nie został ujawniony. Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych w konwencji uchwalonej 9 grudnia 1948 r., w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, określa jako ludobójstwo: "każdy czyn dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych, rasowych czy religijnych jako takich". Gdyby na zasadzie tych kryteriów rozważyć wszystkie akcje likwidacyjne, dotyczące inteligencji polskiej, jej warstwy intelektualnej, oraz likwidowanie stolicy jako centrum dyspozycyjno-kierowniczego Polski w celu zniszczenia jej tożsamości narodowej - to były one zbrodniami ludobójstwa na Polakach. Polaków było za dużo, aby wyniszczyć ich wszystkich w początkowym okresie. Jak napisano w tajnej ekspertyzie policji niemieckiej już w styczniu 1940 r., celem była "likwidacja substancji Narodu Polskiego". Jest to postać ludobójstwa, której żadną miarą zaprzeczyć się nie da. A jednak funkcjonariusze IPN takiej negacji się dopuszczali, co gorsze, kierunek taki przyjęto do śledztw. Na skutek takiego działania dziś, po 50 latach, bilans jest taki, że właściwie nie doszło do ani jednego procesu w Niemczech o zbrodnie dokonane przez Niemców w Polsce na Polakach. Znakomity publicysta niemiecki Reinhard Henkys w publikacji Die NS-Gewaltverbrechen, Geschichte und Gericht (Stuttgart 1964) tak charakteryzuje ten problem: "W Niemczech okresu powojennego (...) udało się z powodzeniem wymazać z pamięci (...) okres terroru stosowanego przeciwko Polakom. Prawie nie doszło do procesów o zbrodnie popełnione przez nas w Polsce na Polakach. Tych kilka procesów o mordowanie Polaków, prowadzonych najczęściej na marginesie procesów o zbrodnie popełnione przeciwko polskim Żydom, nie wywarło żadnego wrażenia na społeczeństwie niemieckim. W istocie zaś zbrodnie, których dopuścili się hitlerowcy przeciwko Polakom, są w swym ogromie i bestialstwie równe zbrodniom, których dopuszczono się wobec Żydów". Tymczasem działania obecnego kierownictwa 1PN nie wy daj ą się zmierzać do zmiany tej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Pan prof. Leon Kieres i pan prof. Witold Kulesza zapowiedzieli wszczynanie i prowadzenie śledztw przeciwko Polakom. W miejscu ludobójczego KL Warschau, w którym hitlerowcy wymordowali 200 tys. Polaków, nie ma nawet tablicy informacyjnej, choć upłynęło ponad pół wieku. Poseł Tomasz Wójcik, w wygłoszonym w Sejmie w dniu 15 lutego 2001 r. apelu o upamiętnienie ofiar KL Warschau, powiedział: "Doszło do tego, że hitlerowcy dla wymazania Warszawy z mapy Europy założyli w niej obóz koncentracyjny, a my zamiast przekazania i utrwalenia tego faktu dla historii, uczyniliśmy z tej bezprecedensowej zbrodni na Narodzie Polskim największą białą plamę w Europie, jako że straty globalne poniesione podczas okupacji w stolicy, są większe od strat całej Anglii i Francji razem wziętych". Kiedy w ubiegłym roku przyjechali do Warszawy przedstawiciele Unii Europejskiej i Republiki Federalnej Niemiec, nie było w Warszawie miejsca, przy którym mogliby złożyć hołd straconym ludobójcze mieszkańcom stolicy. Wobec tego premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej zawiózł gości 25 km za Warszawę, do wioski Palmiry, gdzie hitlerowcy stracili 1800 osób. Z KL Warschau uczyniono "białą plamę". Pozostały na peryferiach jeszcze tylko Palmiry.

    (...)
  • @Astra 15:57:58
    Otóż w latach 1945-1954 w miejscu dawnego KL Warschau istniał obóz NKWD przeznaczony do likwidacji polskiego elementu narodowego, czyli "Żołnierzy II Konspiracji" -"Żołnierzy Wyklętych". Na temat tego obozu nadal istnieje zmowa milczenia; giną w tajemniczy sposób dokumenty lub są wywożone za granicę, znikają świadkowie, badacze tego problemu otrzymują pogróżki fizycznej rozprawy, a reakcje władz i instytucji odpowiedzialnych za Narodową Pamięć są wręcz histeryczne, gdy ktoś się zgłasza z prośbą o wyjaśnienie spraw z nim związanych. Niech mi wolno będzie tą drogą złożyć wyrazy najwyższego szacunku Pani Sędzi Marii Trzcińskiej za jej wielkie poświęcenie i ofiarność w walce o prawdę i podziękować za kilkanaście lat życia ofiarowanych przywracaniu Pamięci Ofiar KL Warschau.
  • @Astra 15:57:58
    https://www.google.pl/search?q=kl+warschau+maria+trzci%C5%84ska&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=4TvaU4KvIIrU4QS9_oCQBg&ved=0CDkQsAQ&biw=1920&bih=921
  • @Kula Lis 62 16:11:45
    KL Warschau działał dłużej niż za Niemców, bo aż 10 lat!!!
  • @LordConqueror 16:19:30
    Żydobolszewia przez 10 lat wymordowała więcej Polaków niż Niemcy przez niecałe 2 lata, arytmetyka się kłania, prowadzili wojnę, etc...co potem Niemcom na konto dopisała. A co tam, nikt w to się nie wgłębiał.
  • @LordConqueror 16:45:59
    "nie dziwię się, że studiujesz z uwagą komenty Maxa:))))). Nie dziwię się też że w pełni ich nie chwytasz."

    Ja ich nie studiuje, jest tego tak dużo ze nie sposób nie przeczytać.
    Jeżeli o rozumienie chodzi, w ten sposób wyrażanych kometach się
    po prostu nie lubuje. Zrozumienie nic tu do rzeczy nie ma.
  • @LordConqueror 16:29:09
    dobrze , że choć widzisz problem dzielony z resztą świata. Nie zauważyłem, by astra też go widziała, przynajmniej nie wpadło mi to w oko.
    Nie podzielam jednak Twojego optymizmu nawet w przypadku gdyby skórę zdjęto w miarę bezboleśnie. I tak i tak zostaniemy niewolnikami, absolutnie uzależnieni od jednego pana.
  • @zadziwiony 17:21:18
    Nie zauważyłeś?? Bo mało bystry jesteś :))

    //I tak i tak zostaniemy niewolnikami, absolutnie uzależnieni od jednego pana.//

    Wiesz co? Ty w ogóle nie jesteś bystry, niewolnicy są tej cechy pozbawieni.
  • @LordConqueror 17:57:24
    A czy ja twierdze, że nie ?
    Jest super :))) zwłaszcza kiedy pisze, że można bezboleśnie zdjąć skórę :)
  • @Astra 17:54:11
    Przecież on to genetyczny już niewolnik. Pzdr!
  • @LordConqueror 17:55:30
    Lordzie , a kto Ci pozwoli na odbudowę tej gospodarki? Ci Co przyjdą na ruskie jako zwycięscy? Tak w ogóle to chyba nastąpiło pewne nieporozumienie. Mówiąc o wspólnym wrogu , miałem na myśli pewną grupę ludzi , najbardziej rasistowską na świecie, lubującą się w obrocie pieniądzem i zarabianiem na lichwie. Zarówno Ty jak i Astra jakoś się ich nie czepiacie widząc największe zło w Putinie. Tak po mojemu , to oni położą swe łapska na padłym ruskim trupie. Jeśli uważasz, że to dla nas będzie korzystne, to podziwiam Twój optymizm. Tylko nie wiem skąd się on bierze.
    Zbyłeś moje pytanie, co potem, jak padlina będzie już w rozkładzie. Jak my mamy na tym zarobić, na tym zyskać. Kto będzie wg, Ciebie zwycięzcą , spije śmietankę i jaką rolę dla nas przeznaczy? , Przecież nie my rozdawać będziemy frukty, prawda? A jeśli ruskie w odwecie i geście ostatecznym zamienią nas w obłok pary? Na Astrę i na mnie wystarczy jedna bombka nad Skalmierzycami i oboje spotkamy się w takim jasnym tunelu w podróży do tego lepszego świata. Na tę chwilę to wolę , że jest jak jest.
  • -----------był PRZECIW
    http://dzieje.pl/aktualnosci/gen-kazimierz-sosnkowski-jako-wojskowy-i-polityk-dyskusja-w-ipn
  • @Kula Lis 62 18:23:32
    No popatrz, jakie to mądrości sadzisz. Coś Ci powiem, mam 60 lat i tylko kilka lat w życiu miałem nad sobą "Pana". Już w podstawówce miałem duże kłopoty, bo nigdy nikomu nie chciałem się podporządkować. Zawsze robię po swoim uważaniu, nikt nigdy mi niczego nawet nie śmie narzucać.
    Jeśli odpowiesz mi na pytania które zadałem lordowi i będą one na tyle mądre, że będą realizowalne w interesie nas wszystkich Polaków, to choć rzadko to robię, przyznam się do błędnych ocen rzeczywistości.
    Na tę chwilę albowiem sądzę, że jeśli pozostanie jeden hegemon na świecie, to za lat kilkanaście wstrzykną mi na siłę do krwioobiegu nanoroboty i juz nikomu nie fiknę, tylko będę robił to co panowie sobie zażyczą. A tak może się temat trochę odwlecze.
    Nie wystarczy stwierdzić dobić ruska, trzeba jeszcze mieć realne szanse na umiejscowienie się na jego miejscu, bo inaczej nas po prostu nie ma.
  • @Astra 17:54:11
    Astro jestem pełen podziwu dla Twojej mądrości. Jak Ruszkiewisz kiedyś zbędzie na mnie realizację swego zaproszenia ( kiedyś wpraszał się na kawę), to chętnie uczynię mu tę uprzejmość i uczynię to w jego imieniu... On ma do Ciebie 250 km , ja tylko 25 więc to tylko rzut beretem.
    Wiesz czym się różnimy?
    Ty przyswajając coraz to nowe informacje jesteś coraz bardziej pewna swej oceny rzeczywistości, ja natomiast mam coraz większy mętlik w głowie. Po prostu już niczego nie jestem pewien i za żadną" prawdę" głowy swej oddać nie jestem gotów.
  • @zadziwiony 20:06:58
    // Na Astrę i na mnie wystarczy jedna bombka nad Skalmierzycami i oboje spotkamy się w takim jasnym tunelu w podróży do tego lepszego świata. //

    Oooo chwilunia, to w Skalmierzyce też wycelowali??
    Nie dobijaj mnie, bo Kalisz, to faktycznie bliziutko, że kamieniem rzucić:)))
    Ja tylko o Warszawie czytałam.
    No ale jak przywalą w Skalmierzyce, to nas tam więcej jak my oboje się znajdzie.
    Powiem Ci ta, przywalą jak im się spodoba, żadne nasze fikanie wpływu nie będzie miało, jak zawsze zresztą, tak, że lepiej nie pękajmy tak przed wszystkimi.
    Doskonale zdaję sobie sprawę, że jednobiegunowy świat idzie do nas, ale on nie musi zapanować nad nami, no... chyba, że ta bombka :))
    pozdr.
  • @zadziwiony 20:29:10
    //Jak Ruszkiewisz kiedyś zbędzie na mnie realizację swego zaproszenia ( kiedyś wpraszał się na kawę), to chętnie uczynię mu tę uprzejmość i uczynię to w jego imieniu...//

    A co się masz Ruszkiewicza o zgodę prosić :)))))))))))))))
    Aleee z tą mądrością, to się zemściłeś... faceci !!
  • @Astra 20:39:08
    jak wycelują w Skalmierzyce, to Ostrów i Kalisz w jednej ruinie się złączą.
    Oszczędność środków!
  • @zadziwiony 20:51:55
    No co Ty? Ostrów i Kalisz?? :))))))))))))))))
    się złączą? :))))))))))))))))))))))))))))))))))) to już faktycznie koniec świata będzie !!
  • @Astra 20:45:04
    //A co się masz Ruszkiewicza o zgodę prosić //

    Bo on jest dżentelmen i jak słusznie zauważył ja pierwszy "wpraszałem" się na kawę :))
    (Tylko to "wpraszałem" jakoś mi dziwnie brzmi...:)
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 21:05:13
    Nie wiem jak to tam z dżentelmenami między sobą bywa :)
    Dla mnie to "zbywanie realizacji" jest dziwne... ale... nie wtrącam się.
    Dżentelmeni ! :))))
  • @Astra 20:57:54
    Nie chcę Cię martwić, ale jak ruskie z niemcem się dogadają to granicę znowu w Skalmierzycach ustanowić mogą, a wtedy...??? Ja będę merkelowej ogródek z chwastów pielił, a Ty Putinowi pagony prasowała!!!
  • @zadziwiony 21:16:56
    No sam widzisz :)
    Znaczy ... ja już pracuję, żeby "cara" odpowiednio przywitać.
    Trzeba by się parę razy na strzelnice przejść :)
    Może to genami idzie... chociaż Ojciec właśnie z Ostrowa pochodził... widać za Matką poszłam :)))))
    A Ty będziesz pielił tej cholerze ogródek?:))
  • @Astra
    Potomkowie Volksdeutsche i NKWD nie lubią obchodów czynu Narodu Polskiego, tak bardzo z nienawidzonego. Zbrodnicze żydostwo, pomioty enkawudzistów/IW.., Smierszy, UB/SB, Volksdeutschy III RP/PRLbis gardzi Narodem Polskim a Polak? i tak ich kocha ponieważ wciąż wybiera, jako reprezentanta interesu III RP/PRLbis. Ilu mamy inwalidów umysłowych? muszę przyznać, że z moich obserwacji wynika, że jakieś 80 % społeczeństwa. Pzdr!
  • @Astra 21:30:21
    Własnie chcę sobie kupić to co obecnie można .
    http://www.kaliber.pl/rewolwery/116299-karabin-rewolwerowy-1858-target-carabine-kaliber-44.html

    kaliber 45 - popędzę jej kota :):):):)
  • @zadziwiony 21:16:56
    Kiedyś już to wstawiałam, ale ...

    http://www.youtube.com/watch?v=JcjYxw-C0UQ
  • @Kula Lis 62 21:34:20
    80% ?? :((
    Kulo Lisie obstawiam połowę. Jestem optymistką.
    Inaczej to......... nawet nie chcę mysleć.
    Pozdr.
  • @zadziwiony 21:37:05
    Bo Ty jeszcze z tych co w wojsku służyli, a reszta ...:(
    Cuś trza pomyśleć.
    A 45 to chyba Brudny Harry miał ? :)))))
  • @LordConqueror 23:26:53
    Spotkałam sie już z taką opinią, że Powstanie zatrzymało ich front na pół roku, a Europa powinna nam być wdzięczna, bo diabli wiedzą dokąd by doszli.
    Najprawdopodobniej całe Niemcy by zajęli.... dzisiaj mogliby się miłować w jednym państwie .
    Ale Stalin po wojnie miał powiedzieć, że największą zdobyczą wojenną była Polska. Może dlatego wybrał to zniszczenie stolicy Polski, wolał poczekać...
    Tylko, że to wszystko już było po Teheranie, gdzie się gnoje dogadały w prawie naszej wschodniej granicy. Podzielili się "sojusznicy" nami...
  • --------------------------
    http://www.youtube.com/watch?v=wmt-Z-9TWis
  • @Astra 21:50:26
    Jestem jeszcze z tych co w LWP służbę pełnili i w obronie socjalizmu zbrojnie stawać mieli . Nikt jednak nie stanął , gdyż tak na górze uzgodniono. I było by dobrze by teraz Ci co karabin nosić potrafią zebrali się w Warszawie i układ magdalenkowo - okrągłostołowy w puch roznieśli.
    Przy okazji do Lorda - fajnie Twoja propozycja wygląda, ale powiedz czy widzisz coś realnie się dziejącego wynikającego z gadania Friedmana. I czy uważasz, że Ci łgarze, agenci i sprzedawczyki zarządzający nami są w stanie zadbać i wynegocjować odpowiednie miejsce dla Polski? Ja w to absolutnie nie wierzę.
    Zostawią nas na pastwę tych, co interesy tutaj mają i jeżeli cywilizacja nasza przetrwa nadchodzące bum, to za lat dwieście może naród będzie się od nowa odradzał. Jeśli tak się stanie, to od łupanego kamienia rozpoczniemy to odrodzenie.
  • @zadziwiony 10:50:08
    Tylko nie mów, że chciałeś stawać w obronie socjalizmu... plisss

    // I było by dobrze by teraz Ci co karabin nosić potrafią zebrali się w Warszawie i układ magdalenkowo - okrągłostołowy w puch roznieśli.//

    Nosić, to jeszcze bym może potrafiła, gorzej z użyciem :))))
    Co do Friedmana to chyba masz rację, Lord tak w niego wierzy, że niby USA jesteśmy potrzebni.
    Oni zmieniają zdanie kiedy im sie podoba, vide reset ich Obamy. Sojuszników chyba trzeba szukać bliżej, ale nie z tymi co nami obecnie rządzą.
  • @Astra to czekało każdego Polaka, buntownika, bandytę według zbrodniarza Czernichowskiego.
    Zdradzeni pod Ostrą Bramą.
    70 lat temu Armia Krajowa ruszyła do boju o Wilno. Jej żołnierze walczyli ramię w ramię z czerwonoarmistami. Potem aresztowało ich NKWD. http://ocdn.eu/images/pulscms/NjA7MDQsMCw1OSwzMjAsMWMyOzA2LDMyMCwxYzI_/8776d84c1ed18b485dee25e406ec4b7d.jpg Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ul. Wielkiej
    Wiadomości › Prasa Obserwuj98

    Mateusz Zimmerman, Dziennikarz Onetu

    70 lat temu Armia Kra­jo­wa ru­szy­ła do boju o Wilno. Jej żoł­nie­rze wal­czy­li ramię w ramię z czer­wo­no­ar­mi­sta­mi. Potem aresz­to­wa­ło ich NKWD.
    Poleć
    158
    Udostępnij
    Share on facebook Share on twitter Share on email Share on wykop More Sharing Services
    91
    Skomentuj
    Komentarze
    225
    Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ul. Wielkiej Walki o wyzwolenie Wilna. Patrol żołnierzy Armii Krajowej i radzieckich na ul. Wielkiej Foto: Wikimedia Commons

    Ra­dziec­ki ge­ne­rał po­wi­tał gości chłod­no. Sie­dział za sto­łem, a za jego ple­ca­mi stało kilku in­nych ofi­ce­rów. Mieli roz­ma­wiać o pla­nach utwo­rze­nia pol­skiej dy­wi­zji, zło­żo­nej z żoł­nie­rzy AK – puł­kow­nik Alek­san­der Krzy­ża­now­ski-Wilk za­brał nawet tecz­kę z pla­na­mi. Ale kiedy Po­la­cy usie­dli, za­pa­dła cisza.

    Trwała stanowczo zbyt długo. Gdy pułkownik Wilk spróbował coś powiedzieć, radziecki dowódca poderwał się z krzesła i ryknął: "Żadnego porozumienia nie będzie! Muszę was rozbroić!". Inny krzyczał zza jego pleców: "To nasza ziemia!". Do sali natychmiast wbiegli żołnierze z pepeszami gotowymi do strzału. Wilk protestował. Kapitan Sław (Teodor Cetys, szef sztabu) próbował wyszarpnąć broń. Nie zdążył.

    Obaj polscy dowódcy zostali obezwładnieni i uwięzieni w piwnicach. Po paru dniach zabrano ich do siedziby radzieckiej bezpieki w Wilnie – w tym samym miejscu, które jeszcze niedawno zajmowało gestapo. Podobny los – podstępne rozbrojenie i aresztowanie, represje, czasem wywóz w głąb Rosji – czekał tysiące oficerów i żołnierzy Armii Krajowej, którzy kilka dni wcześniej rozpoczęli operację "Ostra Brama", czyli bój o Wilno.

    Nierzadko szli pod niemiecki ogień wspólnie z żołnierzami Armii Czerwonej. Gdy tylko Niemcy się wycofali, akowcy z sojuszników stali się "buntownikami" i "bandytami".

    Burza na powitanie czerwonych

    "Ostra Brama" miała być częścią większej operacji. AK przymierzała się do podjęcia akcji działań przeciw Niemcom, których Armia Czerwona od miesięcy spychała na zachód. Na początku 1944 r. Sowieci przekroczyli przedwojenną polską granicę. Było jasne, że zamierzają na dobre zagarnąć ziemie, które zajęli na samym początku wojny dzięki paktowi Ribbentrop-Mołotow.

    To oznaczałoby ponowny "rozbiór" Polski od wschodu, tym razem w majestacie porozumień Kremla z Waszyngtonem i Londynem. Polskie władze na uchodźstwie nie wiedziały wtedy, że już jesienią poprzedniego roku na konferencji w Teheranie Roosevelt, Churchill i Stalin już właściwie ustalili kształt granic w powojennej Europie. Dlatego rząd w Londynie nadal szukał poparcia aliantów zachodnich dla swojej sprawy. Potrzebował w tej rozgrywce mocniejszych kart. Czymś takim mogłyby być liczne dowody, że np. na spornych Kresach działa i Armia Krajowa, i struktury polskiej władzy cywilnej. W ten sposób narodził się pomysł akcji "Burza".

    Oddziały AK miały atakować cofających się Niemców i prowadzić dywersję na ich tyłach. Na zwalnianych terenach miały się z kolei błyskawicznie ujawniać ośrodki reprezentujące rząd w Londynie, nadal uznawany przecież przez USA i Wielką Brytanię. Musiało to dotyczyć zwłaszcza większych miast, jak Wilno czy Lwów. W takiej sytuacji Sowieci nie mogliby tak po prostu powoływać konkurencyjnych ośrodków władzy – a więc chodziło o przetestowanie ich zamiarów wobec Polski.

    Komenda Główna AK wydała swoim oficerom instrukcje: nadchodzące wojska radzieckie traktować jak sojuszników; współdziałać z nimi przeciw Niemcom, jeśli będzie potrzeba. Dopuszczono jednak samoobronę – na wypadek, gdyby Polacy byli przez Armię Czerwoną atakowani.

    Polska flaga pojawiła się i znikła

    Wbrew oczekiwaniom dowództwa AK Niemcy umocnili Wilno i nie zamierzali po prostu się zeń wycofać. Pozostało w mieście kilkanaście tysięcy żołnierzy, mających do dyspozycji działa, czołgi i samoloty. To były ok. czterokrotnie większe siły niż te, którymi dysponowali Polacy z dwóch połączonych okręgów AK: Wileńskiego i Nowogródzkiego.

    W dodatku pułkownik Krzyżanowski musiał przyspieszyć operację o kilkanaście godzin – wojska radzieckiego 3. Frontu Białoruskiego gnały naprzód i gdyby utrzymały tempo natarcia, Polacy nie odegraliby w przejęciu Wilna żadnej roli. Nie do wszystkich jednostek AK rozkaz dotarł na czas, a w dodatku oddziały z nowogródzkiego nie dysponowały dokładnymi planami okolicy. Rozpoczęcie operacji "Ostra Brama" stało pod znakiem pewnego chaosu.

    Ale niemal od razu, gdy pojawiła się w okolicy armia radziecka, Polacy zaczęli z nią współdziałać – nie rozmawiano o polityce. W ciągu tygodnia Wilno było wyzwolone. Odbyła się nawet defilada – na jej czele szli: akowiec, czerwonoarmista i żołnierz oddziałów gen. Berlinga (czyli polskiego wojska de facto podlegającego Sowietom).

    "Wilno zdobyte przy znacznym udziale AK" – depeszowano do Komendy Głównej polskiej armii podziemnej. Radziecki generał Gładyszew-Biełkin napisał coś w rodzaju podziękowania czy listu polecającego: "Oznajmiam, że polscy żołnierze walczyli o zdobycie Wilna dobrze. W imieniu wojska wyrażam podziękowanie. Brygada [chodziło o 2. Brygadę Wileńską AK – przyp. MZ] zasługuje na korzystanie ze wszystkich niezbędnych przywilejów".

    Żołnierze AK zatknęli na baszcie na wileńskiej Górze Zamkowej biało-czerwoną flagę. Radzieckie dowództwo natychmiast kazało ją zdjąć. To była symboliczna zapowiedź dramatu.

    Oczekiwane rozmowy i podejrzane komplementy

    Za regularnymi radzieckimi jednostkami (te miały powody, by traktować akowców jak sojuszników) ciągnęli już bowiem komisarze polityczni oraz oficerowie NKWD i Smierszu – radzieckiego kontrwywiadu. Wyróżniali się nie tylko tym, że jeździli amerykańskimi dżipami i byli nadzwyczaj dobrze umundurowani i odżywieni. Żołnierze się ich bali. "W ogóle przestawali się odzywać. Z chwilą nadejścia [NKWD] nastrój całkowicie się zmieniał" – wspominał jeden ze świadków z AK.

    Walki w okolicy jeszcze trwały, kiedy w kwaterze pułkownika Krzyżanowskiego-Wilka – który dowodził wszystkimi oddziałami AK na Wileńszczyźnie – pojawił się radziecki emisariusz. Przywiózł zaproszenie do kwatery gen. Czerniachowskiego, dowódcy 3. Frontu. Obaj dowódcy mieli ustalić zasady współdziałania swoich wojsk.

    Czerniachowski chciał rozproszyć akowców pomiędzy swoimi jednostkami, tak aby Polacy byli ich zwiadowcami i przewodnikami. Wilk domagał się natomiast utworzenia z oddziałów AK zwartej dywizji – rozbieżności były oczywiste. Kiedy więc kiedy dwa dni później Sowieci znów zaprosili Wilka i zaczęli prawić komplementy pod adresem jego żołnierzy, a także niespodziewanie zgodzili się na wszystkie jego postulaty, mogło się to wydawać mocno podejrzane.

    Rankiem 17 lipca pod kwaterę Krzyżanowskiego we wsi Wołkorabiszki znów przyjechał samochód. Przybyły oficer Armii Czerwonej prosił polskiego dowódcę, aby ten natychmiast pojechał z nim do miasta i podpisał porozumienie z Czerniachowskim. Nalegał też, aby Wilk zabrał swoich zastępców. Krzyżanowski wahał się, miał złe przeczucia. "Ale czy mógł się cofnąć? Porozumienie było dziełem dokonanym. Należało tylko podpisać" – wyjaśniał potem jeden z jego podwładnych.

    Krzyżanowski chciał zabrać pluton konny do osłony, ale radziecki oficer się nie zgodził. Konie spowolniłyby podróż, a jego zwierzchnik uznałby obecność polskiej zbrojnej eskorty za afront – tłumaczył. Wilk dał się przekonać. Samochód zawiózł go do willi zajmowanej przez gen. Czerniachowskiego. Tak doszło do opisanego na wstępie aresztowania.

    W identyczny sposób wpadli Lubosław Krzeszowski-Ludwik i Adam Szydłowski-Poleszuk – dwaj komendanci okręgów AK, którzy bezpośrednio podlegali Wilkowi. Po nich również przyjechał tajemniczy "oficer", zapraszając do udziału w "rozmowach".

    Okrążeni na polanie, ścigani po lasach

    Co gorsza: oficerowie Wilka otrzymali jego wydany wcześniej rozkaz, aby zebrać się na odprawę. Pułkownik chciał ją przeprowadzić po zawarciu porozumienia z Czerniachowskim, tymczasem nieświadomie ściągnął własnych ludzi w pułapkę. Gdy niemal 30 oficerów AK zgromadziło się na polanie otoczonej płotem z gałęzi, pojawiła się sowiecka kolumna. Z samochodów wyskoczyli uzbrojeni żołnierze.

    Oficer NKWD oświadczył, że generał "zaraz przyjedzie", ale tymczasem Polacy muszą złożyć broń, bo "takie są przepisy". "Polscy oficerowie swojej broni nie oddadzą!" – usłyszał w odpowiedzi, ale już w tym momencie było jasne, że opór jest bezcelowy. Oficerowie zostali brutalnie zrewidowani i pognani do ciężarówek, które zawiozły ich do więzienia na wileńskich Łukiszkach.

    W tym samym czasie na terenie Puszczy Rudnickiej czekali szeregowi żołnierze AK. Nie byli zdziwieni rozkazem koncentracji oddziałów, bo przecież od kilku dni mówiło się, że wejdą w skład nowej dywizji AK. Tymczasem pojawiły się radzieckie samoloty, które zrzucały ulotki: "Złóżcie broń, bo zostaniecie zniszczeni. Po złożeniu broni pójdziecie do waszych domów" – mogli przeczytać żołnierze.

    Stopniowo oddziały były otaczane przez Sowietów. NKWD miało nie tylko samoloty, ale również samochody pancerne, czołgi oraz amfibie. W bezpośrednich starciach partyzanci nie mieliby szans – wielu próbowało uciekać, lecz na ogół było już za późno. Las wypełniały co jakiś czas okrzyki: Ruki w wierch! Zdawajties! Wy okrużenny!

    Tym, którzy umknęli, pozostawała próba ucieczki na zachód. Przebijali się przez bagna, rzeki i lasy – do Puszczy Grodzieńskiej. NKWD deptało im po piętach. "Cekaemy terkotały bezustannie, słychać wybuchy granatów. Padliśmy w zarośla, szliśmy na oślep na przełaj, aby dalej i dalej" – wspominał major Edmund Banasikowski-Jeż, który zdołał uciec.

    Skazany na samotną śmierć

    Ujętego pułkownika Krzyżanowskiego-Wilka trzymano w więzieniu miesiącami. Próbowano go przekonywać, aby skłonił swoich żołnierzy do ujawniania się. Ostatecznie trafił najpierw do osławionego więzienia na Butyrkach (Moskwa), a potem do obozów jenieckich. Uciekł stamtąd i wrócił do Wilna, ale tam znowu dopadło go NKWD.

    Po wojnie Krzyżanowskiego repatriowano, ale w powojennej Polsce nie zamierzał już uczestniczyć w żadnej konspiracji – pobyt w więzieniach i obozach zrujnował mu zdrowie. Mimo to bezpieka nie zamierzała zostawić go w spokoju. Po paru miesiącach w celi na Mokotowie oskarżono go o… kolaborację z hitlerowcami i udział w mordowaniu komunistów podczas wojny.

    Pisał w grypsie do rodziny: "Jestem osadzony jak odyniec w klatce, skazany na samotną śmierć". Nie można go było pokazowo skazać, jak innych bohaterów podziemia, bo nie dał się zmusić do podpisania zeznań. Zmarł z powodu wyczerpania (podejmował głodówki, protestując przeciw sfingowanemu oskarżeniu), ale i toczącej go gruźlicy.

    Ciało pułkownika Krzyżanowskiego miało zostać pochowane w trumnie bez wieka, gdzieś na Powązkach. Zwłoki mogły zostać ekshumowane w 1957 r. tylko dlatego, że grabarz parę lat wcześniej zapamiętał dokładne miejsce pochówku. http://ocdn.eu/images/pulscms/OWM7MDMsMjZjLDAsMCwx/6985b0e33e3bba12931ca4cb54378028.jpg Ostra Brama

    Bandyci, będziecie kamienie przewracać

    Po rozbrojeniu oddziałów AK na Wileńszczyźnie Sowieci internowali kilka tysięcy żołnierzy na zamku w Miednikach. Akowcy spali na gołej ziemi, część przeniesiono potem do cuchnących końskich stajni.

    Do obozu przyjechał niebawem przedstawiciel Berlinga. Opowiadał akowcom, że w Lublinie powstał nowy polski rząd (chodziło o PKWN) i zachęcał, by wstępowali do Wojska Polskiego. Kilkuset ludzi dało się zwerbować. Dostali broń, prowiant i pozwolono im wyjść za druty. Następnego dnia rano połowy z nich już nie było – uciekli w lasy.

    Większość żołnierzy śmiała się z agitatora. Mówił do nich komiczną mieszanką rosyjskiego i polskiego. Gdy stało się jasne, że nie zdoła już nikogo przekonać, rzucił im na odchodne: "Nie chcecie do armii Berlinga, to będziecie kamienie przewracać!". Miał rację: parę dni później, gdy w Warszawie trwało już powstanie, żołnierze z Wileńszczyzny w okrutnym upale jechali na wschód, stłoczeni w zadrutowanych wagonach kolejowych.

    Na postojach błagali o wodę, ale ludność ich nie słuchała. Niektórzy miejscowi obrzucali ich nawet wyzwiskami, myśląc że to jeńcy niemieccy. W obozie w Kałudze próbowano ich zmusić do przyjęcia radzieckiego obywatelstwa, byli też przymusem wcielani do rezerwowych jednostek Armii Czerwonej. Jesienią i zimą skierowano ich do katorżniczego wyrębu lasów pod Moskwą.

    Po zakończeniu wojny większość z tych, którzy przeżyli, zdołała wrócić do Polski. Ale musieli szukać dla siebie nowego miejsca – skrawka ojczystej ziemi, o który jeszcze niedawno walczyli, już w polskich granicach nie było. // Ps. Wilno to polskie miasto. Mój Wuj walczył podczas okupacji z Niemcami w Wilnie jako AK-owiec. Aresztowany przez Gestapo na kilka miesięcy, bity przez Litwinów w wiezieniu na Łukiszkach, zdołał uciec z transportu do Rzeszy. Brał udział w wyzwoleniu Wilna pod "Wilkiem" (jednym z dowódców był R. Reif), po wyzwoleniu Wilna złapany jak opisano w artykule przez NKWD i wywieziony do Workuty na Syberii, gdzie w przykopalnianym obozie przesiedział do 1957 roku, kiedy to wrócił do Polski. Za swój udział odznaczony Krzyżem Partyzanckim i Krzyżem Walecznych. Co roku gdy jesteśmy w Warszawie chodzimy na wojskowe Powązki zapalać świeczkę na grobie gen. "Wilka" i nie tylko Jemu. Dziś ja chodzę zapalać świeczkę także na grobie Wuja.
  • @Astra 11:14:36
    Nie, nie chciałem stawać w obronie socjalizmu, ale przysięgę składałem. Mnie jako jedynemu podoficerowi na kompani nie zaproponowano przejścia do zawodu. A nawet jako podoficer na służbie witałem na kompani niedawno zmarłego generała.( mam te znajomości, Ha, Ha!!!)
    Poza tym już później przez wiele lat byłem gorącym zwolennikiem JKM, ale już mi przeszło. Teraz nie jestem już nikogo zwolennikiem. Nie mam autorytetów. Wszystko przez ten internet. Pozbawił mnie autorytetów , których i tak mało miałem.
  • @zadziwiony 11:51:29
    Inernet internetem, ale swoje zdanie trzeba mieć :)
    W moim przypadku, po prostu słucham co mają do powiedzenia, nieważne czy ich lubię czy nie.
    Nie jest taki ważny "przywódca" danej partii, ale bardziej to, kogo sobie dobiera, jakich ludzi, jaką wiedzę oni prezentują.
    Czasem można trafić i na ich wypowiedzi, a to w końcu mają być przyszli ministrowie.
    W rządzie PiS dosyć ceniłam Gilowską, Religę, Gęsicką.. wcale nie Jarka a już na pewno Gertycha :))))
  • @zadziwiony 11:51:29
    Jaruzelskiego? :)))
    Mój najstarszy brat służył na Okęciu jako mechanik, witał się z nim po wylądowaniu sam Breżniew :)))))))))))))))))))
  • @Kula Lis 62 11:44:29
    Tak Kulo Lisie, w Teheranie już nam granice wyrysowali....
    Żaden naród nigdy nie zachowywał sie tak przyzwoicie i nie został tak strasznie zdradzony... nie znam takiego przypadku.
    pozdrawiam
  • @Astra 12:11:17
    mamy nagrodę za walkę o wolność naszą i waszą.
    W d..pie mam to wszystko. Cieszę się, że własnie osiągnąłem wiek popoborowy, nie będę więc miał raczej dylematu gdzie się schować , w razie gdyby chcieli mnie wysłać przelewać krew za interesy wybrańców.

    Ha, Breżniewa nie widziałem na żywo, ale będąc w wysuniętym ośrodku dowodzenia armią (tak to się jakoś nazywało) na zachodnich rubieżach widziałem jak polskie pułkowniki w rowach zapadały gdy generalicja ruska szła. Ciekawy to był widok.
  • @Astra 14:45:03
    Jeszcze w tym temacie,
    "Ciekawe, kiedy nasi "sąsiedzi " sporządzą nowe listy ?"

    Te listy już są na bieżąco sporządzane. Jestem przekonany, że wyszukiwarki i odpowiednie programy indeksują wszystko i wszystkich którzy mogą być zagrożeniem dla obecnego układu. Tak więc spoko - mają nas.
  • @zadziwiony 12:58:27
    Myślisz? mają nas? :))))))
    Jesteśmy zagrożeniem? no nie mów... poczułam sie jak w partyzantce :)))
    pozdr.
  • @Astra poniżej o następnym szalbiercach i swołoczach.
    Zychowicz szuka kolaborantów III Rzeszy wśród Polaków. Piotr Zychowicz reklamuje swoje nowe "dzieło". Przy okazji 75. rocznicy wybuchu II wojny światowej, w księgarniach ma pojawić się jego książka - z tytułem mówiącym wszystko „Opcja niemiecka, czyli jak Polacy podczas II WŚ kolaborowali z III Rzeszą”. Zapewne będzie to równie "wartościowa" pozycja, jak "Obłęd 44", czyli kłamstwa o Powstaniu Warszawskim. Na facebookowym profilu Zychowicz reklamuje swoją swojej książki: "Bohaterami "Opcji niemieckiej" są zaś tylko Polacy. Ludzie, którzy prowadzili swoją grę z Niemcami pod biało-czerwonym sztandarem i w imię Orła Białego."

    I wskazuje bohaterów publikacji wymieniając ich z nazwiska:
    Władysław Studnicki • Józef Mackiewicz • Stanisław Mackiewicz • Janusz Radziwiłł • Adam Ronikier • Narodowa Organizacja Radykalna • Stanisław Brochwicz • Zygmunt Cybichowski • Aleksander Bocheński • Alfred Potocki • podpułkownik Jan Kowalewski • Jan Szembek • Alfred Wysocki • pułkownik Janusz Albrecht • Leon Kozłowski • Jerzy Giedroyć • Stefan Witkowski • „Muszkieterowie” • pułkownik Marian Steifer • rotmistrz Czesław Szadkowski • marszałek Edward Śmigły-Rydz • „Miecz i Pług” • 202. Batalion Schutzmannschaf • pułkownik Stanisław Wrzaliński • Stanisław Jarecki • pułkownik Wacław Lipiński • porucznik Adolf Pilch „Góra” — „Dolina” • podporucznik Czesław Zajączkowski „Ragner” • rotmistrz Józef Świda „Lech” • kapitan Gracjan Fróg "Szczerbiec" • komórka wileńskiego kontrwywiadu AK „Cecylia” • Ferdynand Goetel • Feliks Burdecki • Jan Skiwski • Tadeusz Myśliński "Dr. S." • Polnische Wehrmacht • Brygada Świętokrzyska NSZ • „Tom”

    Ile w tej książce będzie faktów, a ile domysłów i interpretacji autora? Na razie nie wiadomo. Ale po wcześniejszych publikacjach Zychowicza można mieć wiele wątpliwości, czy będzie to pozycja warta uwagi. Zwłaszcza po "Obłędzie 44", opisującym Powstanie Warszawskie, który spotkała się z ogromną krytyką wielu historyków.

    Dosadną recenzję w listopadowym numerze "Biuletynu Informacyjnego Armii Krajowej" przedstawił Kazimierz Krajewski, historyk IPN.
    "Mimo że Piotr Zychowicz jest z wykształcenia historykiem, napisana przez niego, a omawiana tu książka, nie jest pracą historyczną, nie ma też charakteru pracy naukowej. Jest pozbawiona aparatu naukowego, autor zaś nie wysila się, by budowane przez siebie tezy i oceny ludzi oraz zdarzeń, formułowane niekiedy w sposób bardzo karkołomny, w przekonujący i wiarygodny sposób udowodnić na podstawie wiarygodnych źródeł. Zasadnicze tezy jego książki (...) są udokumentowane albo bardzo słabo, albo wcale".

    Równie "naukowa" będzie "Opcja Niemiecka"?! Źródło: http://niezalezna.pl/57907-zychowicz-szuka-kolaborantow-iii-rzeszy-wsrod-polakow /// Dwugłos ws Powstania. Warzecha: „Amok. Rzucenie się bez broni na wroga”. Zaremba: „Wygrali. Z głupstwem i podłością” http://wpolityce.pl/historia/207519-dwuglos-ws-powstania-warzecha-amok-rzucenie-sie-bez-broni-na-wroga-zaremba-wygrali-z-glupstwem-i-podloscia
  • @Astra
    Powstanie Warszawskie mogło mieć wielkie znaczenie strategiczne dla Europy, Polski. Dzięki Powstaniu, Stalin opóźnił ofensywę i Amerykanie mogli zająć Pragę, Berlin, całą Austrię i Niemcy. Mogli ...chciał tego gen. Patton ale nie zrobili tego, dlaczego i przez jaką nację tak się stało, wiemy. Pzdr!
  • @Astra
    Czarnoskóry powstaniec. Niezwykła historia „Alego” http://wpolityce.pl/p/216155 Nazywał się August Agbala (Agboola) O’Brown ps. „Ali”, pochodził z Nigerii. Był jedynym czarnoskórym uczestnikiem Powstania Warszawskiego.

    „Ali” walczył w Śródmieściu, w batalionie „Iwo”, jego przełożonym był kapral Aleksander Marcińczyk, ps. „Łabędź”

    — przyznaje dr Zbigniew Osiński z Muzeum Powstania Warszawskiego.

    Agbali (ur. 1895) jest jednym z bohaterów książki „Afryka w Warszawie”. Wiadomo, że zapisał się do ZboWiD-u. Do Polski trafił jako młody chłopak, przypłynął brytyjskim statkiem do Wolnego Miasta Gdańska, a stamtąd trafił do Warszawy. Był rok 1922. August Agbala ożenił się z Polką. Miał z nią dwoje dzieci - Ryszarda (ur. 1928) i Aleksandra (ur. 1929). Zajmował się graniem jazzu w warszawskich restauracjach. W 1958 roku wyemigrował z rodziną do Wielkiej Brytanii. Tam ślad o nim zaginął.

    Agbala walczył także w obronie Warszawy w 1939 roku. Co za wspaniała historia.
  • @Astra
    Tego nie przeczytasz u Szechtera, jak Żydzi mordowali Powstańców Warszawskich. https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpa1/v/t1.0-9/q71/s480x480/10563141_10203000003854159_5970979559590481470_n.jpg?oh=8852822feab965a622a78bac11843d8a&oe=54456656&__gda__=1414609616_1af0d59a484fb0a038e501cf2cbd3284 "TEGO

    Kto mordował naszych Powstańców Warszawskich, kim byli żołnierze jednego z najstraszliwszych oddziałów Waffen SS tzw. pułk Oskara Dirlewangera. Oskar Dirlewanger (ur. 26 września 1895 w Wurzburgu, zm. 7 czerwca 1945 w Altshasen) – SS-Oberfurer i dowódca specjalnej jednostki karnej SS do zwalczania partyzantów, znany ze swego sadyzmu i odpowiedzialny za rozliczne zbrodnie wojenne popełnione w Polsce, Białorusi i Słowacjii. Ocenia się, że w wyniku akcji dowodzonej przez niego formacji pod nazwą 36. Dywizja Grenadierów Dirlewanger, śmierć poniosło przynajmniej 60 000 ludzi, w większości cywili, znaczną część ofiar spalono żywcem.

    Powstanie Warszawskie

    Mnie osobiście zainteresowała sprawa kadr pułku w okresie Powstania Warszawskiego.

    Stan Pułku na Sierpień 1944 r.

    3680 osób w tym:

    - 240 Romów,

    - 400 Rosjan,

    - 268 Żydów,

    - 120 Ukraińców,

    - pozostali to Niemcy – kryminaliści i psychopaci z obozów koncentracyjnych.

    Dirlewangerowcy ponieśli jednak olbrzymie straty, w pierwszym okresie z 800 osobowego oddziały zostało 648 żołnierzy, jednak uzupełnienie jakie otrzymali spowodowało, że odział wrócił do „akcji”.

    W sumie Pułk stracił 2083 ludzi, będąc odpowiedzialnymi za śmierć co najmniej 30 000 ludzi.

    Za udział w tłumieniu Powstania Oskar Dirlewanger został awansowany.

    Zastanawiający jest jednak udział w tym zbrodniczym procederze, przedstawicieli nacji, które uważają się za jedyne ofiary tej wojny.Jakim cudem 240 Romów i 268 Żydów trafiło to tej jednostki?

    Otóż, w książce jest to opisane, że taką ofertę złożono tym Żydom, którzy wykazali się pomocni w eksterminacji własnych rodaków – jako kapo, obozowi donosiciele, jako ci, którzy uważali, że służba dla III Rzeszy pozwoli im na wykazanie swojej przydatności Niemcom.

    Nie byli to tzw. Mischlinge – pół Żydzi, których nazywano również pół Niemcami. Ale Żydami, z ojca i matki Żydówki.Znalazłem również informację o Karaimach, żydowskich mieszkańcach Krymu, których nazistowscy eksperci od czystości rasy, uznali że są to (!?) Tatarzy quasi -Mojżeszowego, a nie „prawdziwi Żydzi”, utworzono z nich przynajmniej jeden Batalion Waffen SS, sam Himmler wydał specjalne zezwolenie, aby członkowie tego batalionu mogli odprawiać Judaistyczne modły. Komory gazowe oraz krematoria w niemieckich obozach zagłady, współpracując ściśle z Niemcami, również obsługiwali żydzi!. Autor: Zdzisław Sługocki
  • @Astra 15:22:22
    Żydzisko Ozjasz Goldberg vel Kurwa Miki chce sądzić przywódców Powstania Warszawskiego. Osoby, które wydały rozkaz rozpoczęcia Powstania Warszawskiego, winny stanąć przed sądem. Tak uważa szef Nowej Prawicy Janusz Korwin-Mikke. Dziś w Rzeszowie zapowiedział, że 2 października, w rocznicę zakończenia powstania warszawskiego odbędzie się symboliczny proces. http://wiadomosci.onet.pl/rzeszow/korwin-mikke-chce-sadzic-przywodcow-powstania-warszawskiego/pqltd // ta żydowska kurwa i agent służb już nie wie jak zaistnieć.
  • @Kula Lis 62 19:27:56
    Bo to proruski i żydowski dupek jest i tyle.
    Dzisiaj na pocztę przesłał mi wiersz przyjaciel..
    Wkleję go, Hemar już tyle lat nie żyje, a popatrz przewidział, że tak to będzie wyglądało...

    Rocznica - Marian Hemar

    ROCZNICA - Marian Hemar
    (NOWA PIEŚN NA ZNANĄ NUTĘ)

    Gdy naród warszawski się porwał do boju,
    Gdy z bronią powstali cywile -
    Gdzie ty byłeś wtedy, sowiecki gieroju?
    Za Wisłą, opodal, o mile.

    O, cześć wam, radzieccy kamraci!
    O, cześć, towarzysze przytomni!
    Za pomoc w Powstaniu niech Bóg wam zapłaci
    A Polska wam jej nie zapomni.

    Gdy ponad Warszawą świeciły się łuny
    Powstańczej, szaleńczej batalii,
    Za Wisłą czekali sołdaci komuny,
    Aż ogień się do cna wypali.

    O, cześć, sojuszniku łaskawy!
    O, cześć wam, radzieccy kamraci!
    Za pomoc dla ludu walczącej Warszawy,
    Niech Bóg wam stokrotnie zapłaci!

    Gdy trupem padały kobiety i dzieci
    U miejskich barykad i szańców,
    Za Wisłą spokojnie czekali sowieci,
    Aż Hitler dobije powstańców.

    O, cześć wam, o cześć, w samej rzeczy!
    O, cześć wam, o cześć, demokraci!
    Za pomoc w Powstaniu, za pośpiech w odsieczy,
    Niech Bóg wam stokrotnie zapłaci!

    Ten sam Rokossowski, nasz wódz-falsyfikat,
    Widokiem się nie mógł nacieszyć
    I mruczał: Dopóki strzelają z barykad -
    Nu, nima do czego się śpieszyć.

    O, cześć ci marszałku zwycięski!
    Za odsiecz ginących twych braci,
    Za pomoc Warszawie w tej dobie jej klęski,
    Niech Bóg ci stokrotnie zapłaci!

    A Bierut w Lublinie, a Bierut sobaka,
    Rozkazy już zaczął powielać:
    Każdego Paljaka, kto tylko był w AK
    Od razu na miejscu rozstrzelać!

    O, cześć wam, moskiewskie bieruty!
    O, cześć wam, ludowi kamraci!
    Niech Bóg wam stuleciem straszliwej pokuty
    Za zdradę Warszawy zapłaci!

    A dzisiaj, ta ciżba moskiewskich zaprzańców,
    A dzisiaj, te same psubraty
    Z butami się pchają na groby powstańców
    I wieńce im niosą i kwiaty -

    Dziś oni te groby chcą wziąć w swą arendę
    I ukraść im honor tej chwili
    I zwołać umarłych pod swoja komendę,
    Gdy żywych już sami dobili.

    Ach, precz stad radzieccy kamraci!
    Ach, precz stad, zdradzieccy psubraci!

    Czekaliście wtedy, i dziś poczekajcie.
    Nie bójcie się. Bóg wam zapłaci.

    Pozdrawiam
  • @Astra
    Prof. Józef Szaniawski zamieścił 5 sierpnia 2003 r w tygodniku "Nasza Polska" artykuł "Putin pacyfikował Powstanie". Artykuł zawierał zdjęcie grupowe własowców, wśród których znajdował się ojciec Putina, też Władymir. Warto obejrzeć to zdjęcie i przeczytać tekst. Syn własowca i wnuk esesmana Tusk. Opcja niemiecka!
  • @Kula Lis 62 22:46:25
    Kiedy piszę, że cokolwiek byśmy postanowili, ten dupek i tak zaszkodzi Polsce, to ze mnie rusofobke robią.
    To chyba idzie u nich genami i ja też chyba swoimi to odbieram ::(

    Niech dobry Bóg ma nas w swojej opiece...
  • Kapitan Kula Lis 62 22:46:25
    .
    Dlatego nie zyje zepchniety w przepasc w Tatrach .
  • Powsanie pod dowodztwem AK i kapitulacja na warunkach prawa byly wtedy jedybną szansą uratowania przed zagladą
    Front zatrezymany zostal do 17 stycznia 44 w celu przyśpieszenia Aliji kandydatow na nowoherbrajczykow planowanerj przez bermanowską Polszkę i Czechoslowację i neutralizowaną w tym celu Austrię do Palestyny z ZSRR. bez powstania, kapitulacji prxzywracajcej miedzynarodowe perawa żołnierzom i ludności (odebrane formalnie ludfności Generalnejh Guberni w 1939r) oraz bez ewakuacji ludnoścvi i powstańcow przed 20-30 stopniowymi mrozami na lini frontu ludnosci grozila zupełna zagłada tak jak ludności Leningradu lub sowieckim jęńcom.
    Do zagłady nie byly w tych warunkach potrzebne specjalne rozkazy (które już były) ani organizacja i dowoidzenie. Wystarczylo zarządzenie o ewakuacji ludnosci np do Pruszkowa lub Sochaczewa pod nadzorem Ukrazińcow, etnicznych Litwinow lub funkcyjnych folksdojczow bez zaopatrzenia i aprowizacji przez pola w czaqsie 30 stopniowych mrozow.
    http://telewidz.neon24.pl/post/99772,zbawienne-powstanie-warszawskie-i-jego-kapitulacja
    http://telewidz.neo
  • @Astra 22:53:52
    .
    Chyba nie liczysz na poważną rozmowę na argumenty ze starymi degeneratami (pewnie jakimiś starymi alfonsami zawerbowanymi przy okazji wizyty oficera z ambasady USA w burdelu) jak lord czy stirlitz, czy ta stara blać astra co se musi jakoś zarobić na życie skoro już jest przechodzona, a emerytury brak w jej profesji. No to z czego oni mają żyć?

    bloger vortex

    8-)))))))

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE KOMENTARZE

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031